Niewidzialna Wystawa

Razem z Diabłem i moją siostrą wybraliśmy się na Niewidzialną Wystawę. Prawdę powiedziawszy nie byłam przekonana, bo nie lubię wystaw. Zakładam, że zniechęcenie do tego typu rozrywki pojawiło się w okresie szkolnym. Czemu dziwić się nie należy, bo nauczyciele mieli wyjątkową zdolność do wyszukiwania nudnych tematów na wyjścia. W dodatku grupie 20-25 dzieci w wieku lat 8-15 ciężko skupić się na jakiś rzeźbach czy obrazach, kiedy cieszą się z wyjścia na miasto. Chyba nigdy nie rozumiałam tego w edukacji – nudne lektury, nudne teatry i nudne muzea. Tzn. może nie tyle nudne, ile pokazane w nieciekawy sposób. Mimo zrażenia się na szkolnym etapie do teatru, teraz odkryłam w sobie miłość do niego na nowo. Gdyby w szkole zabierali nas na komedie, dawali ciekawe książki bardziej dostosowane do wieku, byłoby łatwiej załapać nam bakcyla i pokochać teatr czy literaturę. Nauka powinna bawić, a rzadko kiedy tak jest.

W wypadku tej wystawy pomysł podrzuciła moja siostra. Przeczytałam informację o tym na stronie niewidzialna.pl i się zaciekawiłam. Przez godzinę poczuć się niewidomym? To mogło być ciekawe doświadczenie.

W domu, nawet kiedy gaśnie światło, gdy przyzwyczaimy się do ciemności, jednak coś widać, jakieś kształty. Tu było tak czarno, że nie widziałam absolutnie nic, nawet własnej ręki. Nie wiem czy to była siła sugestii. Fakt, że znajdowałam się w zupełnie obcym miejscu i nawet nie wiedziałam, czego się spodziewać, mógł potęgować wrażenie wszechogarniającej ciemności. Dopiero odgłosy, opis słyszany od przewodniczki i dotyk kolejnych przedmiotów pomagał mi w wyobrażeniu sobie tego, co znajdowało się przede mną. Nie mniej jednak jestem zdania, że godzina na taką wystawę, to zdecydowanie zbyt mało. Pobieżne przesunięcie dłonią po każdym elemencie, przelotne poczucie zapachu. To wszystko daje jedynie zarys tego, z czym mamy kontakt. Dla osoby, która w życiu kieruje się przede wszystkim wzrokiem, taka wystawa, to tylko maleńki skrawek nieznanego świata. Jej twórcy na pewno rozbudzają ciekawość, ale myślę, że jest ona krótkotrwała. Opowiesz o swoich wrażeniach, a potem umyka to z Twojej pamięci. Zbyt mało czasu było, by poczuć rzeczywiście, z czym zmagają się ludzie niewidomi na co dzień.

Nie uważam, żeby mieli gorsze życie od innych. Jest ono po prostu inne. I jakby człowiek chciał się zastanowić, to może nawet pod pewnymi względami lepsze. Przeciętny człowiek wielu rzeczy nie zauważa. Pędzi każdego dnia skupiony na własnych sprawach, nie przygląda się temu, co go otacza. Nie zwraca uwagi na wiele zapachów, na kształty i faktury różnych rzeczy. Nie przywiązuje uwagi do szczegółów. Owszem, możemy sobie popatrzeć na zachodzące słońce, ale jak wielu z nas ma na to czas?

W moim odczuciu niewidomi mają bardziej świadome i przepełnione niedostrzegalnymi dla nas bodźcami życie. My mamy łatwiej, ale nie uważam, żebyśmy przez to mieli lepiej. Chociaż może to wciąż bardziej zależy od człowieka niż od jego sytuacji.

Nie mniej, zastanówcie się nad kilkoma sprawami:
Kiedy wsłuchiwaliście się w czyjś głos, żeby poznać jego emocje?
Kiedy robiąc zakupy sprawdzaliście świeżość owoców i warzyw kierując się dotykiem i zapachem?
Kiedy zatrzymaliście się, by usłyszeć śpiew ptaków i po tym rozpoznać ich gatunki?
Kiedy ostatnio próbowaliście żyć świadomie, zamiast nieustannie i bezmyślnie pędzić przed siebie?

Jeśli tego nie robiliście, wybierzcie się na Niewidzialną Wystawę i przeżyjcie uważnie choć jedną godzinę.

}