Marnowanie mojego czasu jest złe…

Wkurzyłam się. I to bardzo. Wręcz byłam niesamowicie wściekła. Ja wiem, że mam status osoby bezrobotnej, ale to wcale nie oznacza, że całymi dniami siedzę i nic nie robię (w końcu kto by Diabłowi obiady gotował? ;-)). Grrrrr… Nie cierpię jak ktoś z premedytacją marnuje czyjś czas…zwłaszcza mój… nie ważne z jakiego powodu… no może wyjątki stanowią pożary, powodzie i inne kataklizmy, względnie śmierć… to byłyby dobre usprawiedliwienia 😀

Byłam na rozmowie w sprawie pracy przed weekendem majowym, był to drugi etap rekrutacji i powiedzieli, że jak zadzwonią i zaproszą na trzeci, to będą już tylko formalności jak podpisanie umowy. Więc kiedy powiedzieli, że mam przyjść dziś, nastawiłam się, że zostanę przyjęta do pracy. Pojawiły się oczywiście wątpliwości, bo to powrót do czegoś z czego sama zrezygnowałam trzy lata temu i raczej nic się tam nie zmieniło od tego czasu. W dodatku Diabeł był przeciwny, bo uważał, że to duży krok wstecz. Wiem, że stać mnie na więcej, ale chwilowo tego „więcej” nie ma w ofertach pracy. W dodatku nie będę ukrywać… moje oszczędności już prawie wyschły, a nie chciałam totalnie wisieć na diabelskim portfelu. Rozumiem, że płacenie za kino czy wspólną kolację może być romantycznym gestem, ale przecież nie będzie opłacał moich rachunków! Źle bym się z tym czuła. Już się czuję wystarczająco niezręcznie 🙁

Tak więc pełna obaw i jednocześnie szczęśliwa podążałam na rozmowę. Ku mojemu zaskoczeniu nie byłam jedyną osobą na nią czekającą. W zasadzie to wszyscy byliśmy zdziwieni, bo prawie każdemu zasugerowano, że etap trzeci to jakby przyjście do pracy. Skąd więc tyle osób???

W końcu z lekkim opóźnieniem zaproszono nas do pokoju. Zostaliśmy poinformowali, że bardzo im przykro, ale osoba, na miejsce której mieliśmy przyjść, wróciła ze zwolnienia i zastępstwo nie jest potrzebne. Mieli nadzieję, że coś się zwolni do dzisiaj, ale niestety, muszą nam chwilowo podziękować. Jednocześnie zapewniają, że lista osób zostanie zachowana i odezwą się jak tylko będzie coś wolnego. Pracują tam głównie kobiety, a te jak wiadomo – ciąża, macierzyński, wychowawczy… szanse na miejsce są całkiem spore 😀

Oczywiście miło z ich strony, że wykazali się takim poziomem kultury, żeby przekazać takie informacje osobiście, a nie po „zadzwonimy do Pani” zamilknąć. Nie mniej jednak wolałabym usłyszeć takie coś przez telefon, a nie nastawiać się, że dostałam pracę i nie tracić swojego czasu na dojazd.

W dodatku byłam pewna tej pracy. Sama odeszłam trzy lata temu. Chcieli mnie zatrzymać, bo uważali mnie za dobrego pracownika. Nie widziałam powodu, dla którego mieliby nie chcieć, żebym po przerwie wróciła. A tu klops… Jedyne pocieszenie, że to nie z powodu „kogoś z większym doświadczeniem”, ale rozczarowanie pozostaje rozczarowaniem…

Tak więc ja szukam dalej, a was zapraszam na facebookatwittera lub instagram 🙂

}