Chica Week #6

Nie dość, że kolejny tydzień już minął, to za nami również kolejny miesiąc. Wciąż zaskoczona jestem tym, jak ten czas szybko ucieka. Pocieszające jest to, że w sierpniu czeka na mnie sporo atrakcji, których już się nie mogę doczekać.

W tym tygodniu na blogu podzieliłam się z Wami historią Magdy. Pasowała mi jako kontynuacja wniosków z recenzji Step Up zamieszczonej w poprzednim Chica Week. Sama jestem przykładem osoby, która sięga po to, o czym marzy. Tak było z Diabłem, z blogiem i całą masą rzeczy, o których pewnie Wam kiedyś opowiem. Tylko w przeciwieństwie do Magdy, ja nie stwierdziłabym, że miałam ciężko. Pewnie dlatego, że nabrania dystansu do swoich własnych problemów człowiek uczy się z wiekiem. Ja już odpowiedni osiągnęłam, ona ma przed sobą jeszcze trochę czasu. To normalne, że w pewnym okresie swojego życia uważa się swoje problemy za ważniejsze od tych, które mają inni. Niektórym to podejście przechodzi, innym nie.

Potem po kilku długich rozmowach ze znajomym, doszłam do wniosku, że nie napisałam Wam o bardzo ważnej i podstawowej rzeczy, jeśli chodzi o relacje damsko-męskie. Postanowiłam to niedopatrzenie nadrobić i dzięki temu powstał tekst o tym, jak rozmawiać w związku. To nie jest takie proste, na jakie wygląda. Nie wystarczy mówić. Niejednokrotnie obserwowałam pary i dostawałam maile od osób, które nie potrafiły dogadać się z własnym partnerem. Zakładam, że problem leży w nieumiejętnym prowadzeniu rozmowy, dlatego dostaliście ode mnie mini poradnik.

W tym tygodniu prywatnie było przyjemnie, ale dość spokojnie. Udało mi się całe dwa razy wyjść pobiegać. To całkiem niezłe osiągnięcie, jak na mnie, bo jakoś nigdy nie mogłam się przekonać do tej formy aktywności. Próbuję się w to wkręcić chyba od marca. Z marnym skutkiem. Teraz jednak wybrałam się mimo upału i bardzo mi się podobało. Mam zamiar kontynuować tą przygodę dalej. Jeśli jesteście ciekawi, to moje postępy możecie sobie śledzić w Endomondo. Nie spamuję wynikami w innych miejscach, więc trzeba zaglądać właśnie tam.

Byliśmy też z Diabłem w kinie. Wybór padł na Herkulesa i nie żałuję. Ciekawie przedstawiona historia, dobrze dobrani aktorzy. Przyjemnie się to oglądało. (Uwaga spoiler) Podobała mi się koncepcja, w której Herkules był zwykłym człowiekiem z pomagającą mu grupą przyjaciół, a nie półbogiem. Chociaż Dwayne Johnson ze swoim wyglądem zdecydowanie nadaje się na rolę półboga. Byłam też zaskoczona tak małym rozlewem krwi w filmie. Niby dużo walk, a w przeciwieństwie do takich Vikingów czy Spartakusa, wyglądało to na film dla małych dzieci. Trochę mi się przez to przypomniało moje dzieciństwo, kiedy oglądałam tą historię w postaci serialu puszczanego na Polsacie. Może to dodatkowy powód, dla którego film zrobił na mnie dobre wrażenie.

Wczoraj zaś, zaraz po całym dniu spędzonym u moich rodziców na zaległym urodzinowym grillu, oglądaliśmy sobie z Diabłem Uprowadzoną. Byłam niesamowicie zaskoczona, jak mało z tego filmu pamiętałam – całą jedną scenę uprowadzenia. Diabeł kojarzył niewiele więcej. Czuliśmy się zatem jakbyśmy film widzieli po raz pierwszy. Trochę żałowałam, że nie mamy jeszcze w kolekcji drugiej części, bo zrobilibyśmy sobie maraton. Film nie jest zbyt skomplikowany czy zaskakujący. Taki typowy klasyk filmów akcji. Chociaż ogromnym plusem jest to, że jak już się akcja zacznie, to ciągnie się do samego końca. Jakoś nie przypominam sobie nudnych, ckliwych czy moralizujących przerywników.

Poza tym w miarę skutecznie od dłuższego już czasu olewam fejsbuka. Owszem, wrzucam zajawki do tekstu czy zdjęcia przez Instagram, ale na tym praktycznie koniec. Za dużo czasu ostatnio potrzebuję na inne rzeczy, żeby tracić go na siedzenie na fejsie. Czuję się nim też jakoś zmęczona. Niby porządkuję walla, a i tak nie zawsze oglądam to, co bym chciała. Dlatego próbuję się teraz przekonać do korzystania z Twittera. Na razie jest całkiem nieźle. Chociaż zdecydowanie bardziej cieszy mnie to, że udało mi się przeczytać trzy książki i zacząć czwartą. Na półkach mam sporo nietkniętych pozycji, a katalog „książki” w dropboxie pęka w szwach, więc to akurat długoterminowy projekt.

Dzisiaj natomiast mamy w planach Ściganą i/lub Street Dance oraz sushi, dlatego ja się już z Wami żegnam. Trzymajcie się i miłego następnego tygodnia!

}