Miesięcznik #2 – zero waste, minimalizm i miesiąc bez cukru

Jak pisałam w Chica Week #3, z przedszkola nic niestety nie wyszło. W związku z tym musiałam trochę pozmieniać moje plany. Zniknęły mi bowiem potencjalne 4 godziny pisania 5 razy w tygodniu. Plany, które robiłam przez większość czerwca musiałam upchnąć w 2-3 godziny wieczorem oraz wkomponować w dzień z córką. Sprawy minimalizmu czy zero waste dało się ogarniać przy niej. Pisanie oraz naukę musiałam jednak przenieść na czas jej spania. Oczywiście mogłam poświęcić na wszystko więcej czasu, o ile rezygnowałabym przy okazji z własnego snu.

W zasadzie to powinnam być do tego przyzwyczajona, bo tak wygląda moja rzeczywistość od porodu. Jak się zresztą przekonałam podczas oglądania jednego z filmów od Mama Lama, tak wygląda rzeczywistość większości matek. Życie jest piękne, a macierzyństwo pełne satysfakcji, dopóki tylko nie próbujesz sobie niczego zaplanować.

Nie mniej jednak nie zamierzam się poddawać. Po prostu dostosowuję się do rzeczywistości, jaką mam. Przejdźmy jednak do rzeczy.

Podsumowanie lipca

Prawo jazdy w toku

Nie udało mi się zdać egzaminu jeszcze w lipcu. Trochę to wina podejścia „mam jeszcze czas”, które okazało się oczywiście zgubne. Już na etapie planowania ustaliłam, że zrobię to w lipcu lub sierpniu. Automatycznie więc mózg zarezerwował sobie ten późniejszy termin. Poczyniłam jednak znaczące postępy, bo wreszcie testy w aplikacjach i na stronach zaczęłam zaliczać. Niektóre nawet bezbłędnie! Czyli nie jest źle, chociaż miało być lepiej.

Porządki, minimalizm i zero waste

Porządki idą powoli, ale nawet sprawnie. Wolno szły ze względu na pogodę i ciążę. Przy tych upałach nie miałam zbyt dużo motywacji do pracy. Poza tym, skoro mam córkę jednak w domu, to przy ładnej pogodzie wolę wyjść na plac zabaw. Trochę już jednak ogarnęłam – wrzuciłam sporo ogłoszeń na olx oraz spakowałam parę toreb do piwnicy.

Minimalizm ogarniam chwilowo w ten sposób, że powoli zużywam wszystkie produkty, które mam w mieszkaniu. Są to m.in. zapasy kosmetyków, jedzenie czy ubrania. Uzupełniam braki tylko tych najpotrzebniejszych produktów. Przy okazji wymieniam je od razu na takie z dobrym składem oraz bez niepotrzebnego plastiku, jeśli jest to możliwe. Ubrań chwilowo nie potrzebuję wcale. Dla siebie wszystko mam, a dla córki dostałam w tym tygodniu torbę po córce znajomej.

Zero waste czyli w moim wykonaniu less waste idzie powoli, ale bardzo dobrze. Pozbyłam się mydła do rąk w płynie oraz żelu do mycia dla córki na rzecz takich w kostce. Reszta kosmetyków potem, bo wciąż mam sporo zapasów. Poza tym mleko w plastiku zmieniliśmy na takie w szklanych butelkach. Do wody kupiłam baniak i chodzimy po oligocenkę. Próbowaliśmy filtrować, ale w wynajmowanym mieszkaniu jest tak fatalna, że nawet Dafi nie daje jej rady. Do sklepów zabieram własne siatki, a ostatnio nawet poszłam po mięso z własnym pojemnikiem! Chociaż to i tak słaby sukces był, bo Pani nałożyła mi mięso przez reklamówkę.

mleko zero waste

Zdrowe odżywianie i sport

Z ćwiczeniami niestety za bardzo nie wyszło. Kilka razy udało mi się poćwiczyć jogę, ale niestety za mało mam czasu i motywacji. Rano nie udaje mi się wstać odpowiednio wcześnie, żeby wylądować na macie, a potem w ciągu dnia jakoś o tym zapominam. Wieczorem zaś, podczas oglądania serialu z Narzeczonym zazwyczaj już nie mam siły, żeby robić coś więcej niż leżenie. Poza tym wtedy ogarniam też inne rzeczy, jak angielski, prawko czy sociale.

