Krakowska majówka

Do Krakowa jechaliśmy pociągiem, bo zabieraliśmy ze sobą diabelskiego kocura. Niestety polubione ostatnio przez nas busy nie mają opcji przewożenia zwierząt. Na szczęście przedział trafił nam się wyjątkowo ładny i aż miło było podróżować. Stopniowe odrywanie się od rzeczywistości i obowiązków to rewelacyjna sprawa. Zdecydowanie takie wyjazdy należy powtarzać częściej.

Po jakimś czasie spokój zaczęło nam zakłócać nieustające miauczenie, które jak się okazało pod koniec podróży, oznaczało kocią potrzebę zrobienia kupy 🙂 Po ogarnięciu małego chaosu mieliśmy spokój do samego hotelu. Nieznośne wcześniej zwierze po realizacji swoich potrzeb poszło ogarnięciu. Podróż, mimo aromatycznej niespodzianki uznaję, za udaną. Nauczka, żeby nie lekceważyć uporczywego kociego zachowania przyda się w przyszłości 🙂

Nasz hotelowy pokój pozostawiał wiele do życzenia i zapewne gdybyśmy mogli, odjęlibyśmy przynajmniej jedną gwiazdkę. Niestety ograniczyliśmy się jedynie do zgłoszenia usterek obsłudze i wystawieniu mało pozytywnego komentarza na portalu, w którym rezerwowaliśmy nocleg. Może gwiazdka sama im odpadnie 🙂 Plus mają za lokalizację i w większości miłą i pomocną obsługę.

Ogólnie z wyjazdu jestem bardzo zadowolona. Podróżowanie z Diabłem to czysta przyjemność. Rewelacyjnie się dogadujemy i zgadzamy ze sobą, co bardzo ułatwia nam życie. On też wyglądał na zadowolonego 🙂

Codziennie odwiedzaliśmy pobliską siłownię, spacerowaliśmy po Krakowie i jedliśmy jakieś pyszne jedzonko. Zorganizowaliśmy sobie wspaniały piknik nad Wisłą, na który Diabeł nawet zaplanował specjalną i długo przeze mnie oczekiwaną niespodziankę (przynajmniej tak mi się wydaje, że to o TO chodziło :-)), ale z przyczyn „technicznych” zrezygnował. Przez resztę wyjazdu wypatrywałam oznak świadczących, że jednak dostanę swój prezent, ale się nie doczekałam 🙁 Mam tylko nadzieję, że się zupełnie nie rozmyślił…

Nie zamierzam natomiast kryć swojego zaskoczenia i rozczarowania w innej sprawie. Mianowicie zawiodłam się na Krakowie. No może nie na całym… raczej na nocnym życiu Krakowa, które w moim prywatnym odczuciu prawie nie istnieje. Nie jesteśmy typami ciągłych imprezowiczów, byliśmy głównie zainteresowani salsą, w dodatku nie oddalaliśmy się zbytnio od rynku i nie przeszliśmy wszystkich klubów, zatem istnieje szansa, że gdzieś poza naszym zasięgiem tliło się jakieś życie. Nie mniej jednak przed wyjazdem przejrzałam kilka stron i wyszukałam informacje o klubach, do których moglibyśmy pójść potańczyć salsę. Na jednej ze stron nawet była adnotacja o aktualizacji z marca, więc uznałam to za dość świeże, a co za tym idzie, wiarygodne źródło informacji. Uzbrojeni w taką wiedzę, pełni nadziei każdego wieczora wyruszaliśmy na podbój krakowskich parkietów. Niestety nasz entuzjazm szybko zastępowało rozczarowanie. Kluby okazywały się albo zamknięte albo leciała tam inna niż miała muzyka albo nie było tam nikogo poza barmanem i ochroną.

To była majówka, obchód zaczynaliśmy w zasadzie od 22, więc zjawisko było dla nas niepojęte. Spodziewaliśmy się mniejszych lub większych, ale jednak tłumów. Na to, co zastaliśmy, byliśmy zupełnie nieprzygotowani. Udało nam się potańczyć we wtorek i w środę w całkiem zadowalających ilościach, ale liczba osób dzielących z nami parkiet pozostawiała wiele do życzenia. Gdybyśmy nie mieli siebie, mogłoby to się skończyć podpieraniem ścian. W czwartek częściowo w akcie desperacji a częściowo w celach badawczych przeszliśmy się do kilku „zwykłych” klubów. Bynajmniej nie poprawiło to naszych wrażeń. Najwidoczniej tłumy przemierzające rynek i wylegujące się nad Wisłą za dnia, po zachodzie słońca niechętne do nocnych rozrywek zapadały w sen. Inaczej tego wytłumaczyć nie potrafię.

Mamy zamiar weryfikować nasze doświadczenia, ale Kraków najprawdopodobniej pozostanie opcją na czasy, kiedy jako posiadacze dzieci będziemy pozbawieni siły na nocne szaleństwa lub gdy, ktoś z naszych znajomych przekona nas, że miasto obudziło się ze snu…

Ewentualnie liczę na Was. Może ktoś ma inne doświadczenia i będzie chętny do podzielenia się informacjami, gdzie można pobawić się nocą w Krakowie…

W innych sprawach zapraszam na facebookatwittera lub instagram.
Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym!
Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone
}