Malownicza Praga

W tym roku z okazji długiej majówki postanowiliśmy wybrać się do Pragi. To był pomysł Diabła. Był tu już kiedyś z okazji salsowych wyjazdów i bardzo chciał wrócić ze mną. Nasza czwarta majówkowa rocznica stała się do tego odpowiednią okazją. Tym bardziej, że pomysł nawet mi się spodobał. Czekoladę będę mogła sobie kupić. Znaczy kupiłam. Studentska rządzi!

Podróż oczywiście odbyła się Polskim Busem. Było lepiej niż się spodziewałam, bo nawet tyłek nie bolał za bardzo, mimo 10 godzin siedzenia. Trochę pomagały fajne widoki za oknem. Pola, góry i piękna pogoda to doskonałe połączenie. Nawet nie zwraca się uwagi na drętwiejące pośladki. Lubię obserwować przyrodę za oknem. Cieszyć się na widok sarenki czy lisa. Nawet zwykła zieleń trawy czy błękit nieba mnie uszczęśliwia. W dodatku, jak się założy słuchawki, można pomyśleć i wiele rzeczy zaplanować.

praga-podroz

Hotel Olympik Tristar, w którym zarezerwowaliśmy pokój, nas jakoś nie zachwycił. Pierwsze wrażenie nie było takie złe, ale właściwie bardzo szybko zmieniliśmy zdanie i poczuliśmy się rozczarowani. Gdyby nie fakt, że pokój służył nam jedynie do spania i seksu… No dobra, będę szczera, jedynie kaucja za anulowanie rezerwacji nas zatrzymała w tym hotelu. Tym bardziej, że jeszcze większą pomyłką były wliczone w cenę śniadania. Już po dwóch dniach nie mogłam patrzeć na kiełbasę, jajka bez majonezu i sałatki wyglądające jak mix z poprzedniej kolacji. „Wędliny” i ser nie prezentowały się lepiej. Mortadeli i mielonki wątpliwej jakości nawet nie próbowaliśmy, za to ser smakował jak… właściwie jak nic nie smakował. Papier może. Jajka śmierdziały, a mleko było dziwnego lekko żółtego koloru (jedyne pocieszenie, że mleko zakupione u nich w sklepie też było żółtawe). Byłby totalny dramat, ale smaczne były chociaż bułeczki i ciasta.

praga-hotel-tristar

Poza tym to o Pradze ogólnie mogłabym powiedzieć trochę dobrego. Widoki są piękne i jak ktoś lubi klimat starych miast, będzie zachwycony. Mi kojarzyło się trochę z Krakowem. Poza tym spodobało mi się, że jest to wyjątkowo czyste miejsce. Nie ma koszy na każdym kroku, jak w Polsce, a jednocześnie śmieci nie walają się wszędzie po ulicach. Sporadycznie można zobaczyć puszkę czy jakiś papier. Dobra, czasem wysypuje się zawartość z przepełnionych kontenerów, ale wciąż jest to rzadkość. Ledwie zauważalne. Ogólnie jest miło patrzeć i jeszcze przyjemniej spacerować.

Gorzej robi się tylko po zejściu do metra, bo tam śmierdzi. Jednak mimo wątpliwych walorów zapachowych, metro robi dobre wrażenie. Najpierw przeżyłam szok wysokością i stromością ruchomych schodów, a co za tym idzie głębokością metra. Nasze to gdzieś połowa ich głębokości. Potem zaskoczyła mnie szybkość schodów, bo miałam wrażenie, że trzeba na nie wskoczyć w biegu. Po powrocie do Warszawy wydawało mi się, że nasze schody stoją w miejscu, zamiast jechać. Minusem jest to, że w praskim metrze panuje też jakby surowy minimalizm. To w połączeniu z aromatami sprawia, że człowiek chce z niego wyjść jak najszybciej.

praga-ruchome-schody

Ciekawostką jest również (bardzo prawdopodobny) brak sklepów 24h i znikoma ilość nocnych klubów. Go-go znaczy. Widzieliśmy przez cały tydzień zaledwie dwa go-go i żadnego 24h. Tego drugiego akurat usilnie szukaliśmy, bo nam się po salsie pić chciało. W końcu jakimś cudem trafiliśmy na stację benzynową (dziwnym trafem mijani ludzie mówili po angielsku tak, jak my po czesku… czyli wcale), których tutaj też zbyt dużo nie ma. Zresztą życie zdaje się jakby zamierać po 20-21 i nawet turyści znikają z ulic. Wnętrza niektórych pubów bywały wypełnione, ale po ulicach nie chodził prawie nikt. Czułam się trochę jak w opuszczonym mieście. Cisza i spokój.

