Angry Flappy People

Jakoś tak się zbiegło w czasie, że w ciągu tego weekendu Diabeł pokazał mi kilka filmików. Nie, nie były z serii XXX niestety. Część pokazywała jak kilku panów niszczy swoje iPhone’y, bo Apple walczy z aplikacjami do Bitcoinów itp. Inne pokazywały jak ludzie niszczą swoje telefony z powodu gierki Flappy Bird.

Zaczęłam się zastanawiać skąd w ludziach tyle agresji i braku poszanowania dla rzeczy, które posiadają. Może mają za dużo kasy. Może ich tatuś w dzieciństwie za mało przytulał. Może nikt ich nie nauczył, że nie wszystko i nie wszyscy to śmiecie.

Grałam w wiele gier. Zarówno na komputerze (Diablo, AoE, NFS <3), jak i tych na komórce czy tablecie. Owszem bywały chwile, gdy wpadałam w bezsilną wściekłość i waliłam ręką w klawiaturę czy myszką o biurko. Zdarzało mi się wściekać na gierki w telefonie czy pada od PS3. Nie potrafię jednak zupełnie zrozumieć tego, jak można zniszczyć z tego powodu sprzęt. Nie łapię tego, tak samo jak rzucania zastawą w faceta podczas kłótni. Po co? Żeby ulżyło? Wyładować się na czymś, bo na kimś nie można? Przecież to głupie. Poza tym nie chciałoby mi się potem sprzątać. Zwłaszcza po rozbitym talerzu, bo drobinki szkła potrafią się dematerializować przy sprzątaniu i pojawiać dokładnie wtedy, gdy chodzisz boso po podłodze.

Raz jeden w moim życiu byłam wyprowadzona smsem z równowagi tak, że telefon zatrzeszczał mi w dłoni i byłam o krok od roztrzaskania go o ścianę. Sekundę później uświadomiłam sobie, że idiota, który był nadawcą, nie zasługuje na to, żeby z jego powodu psuć sobie telefon. Może jestem za mało emocjonalna i spontaniczna, a może po prostu mam więcej oleju w głowie i poszanowania rzeczy własnych, by głupot nie czynić.

Kiedy oglądam takie filmiki czy słyszę historie, zawsze zastanawiam się, jak dana osoba poradziłaby sobie z problemami w życiu rzeczywistym, skoro nie potrafi spokojnie podejść do gry. Nawet sobie zainstalowałam Flappy Bird i pograłam „trochę”, żeby wczuć się w tych sfrustrowanych ludzi. Nie pomogło. Rozbijanie się o pierwszą rurę nie robi na mnie żadnego wrażenia. O żadną kolejną też nie. „Kurcze” zdarzyło mi się powiedzieć kilka razy, gdy po przejściu kilku rur, zawieszałam się i nie dotykałam ekranu. Wydaje mi się więc to trochę smutne, że ludzie nie potrafią oddzielać rzeczywistości od fikcji. Jeszcze gorsze jest, gdy bardziej emocjonują się tym, co robią na ekranie niż poza nim. Mam wrażenie, że to słabe jednostki, które w końcu dopadnie selekcja naturalna. Ludzie za bardzo żyją tym, co mają za szklanym ekranem i nie wróżę niczego dobrego dla naszego świata, gdyby kiedyś globalnie wysiadł prąd. Apokalipsa byłaby przy tym dziecięcą zabawą. Zresztą zobaczcie sami:

[embedyt]http://www.youtube.com/watch?v=hrNGotEslaw[/embedyt]

Granie ma być przyjemnością. Oderwaniem się od stresów dnia codziennego. Odpoczynkiem. Jaki jest więc sens grać w coś, co budzi naszą złość do tego stopnia, że użycie młotka wydaje się jedynym rozwiązaniem? Nie umiem tego zrozumieć. Może jest ktoś chętny, żeby mi to wytłumaczyć?

P.s. Jakimś cudem przeleciałam 34 rury. Ktoś ma więcej?

flappy-bird

}