Nie szanujemy niczego

Patrząc na ostatnią aferę dotyczącą wycieku nagich zdjęć celebrytek, nabieram pewności, że jako ludzie nie szanujemy niczego, a już na pewno nie mamy poszanowania dla cudzej prywatności. Przecież to, że dana osoba jest, jak to się mówi, osobą publiczną, nie oznacza, że każdy fragment jej życia musi być równie publiczny i nie zasługuje na odrobinę prywatności. Zwłaszcza jeśli jest to fragment, którego ona nie upubliczniła samodzielnie.

Rozumiem, że wiele aktorek robi sobie nagie sesje i wrzuca je do sieci czy publikuje w magazynach. To jednak ich prywatna decyzja. Coś, na co wyraziły zgodę. Nie daje to nikomu prawa do ingerowania w prywatność innych kobiet. Zwłaszcza tych, które podobnej zgody nigdzie nie wyrażały. Tym bardziej nie jestem też w stanie się zgodzić z tym, że one są same sobie winne, bo mogły nie robić takich zdjęć czy nie trzymać ich tam, skąd zostały wykradzione. Skoro były trzymane na prywatnym sprzęcie czy koncie, to przepraszam, ale argumenty takie są z dupy. Należą do tej samej kategorii co „gdyby się tak nie ubrała, to by jej nie zgwałcił”. Można też zatem uznać, że wszystkie kradzieże są zawsze winą okradzionego, bo przecież mógł nie posiadać tego, co zostało mu zabrane. Co z tego, że trzymał to w kieszeni, w torbie, plecaku czy pod kluczem w domu? Miał, to znaczy, że jest winny. Tak, jak zgwałcona kobieta tego, że ma cipkę i tak samo jest w tym przypadku ze zdjęciami. Zostały zrobione, więc mogą latać publicznie po sieci. Nie wiem, co mają w głowie ludzie wygłaszający takie komentarze, ale na pewno nie można nazwać tego sprawnie działającym mózgiem.

Doszło do naruszenia prawa, do przywłaszczenia i upublicznienia cudzej własności. W dodatku winę w tej sprawie ponosi nie tylko ten, kto włamał się i pierwszy udostępnił zdjęcia, ale również wszystkie kolejne osoby, które oglądały, udostępniały oraz komentowały te zdjęcia, nakręcając i nagłaśniając tym samym temat.

Zgadzam się tutaj z tym, co napisał Zombie Samurai:

wyobraźcie sobie, że właściciel Waszego osiedlowego spożywczaka nie zamknął do niego drzwi i poszedł do domu. Czy to sprawia, że wejście do środka i wyniesienie paru produktów staje się moralnie akceptowalne? W żadnym wypadku. Kradzież to kradzież.

Tak samo działa to tutaj. Ludzie wygrzebujący te zdjęcia z Sieci doskonale wiedzą, skąd one pochodzą. To, że sami nie złamali hasła do skrzynki Mary Winstead nie zmienia faktu, że robią dokładnie to samo co człowiek, który to zrobił.”

Natchnął mnie dzisiaj do tego tekstu artykuł z gazety wyborczej o tym, że dziewczyna chodzi po uczelni z materacem w ramach protestu – chłopak oskarżony o gwałt nie został ukarany. To nie jest pierwszy i odosobniony przypadek. Nie mówię tylko o tej uczelni, ale i o świecie. Nawet afera ze zdjęciami dobrze obrazuje problem, kiedy ludzie nie widzą nic złego, krzywdząc drugiego człowieka. Kiedy akceptowane są tego typu zachowania, a nikt nie ma odwagi im się przeciwstawić i powiedzieć, że to jest złe.

Wyobraźcie sobie chociaż przez chwilę, że to wasze nagie fotki ogląda i komentuje cały świat, że śmieje się lub rzuca oskarżeniami, że sami sobie jesteście winni. Czy byłoby wam miło? Cieszylibyście się z takiej sławy? Zastanawiam się czy równie wielkim zaangażowaniem wykazaliby się wszyscy, gdyby zdjęcia pokazywały ich siostry, matki lub partnerki. Czy kobiety krytykowałyby siebie, gdyby to ich fotki ktoś wykradł i opublikował? Też napisałyby „głupia jestem, mogłam nie robić sobie zdjęcia, to moja wina”? Jakoś wątpię. Wtedy byłby zły cały świat, a nie osoba znajdująca się na fotografii. Wtedy każdy chichrający się teraz przed monitorem osobnik, walczyłby o prywatność bliskiej mu osoby, zdziwiony, że świat taki okrutny i bez szacunku. Ludzie, okażcie odrobinę empatii. Czy naprawdę już wszyscy zapomnieli, co to znaczy? Macie TU ściągę w razie potrzeby.

Dochodzę też do wniosku, że to nasz świat jest chory pod wieloma względami. Nagość i seks są tak popularne i ogólnodostępne, że powoli wszystko wydaje się być dozwolone. Nie uczy się ludzi szacunku do drugiego człowieka, do jego prywatności, uczuć czy rzeczy. Wkurza mnie niesamowicie. Wkurwia wręcz to, że społeczeństwo notorycznie osobę pokrzywdzoną stawia w roli winnego. I to my sami gotujemy sobie ten los. Faceci udostępniający zdjęcia, kobiety krytykujące inne. Najłatwiej potępiać zdarzenia, których się nie doświadczyło. Mogła nie prowokować, nie ubierać się wyzywająco, nie robić nagich fotek. Pewnie mogła jeszcze się nie uśmiechać i nie żyć. Wtedy niczemu nie byłaby winna. Facet mógłby nie być pizdą, to by go inni nie pobili.

Doskonale rozumiem, że w wielokrotnie sami jesteśmy sobie winni tego, że znaleźliśmy się w niekorzystnej sytuacji. W żadnym jednak wypadku nie daje to nikomu prawa do rozgrzeszania czy usprawiedliwiania osoby, która bezpośrednio zawiniła – gwałciciela, złodzieja, itp., itd. Zanim zaczniemy oceniać innych ludzi, spróbujmy postawić się w ich sytuacji i zastanówmy się, czy gdyby chodziło o nas, wydalibyśmy tą samą opinię.

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym!
Share on Facebook10Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone
  • Pełna zgoda! Szukanie usprawiedliwień w takich sytuacjach jest po prostu chore. Im kto bardziej popularny, tym więcej podobnych usprawiedliwień. Za wszystkim stoi zawiść, zazdrość i własne kompleksy. Wielokrotnie pisałem u siebie na blogu, że osoby powszechnie znane również mają prawo do prywatności – jak każdy z nas. Rzucanie tekstami, że można zrobić im wszystko, bo są popularne i zarabiają to zwykły populizm.

  • Jak dla mnie, to żaden argument jest. Tak jak napisałam – to że osoba jest „publiczna” nie oznacza, że jest taka w 100%. W dodatku bardzo bardzo żałuję, że ci wszyscy ludzie z takim podejściem nie mogą się zamienić z gwiazdami na życia. Wtedy zobaczyliby jak to fajnie nie mieć za grosz prywatności, bo takie hieny, jakimi sami byli, wpieprzaliby im się w prywatność… eh…

  • Abstrahując już od tego, że ci ludzie nigdy sami nie dotarliby do tego miejsca, w którym są popularne gwiazdy. To ciężka praca.

  • To nie podlega dyskusji 🙂 Jakby mogli dotrzeć, to byli by zajęci docieraniem, a nie krytykowaniem 🙂

}