Trochę lepiej wyszło z odżywianiem. Zupełnie rzuciłam wreszcie pepsi i piję znacznie więcej zwykłej wody. Sprawdzam coraz częściej nowe zdrowe przepisy, z których część ląduje na blogu. Muszę jeszcze ograniczyć cukier, lepiej bilansować tygodniową dietę i będę już praktycznie w 100% zadowolona.

Blogowanie

Tu też trochę odpuściłam. Zniknęła szansa na dodatkowe 3-4 godziny pisania dziennie, więc zostałam z tym, co mam – czyli pisaniem wieczorami oraz w nocy. Udało mi się w lipcu wrzucić 11 tekstów, więc tragedii raczej nie ma. Nie jest to wymarzona przeze mnie liczba, ale w obecnej sytuacji jestem zadowolona. To zdecydowanie więcej niż wcześniej, gdy bez żadnych planów robiłam minimum czyli praktycznie nic. Muszę jednak częściej walczyć ze sobą i nie dawać się spadkom motywacji. Zdarzają się zbyt często, żeby ich słuchać.

Planowanie

Tutaj nadal mam wiele do poprawy. Plany były robione w mniejszym zakresie. Część realizowałam. Części niestety nie. Trochę znów tutaj zrzucę na ciążę i upały, bo po prostu na wiele rzeczy nie miałam siły. Liczyłam, że uda mi się zrobić więcej, ale przegrałam tę nierówną walkę. Pogoda miała na to ogromny wpływ, bo jak tylko zrobiło się chłodniej, mam w notesie więcej zamalowanych kwadratów.
Nie mniej jednak jestem zadowolona, bo zrobiłam znacznie więcej niż gdy nie robiłam planów wcale. Zarówno w kwestii samych nawyków, spraw związanych z porządkami, blogowaniem czy jedzeniem. Pewnie wielu przepisów bym nie wypróbowała, gdybym nie wpisała tego, w plan posiłków. Nie piłabym więcej wody ani nie opublikowała tylu wpisów.

Ogólnie jestem zadowolona z tego, jak poradziłam sobie w lipcu. Oczywiście, że chciałam by wyglądało to znacznie lepiej. Uważam jednak, że na początku lepsze są mniejsze zmiany niż brak jakichkolwiek zmian. Muszę teraz to tylko w sierpniu utrzymać, odrobinę poprawić i będzie naprawdę dobrze.

miesięcznik - sierpień

Sierpień w planach

Na sierpień mam sporo prostych planów takich domowo-blogowych.

Porządki przeprowadzkowe

Czyli przeglądanie i pakowanie wszystkich rzeczy, których nie używamy. Chcę przenieść do piwnicy jak najwięcej. Wiem już, że remont nie skończy się przed porodem. Będziemy więc przenosić się razem z niemowlakiem. Nie będę miała wtedy głowy ani czasu do pakowania i rozpakowywania wszystkiego, więc chcę jak najwięcej ogarnąć teraz. Potem będzie łatwiej, gdy w większości będzie trzeba pudła jedynie wnieść z piwnicy.

Przygotowanie do porodu i posiadania niemowlaka

To akurat dość prosty w wykonaniu punkt. Nie wyrzucałam ani nie oddawałam niczego po pierwszej córce, co mogłoby mi się teraz przydać. Wszystko jest ładnie spakowane i czeka na wyjęcie. Pewne rzeczy jednak będę musiała właśnie wyciągnąć, uprać i przyszykować. Spakować torbę do szpitala. Odświeżyć ubranka niemowlęce. Wyprać fotelik samochodowy oraz gondolę z wózka. To wszystko czeka mnie w sierpniu.

Zużywanie resztek

To naturalna konsekwencja obserwacji i porządków poczynionych w lipcu. Wygrzebałam sporo próbek i kosmetyków, które zebrałam chociażby na See Bloggers. Zamiast kupować nowe, będę wykorzystywać to, co mam w mieszkaniu. Tak samo z jedzeniem. Mam w planach zużyć jak najwięcej, żeby potem nie było trzeba tego wszystkiego nosić.

