Zakochałam się w wampirze czyli Drakula: historia nieznana

Drakula: historia nieznana to kolejny przykład filmu, na który najlepiej wybrać się bez żadnych oczekiwań. Już jakiś czas temu spodobała mi się taka postawa przy wybieraniu się do kina, bo skutkuje w moim przypadku prawie każdorazowym opuszczeniem sali z poczuciem zadowolenia seansem*. W przypadku historii o wampirze skończyło się nawet kilkudniowym zachwytem i doskwierającym poczuciem niedosytu. Kiedy druga część ja się pytam?!?

Natknęłam się w sieci na kilka wręcz genialnych (pod względem sposobu napisania oczywiście) recenzji Drakuli. Niestety każda z nich to wylewanie żali, bo film nie spełnił czyichś oczekiwań. Miało być mrocznie. Miało być jak w książkach. Miało być cholera wie jak, a nie było i teraz jest płacz. Ja natomiast obejrzałam sobie trailer i wyszłam z założenia, że „historia nieznana” pokaże nam coś, czego – uwaga – jeszcze nie widzieliśmy. Nie znamy znaczy. Okazało się to doskonałą taktyką, bo wyszłam z filmu zachwycona. Pomijam już fakt, że historia faktycznie była mi nie znana, tak samo jak jedynie mgliście pamiętałam legendę o Drakuli.

Dobra, pewnie w tekście będą spoilery, więc jak ktoś nie widział, nie zna się i wiedzieć nie chce, na górze po którejś stronie ma taki krzyżyk do zamykania karty/okna przeglądarki. Było miło. Chyba.

W ogóle zacznę od tego, że podczas seansu nie mogłam pozbyć się z głowy tekstu Zielonej Cytryny o tym, że kochamy czarne charaktery. Tak dzieje się właśnie w przypadku Vlada Palownika Drakuli. Choć powinniśmy się go bać, bo jest potworem, zakochujemy się (przynajmniej ja). Wszystko przez sposób, w jaki jego postać przedstawił Gary Shore. Mnie już sam trailer przyprawił o dreszcze:

Vlad jako dziecko zostaje oddany przez ojca Turkom, którzy wychowują go na przerażającego wojownika nabijającego swoje ofiary na pale. Współczujemy mu, bo przecież bez rodziny, przyjaciół i wśród wrogów nie miał innego wyjścia. By przeżyć musiał stać się potworem. To uczucie się w nas pogłębia, bo Dracula jako dorosły (i nawet całkiem przystojny) mężczyzna źle czuje się ze swoją przeszłością. Teraz jest wspaniałym władcą oraz jeszcze lepszym mężem i ojcem, który próbuje zapomnieć o tym, co kiedyś robił. Swoją zmianę udowadnia sprzeciwiając się oddaniu pod „opiekę” swojemu przyjacielowi i jednocześnie władcy Turcji 1000 dzieci, w tym własnego syna.

Jego sprzeciw wywołuje wojnę i znów dostajemy postać, której nie sposób nie pokochać – mąż i władca, który zrobi wszystko dla rodzinny oraz poddanych, nawet zawrze pakt z samym diabłem. Darzymy więc sympatią krwiożerczego wampira, bo jego intencje są czyste, nadprzyrodzone zdolności skierowane w celu ochrony najbliższych i nawet nabicie przeciwników na pale uważamy za słuszne posunięcie. W końcu żadnej ze złych rzeczy nie robił dla własnej przyjemności, a uzyskanych możliwości nie wykorzystał tylko dla siebie. Jest coś odurzającego w dobrze wykorzystywanej władzy. Trzymamy więc kciuki za to, żeby wytrzymał te 3 dni, pragnienie nie wygrało i mógł wrócić do całkiem ludzkiej postaci. Chociaż ja osobiście odniosłam wrażenie (stary wampir powiedział do Vlada przed przemianą mniej więcej „a teraz umrzesz”), że rezygnacja z bycia wampirem zakończy się śmiercią, więc kibicowałam temu jakoś mniej.

Kiedy odczepimy się od faktu, że z krwawej i mrocznej historii zrobiono romansidło, film ogląda się doskonale. Mi taki właśnie sposób przedstawienia wydarzeń wyjątkowo przypadł do gustu. Drakula podbił moje serce i z niecierpliwością czekam na kolejną część, jeśli powstanie. Natomiast rozczarował mnie niesamowicie brak efektów 3 czy nawet 4D (co jest wyjątkowo dziwne, bo zazwyczaj zgadzam się ze zdaniem Pawła -> klik). Wiele scen aż prosiło się o coś więcej niż płaski obraz. Chciało się razem z Drakulą wbić w powietrze i szybować z nietoperzami. Znaleźć się w centrum wydarzeń, poczuć wiatr we włosach, muśnięcie skrzydeł czarnych potworków na policzku i wyryć w pamięci imponujące widoki, jakby nie były jedynie obrazem z ekranu. Człowiek chciał sam przejść po starych i oszałamiająco pięknych zamkach, spojrzeć w dół na rozpościerające się u ich podnóża niezwykłe krainy. Jeśli tak wygląda Transylwania, to, o ile mają odstęp do neta, mogę tam mieszkać.

DRACULA-UNTOLD-International-Trailer

Choć oczywiście Drakula mógł mieć nieco więcej umiejętności niż ciągłe przemienianie się w chmurę nietoperzy, to uważam, że całość filmu została zrobiona doskonale. Nie zwróciłam zbytniej uwagi na niedociągnięcia czy potknięcia w scenariuszu. Nawet nie wiem czy takie były. Pozwoliłam się natomiast oczarować historii, widokom i pomysłowi na postać, którą grał Luke Evans. Jemu samemu oczywiście też.

Dracula-Untold-Dracula

Jestem skłonna wystawić filmowi jakieś 7,5/10.

*Wyjątek stanowią jedynie filmy, na które idę większego bez przekonania. Kiedy jednak czuję, że MUSZĘ obejrzeć coś w kinie, nigdy nie wychodzę zawiedziona.

Foto: 1, 2

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym!
Share on Facebook10Share on Google+4Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone
  • Demetriusz

    Chodzenie do kina na filmy bez „nastawiania się” na konkretny efekt, to najlepsza taktyka żeby nie wyjść rozczarowanym i nie mieć poczucia zmarnowanych pieniędzy. Przyznaję, że ostatnio przestałem oglądać trailery- choć szalenie lubię to robić! Miarka się przebrała kiedy zobaczyłem „Grę Tajemnic”. Film był rozszerzoną wersją własnej zapowiedzi(niemniej bardzo mi się podobał). Wiem, że to co innego- tutaj historia była oparta na faktach- ale mogli zostawić trochę niedopowiedzeń w trailerze. Uwielbiam gotyckie uniwersum- opowieści o Draculi, Frankensteinie, Wilkołakach i tym podobnych, lecz nowa wersja historii Draculi mnie nie powaliła. Mimo mrocznej aury, gdzieś tam zgubiła się cała groza i tajemnica tej ludzkiej tragedii. Za to Luke Evans był wprost wymarzony do roli Draculi:D

  • Ja ostatnio oglądam trailery po filmie. W dodatku są to Honest Trailers 😉 Prawie zawsze bawią mnie do łez 🙂
    Co do Luka Evansa, tak mi zdecydowanie teraz kojarzy się tylko z tą rolą, nawet kiedy oglądałam ponownie Hobbita 🙂 No i małej mroczności nowej wersji nie uważam za zbyt duży minus. Spodobał mi się taki sposób przedstawienia tej historii 🙂

}