W bliskich okolicach centrum dla odmiany nie można narzekać na brak restauracji i fast foodów. Miniesz jedno KFC i już masz znak mówiący, że za 100-150 m jest następne. McDonaldy i Burger Kingi tak samo. Normalnie jak mrówek. Taka sama plaga jest na lokale wietnamskie. Zresztą Azjatów spotkasz wszędzie – w restauracjach, sklepach spożywczych, w tych z pamiątkami, na targu. Chwilami nie byłam pewna czy nam się kraje nie pomyliły. Miłą odmianą od tego był amerykański lokal o budzącej pewne skojarzenia nazwie Hooters. Od razu na myśl przychodzą sówki z wielkimi oczami, prawda? Nie, a jeśli widzi się plakat, to tym bardziej nie. Panie reklamujące restaurację akurat nie oczy mają duże. Dlatego najczęściej zaglądają tam mężczyźni. Lepsze niż go-go, bo idziesz w ciągu dnia i w cenie posiłku dostajesz pokarm dla oczu. Motywem przewodnim są burgery i kelnerki ubrane w pomarańczowe bardzo krótkie szorty oraz koszulki z głębokim dekoltem. Podlać piwem i jest wszystko, czego większość mężczyzn potrzebuje do szczęścia.

praga-hooterspraga-hooters2

Wracając jednak do samej Pragi, to jest ona miastem na każdą porę dnia i nocy. Można w ciągu dnia odwiedzać muzea (m.in. seksu), zwiedzać zabytki, przemierzać uliczki czy pływać rowerkami lub promem po rzece. Przy gorszej pogodzie można zajrzeć do fajnie wkomponowanego w stary budynek centrum handlowego Palladium. W środku jest nowocześnie, a z zewnątrz nadal wszystko pasuje do otoczenia. Wschody i zachody słońca można podziwiać z mostów lub wspiąć się na znacznie wyżej położone małe tarasy widokowe przy katedrze św. Vita lub Vysehradzie (tu mają też fajny, stary cmentarz). Wrażenia i widoki niesamowite. Również nocą Praga zapiera dech w piersiach. Pomijam oczywiście wrażenie opuszczonego miasta w małych i wąskich ulicach. Chociaż dla mnie to akurat plus, bo nie przepadam za tłumem. Ważniejsze, zabytkowe budynki są nocą pięknie oświetlone. Nabierają charakteru i powagi, której nie da się zauważyć w promieniach słońca.

praga-panorama1praga-panorama2praga-zabytkipraga-vysehradpraga-stare-miastopraga-old-town

Oczywiście nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie sprawdzili, jak Praga radzi sobie z salsą. Według strony internetowej imprezy powinny być codziennie. My jednak wybraliśmy się tylko dwa razy. W sobotę prawie zaraz po przyjeździe poszliśmy do klubu, który obecnie ma nazwę La Macumba. Mały, klimatyczny lokalik z dobrą muzyką i fajnymi ludźmi. Poziom tańca może nie powalał, ale było nieźle. Towarzystwo niezbyt duże. Na oko mniej niż 100 osób, więc było trochę jakby rodzinnie. Wytańczyliśmy się. W tygodniu wybraliśmy się natomiast do Jam Cafe i to niestety nie okazało się dobrym pomysłem. Owszem – lokal fajny, muzyka spoko i ludzie tańczący też nie przeszkadzali. Niestety brakowało zakazu palenia, więc szybko opuściliśmy miejsce zabierając ze sobą ból głowy. Przeszliśmy do innego lokalu, którego niestety nazwy nie pamiętam. Szkoda, bo dla mnie to miejsce żywcem przeniesione z salsowej Kuby pokazywanej w filmach (na żywo niestety jeszcze nie byłam). Pan przypominający kubańczyka przy drzwiach, orkiestra grająca latino na żywo, wszystko w drewnie i parkiet w „piwnicy”. Wielkie wow! Tak zawsze wyobrażałam sobie prawdziwy klub latino. Nie zostaliśmy w nim tylko ze względu na papierosy.

praga-la-macumba

Z Pragi wróciliśmy niesamowicie szczęśliwi i chyba jeszcze bardziej zmęczeni. W domu większość czasu spędzamy przed komputerami. Tutaj wszędzie chodziliśmy na piechotę. Tylko deszcz nas przeganiał do metra i głód do posadzenia tyłka w jakimś lokalu. Reszta czasu przeznaczona była na chodzenie i zwiedzanie. Nawet długi sen nie do końca pomagał. Na szczęście tydzień wystarczył, żeby obejść wszystko i jeszcze o własnych siłach wrócić do domu.

praga-kretek

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym!
Share on Facebook10Share on Google+3Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone
  • Praga jest przepiękna i można po niej spacerować godzinami. Nie wiem jak teraz ale kilka lat temu co krok można było kupić grzane wino na wynos. Nawet z okien domów je sprzedawali i w budkach z hot dogami. Taki kubeczek potrafi bardzo uprzyjemnić spacer przy gorszej pogodzie 🙂

  • Grzane wino nie rzuciło mi się w oczy. Więc albo z niego zrezygnowali albo lepiej się ukrywają ze sprzedażą 😉

  • Ale ładnie 🙂 Nawet te panie w pomarańczowych gatkach ładne,
    My do Pragi jedziemy latem. Nie mogę się doczekać.

  • Czekam zatem na relację ze słonecznej letniej Pragi 🙂

}