Prawko

W planach mam dokończenie nauki teorii, egzamin teoretyczny, jazdy i egzamin praktyczny. Mam nadzieję wyrobić się przed porodem, który mam na koniec września. Zatem maksymalnie do połowy września chcę mieć to z głowy. Najlepiej jednak, żebym ogarnęła to do końca sierpnia.

Dam sobie jeszcze z 1 tydzień regularnego przerabiania testów i wybiorę się na egzamin teoretyczny. Potem, zgodnie z planem, zapiszę się na jazdy dodatkowe i następnie na egzamin praktyczny. Muszę przyznać, że niesamowicie kręci mnie wizja jazdy samochodem. Wiem, że to się trochę kłóci z ekologią, ale od razu uprzedzam, że zamierzamy celować w auto hybrydowe, a z czasem w całkowicie elektryczne.

Zero waste i świadome kupowanie

Nadal chcę ograniczać ilość śmieci, a głównie plastiku w naszym życiu. Mam zamiar zrobić porządny przegląd tego, co generuje u nas największą ilość odpadów i podejmę próby ograniczenia tych produktów lub zmiany na bardziej eko. Bawełniane płatki kosmetyczne, mydło w kostce oraz kilka innych rozwiązań, którym będę chciała poświęcić oddzielny wpis. Chcę też jak najmniej wyrzucać popsutego jedzenia, a to oznacza lepsze ogarnięcie planu posiłków i listy zakupów.

Im więcej o zero waste czytam, tym bardziej mi się to podoba. Oczywiście nie zamierzam zostać jakimś ekoświrem i będzie to u mnie bardziej less niż zero. Nie mniej jednak wiele rozwiązań do mnie przemawia i z przyjemnością będę je wypróbowywać.

Blogowanie bez spiny

W poprzednim miesiącu chciałam zrobić jak najwięcej. Nie wyszło. Przez to wpadłam w mały dołek i przez dłuższy czas niczego nie tknęłam palcem. „Bo to wszystko nie ma sensu.” To był błąd, bo wystarczyłoby robić minimum i zawsze szłoby do przodu. Teraz właśnie zamierzam postawić bardziej na regularny, ale slow blogging. Bez spiny, bez terminów, bez obiecywania samej sobie, że będę wypuszczać 5 tekstów w tygodniu. Pewnie bym dała radę, ale mam też inne rzeczy do ogarnięcia, a po nich zaraz pojawią się nowe.

Miesiąc (prawie) bez cukru

Mam też w planach ograniczyć do minimum, a najlepiej rzucić całkiem cukier. Co oczywiście nie oznacza rezygnacji ze słodyczy. Chciałabym przerzucić się na zdrowsze i domowe wersje. Wiem jednak, że świat nie jest idealny, a ja tym bardziej. Dlatego daję sobie pewien luz w tej kwestii. Np. wyjątkiem od reguły będą lody, gdy będzie gorąco. Oczywiście z pewnymi ograniczeniami, żeby nie wyszło, że jem je codziennie. Myślę, że 1-2 razy na tydzień maksymalnie. Dodatkowo lub zamiast jeden dzień i jedna porcja słodyczy – np. garść żelek w sobotę lub niedzielę.

Jak widać po zdjęciu, pewne rzeczy chcę nadal próbować ogarniać regularnie. Jak np. jogę, obecność w social mediach, spacery czy picie wody. Zniknęło prawko, bo jak już skończę naukę do teorii, nie będę tego robić codziennie. Nie spinam się jednak i cały ten plan traktuję bardziej jako pomysł niż twarde postanowienia. W każdym z tych punktów chcę zrobić jak najwięcej, ale będę równie zadowolona, gdy wykonam minimum.

Daj znać w komentarzu, jakie Ty masz plany na najbliższy miesiąc. Chcesz coś zmienić w swoim życiu? A może dalej konsekwentnie próbujesz wykonywać noworoczne postanowienia? Jak Ci idzie? Wiesz coś na temat zero waste? Może masz jakieś swoje sprawdzone pomysły? Też możesz podzielić się nimi ze mną w komentarzu!

Przy okazji zapraszam też do polubienia moich profili na facebookutwitterze lub instagramie.

}