Jak zostałam nianią?

O tym, że zostanę nianią zadecydował przypadek i oczywiście moje niesamowicie dobre serce. Dłuższy czas temu Ela w rozmowie napisała mi, że szuka kogoś, kto posiedzi chwilę z jej dziećmi. Ona wraca do pracy i pomiędzy szkołą pociech a jej powrotem do domu pojawi się luka, którą musi wypełnić jakąś żywą istotą. Nie zastanawiałam się długo, czy pomóc koleżance w potrzebie. Tym bardziej, że jej wdzięczność nie jest jedyną zapłatą.

W dodatku ja lubię cudze dzieci. Można się z nimi bawić, pogadać, podziwiać jakie są piękne czy zabawne, a cały ciężar wychowywania spada na rodziców. Poza tym cudze widujesz tylko przez jakiś czas, a potem w razie potrzeby, możesz zwyczajnie odpocząć i to bez wyrzutów sumienia. Nie twoje dzieci, nie twoje problemy i nie twoje sumienie. Jakby się nie spodobały, to rzucasz robotę i masz z głowy. Własnych dzieci pozbyć się już nie jest tak łatwo i grozi to aferą na cały kraj, jak z tym nieszczęsnym kocykiem. Oczywiście, gdy nie jest się odpowiednio przebiegłym. Tylko, że ja nie o pozbywaniu się dzieci własnych, a o byciu nianią cudzych pisać miałam. Także ten…

Po wielu tygodniach oczekiwania, w końcu umówiłyśmy się na spotkanie zapoznawcze. Wybrałyśmy niedzielne popołudnie, bo żadna z nas nie jest na tyle głupia, żeby w weekend wstawać rano. W drodze zastanawiałam się czy zostawienie szpilek w domu nie było złym posunięciem. Moje metr pięćdziesiąt w kapeluszu mogło nie budzić respektu, zwłaszcza u mężczyzn. Głupio byłoby, gdyby to nagle oni zaczęli opiekować się mną, a nie ja nimi. Na szczęście nie zauważyłam, żeby ktoś miał problem z moim prawie karlim wzrostem.

Za drzwiami przywitało mnie trzech długowłosych mężczyzn (w tym jeden niewymagający opieki, przynajmniej mojej) i jedna krótkowłosa kobieta. Najstarsi mężczyźni większe zainteresowanie wykazali lecącym właśnie w telewizji Shrekiem, więc mogłyśmy z Elą spokojnie pogadać. Nic strasznego mnie nie czeka – odebrać młodszego ze szkoły, sprawdzić, gdzie jest starszy i przez około 2 godziny poczekać z nimi, aż któreś z rodziców wróci do domu. Więcej zabawy będę mieć, gdy zrobi się ciepło – jest plac zabaw (huśtawka <3), boisko do kosza, las nawet. Zapowiada się zatem ciekawie. W dodatku w podróży będę mogła nadrabiać zaległości książkowe. Ruch i literatura – plan na najbliższe kilka miesięcy bardzo mi się podoba.

Pierwszy dzień bycia nianią też był spoko. Najpierw pani ze świetlicy prawie zgubiła Michała. Szukając pozwolenia na odbiór, próbowała mi wmówić, że dziecko, które wpatrywało się we mnie, jest nieobecne – wyszło bawić się na dwór. Chwila grozy – nie odda mi chłopca, chce go ukryć!! Na szczęście, gdy wyprowadziliśmy ją z błędu, bez problemów mogliśmy się udać do domu. Pod drzwiami czekał na nas Paweł. Potem poszło już z górki. Zabrali mi tablet i zajęli się graniem. W przerwie nawet dali namówić się na odrabianie lekcji i nie próbowali mi wejść na głowę. Im chyba też się podobało, bo Ela umówiła się ze mną już na przyszły tydzień.

Czemu ja Wam to wszystko piszę? Między innymi dlatego, że wiążą się z tym drobne zmiany na blogu. Teksty, które do tej pory pojawiały się po 16, będę wrzucać Wam koło południa lub rano. W chwilach kryzysu (czyt. grania w Diablo do 4 nad ranem i spania przez cały poranek) publikacja może przesunąć się na godziny wieczorne.

Jak chcecie sobie przeczytać, jak Ela przeżyła swój pierwszy dzień w pracy, zajrzyjcie tutaj. W innych przypadkach zapraszam do śledzenia mnie na facebookutwitterze lub instagramie.

Przy okazji przypominam też, że jutro (to jest sobota, 29 marca) będę na BlogExperts 4 (relacja z poprzedniej edycji jest tu). Jak ktoś będzie, ma ochotę się spotkać i pogadać, to niech mnie szuka gdzieś z przodu.

}