Arabska perła

Cieszę się, że tej książki sobie nie kupiłam, a jedynie pożyczyłam od siostry, bo to byłyby zmarnowane pieniądze i miejsce na półce. Opis, który możemy znaleźć na stronie empiku zachęcił mnie przeczytania całości, ale treść pokazała, że zwyczajnie dałam się wyrolować.

Siedemnastoletnia Noora nie przypomina innych kobiet ze spalonych słońcem gór Półwyspu Arabskiego. Dzieli z nimi biedę i codzienne obowiązki, lecz drzemie w niej ogień niezależności. Po śmierci matki, jej ojciec popada w szaleństwo. Jego obowiązki przejmuje brat, który postanawia wydać ją za mąż. Noora odmawia i ucieka do pobliskiej górskiej wioski. Ukrywając się, zakochuje się w pierwszym mężczyźnie, który docenia jej urodę i kobiecość, lecz z przerażeniem dowiaduje się, że został już obiecany innej dziewczynie. Po powrocie do domu okazuje się, że ojciec zaginął, a brat wydał ją za mąż. Noora trafia jako trzecia żona do dużo starszego od siebie handlarza pereł. W tym nowym życiu zazna wszystkich dobrych i złych uczuć, ale najważniejsza będzie tajemnica; której musi strzec z narażeniem własnego życia.

Was by to nie zachęciło? Gorący romans, ślub wbrew woli i do tego jakaś wielka ważna tajemnica? No czego więcej chcieć? No czego???

Dobrze napisanej książki. Arabska Perła niestety nią nie jest.

Początek udało mi się w miarę bezboleśnie przetrwać, bo z rosnącą ciekawością czekałam na rozwój akcji. Moja naiwność trzymała mnie w tej nadziei jeszcze gdzieś do połowy książki, ale rozsądek postanowił wkrótce ją porzucić. Choć lekturę czyta się lekko i przyjemnie, trudno uniknąć narastającej frustracji. Dwa razy pojawił się zarys płomiennego romansu, ale autorka gasi go jak zawodowy strażak. To sprawia, że poziom emocji podczas czytania nie ulega żadnym większym wahaniom. No poza wzrostem tej frustracji, ale zapewne nie tego autorka oczekiwała, tym bardziej, że nie jest to jej jedyne dzieło. Zamknęłam książkę rozczarowana. Nawet nie trudziłam się, żeby przeczytać wyjaśnienia z końca książki. Chciałam, żeby jak najszybciej zniknęła mi sprzed oczu.

Zaczęłam się jednak zastanawiać nad losami kobiet na świecie. O ile jestem jakoś w stanie zrozumieć te, którym nudne życie zostało narzucone przez kulturę w jakiej żyją, bo zmiany napotkałyby niezliczone ilości trudności. O tyle nie potrafię pojąć, dlaczego wiele wyzwolonych kulturowo kobiet skazuje się na nudę i brak szczęścia. Niby grzecznie godzą się na swoją rolę urządzenia wielofunkcyjnego. Udają szczęśliwe z zależności od mężczyzn, by potem mieć na co narzekać w gronie koleżanek. I często, jak bohaterka w/w książki, nie robią nic, gdy los zsyła im możliwość, by jednak tego szczęścia zaznać.

A do szczęścia przecież nie potrzeba tak wiele. Wystarczy jak najwięcej robić rzeczy, które sprawiają przyjemność i nie robić tych (poza pracą), których się nie lubi. Nic na siłę. Życie nie może ciągnąć się jak pasmo udręki. Ma być przyjemne i staje się takie, kiedy umiemy cieszyć się małymi rzeczami, które nas codziennie spotykają.

}