Non-stop – recenzja filmu

Kiedy Diabeł zaproponował mi wyjście do kina, nie byłam przekonana. Owszem lubię Liama Neesona za role w obu częściach Uprowadzonej, ale pomysł z akcją filmu w samolocie nie wydawał mi się ciekawy. Co oni tam niby mogą pokazać?!? Potem jednak Diabeł miał urodziny, więc już nie było jak się wymigać przed seansem. Nic lepszego w kinach nie grali. Na szczęście.

Spokojnie, nie powiem Wam dużo więcej niż zwiastuny, możecie więc czytać bez obaw.

W Non-Stop Liam wcielił się w rolę Billa – Agenta Federalnego, którego zadaniem jest ochrona lotów. Spokojny lot tym razem postanowił zakłócić terrorysta. Włamał się do prywatnego komunikatora i zażądał okupu, bo inaczej zaczną ginąć pasażerowie…

liam neeson

Nie byłoby nic ciekawego w tym scenariuszu, gdyby w tracie nie pojawiły się zagadki. Nasz główny bohater okazuje się gościem z problemami osobistymi. Dodatkowo konto, na które terrorystom trzeba przelać kasę, jest otworzone na jego nazwisko. Wszystko wskazuje więc na to, że to nasz agent porwał samolot. No może poza tym, że on temu zaprzecza. Nie ułatwia mu też zadania telewizja, która informuje świat i pasażerów przy okazji, że to on jest terrorystą, wywlekając przy okazji te jego problemy.

Film całkiem przyjemnie trzyma w napięciu. Mamy popularny terroryzm, bijatyki, morderstwa strzelaninę, trochę zagmatwane motywy, parę bzykającą się na siedzeniu za głównym bohaterem i rudą, która wbrew wszystkim okolicznościom w niego nie zwątpi. Nawet początek filmu był niezły, bo zanim dowiedzieliśmy się, że Liam jest agentem, wyglądało jakby był jakimś psycholem na haju.

Oczywiście poza dobrą akcją, znalazło się też trochę absurdów. Przyznam, że chociaż leciałam samolotem, to nie korzystałam z łazienki. Teoretycznie ciężko mi się więc odnieść do sceny, w której Bill bije się w środku. Jednak, gdy najpierw wchodził tam sam, wyglądała na małych rozmiarów pomieszczenie. Potem zmieściło się dwóch całkiem sporych lejących się zawzięcie facetów. Oczywiście nikt nic nie słyszał – ani pasażerowie, ani załoga. Przydatna informacja dla osób mających wątpliwości czy seks w samolotowej toalecie może przejść niezauważony.

Powyższego typu niedociągnięcia nie psują jednak przyjemności związanej z oglądania filmu. Jeśli nie macie nic lepszego do roboty wieczorem, oderwijcie się wreszcie od internetu i pójdźcie do kina. Tylko wcześniej mi polećcie jeszcze jakieś fajne filmy.

Foto: filmweb

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym!
Share on Facebook5Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone
  • Liam Neeson jak zwykle w formie. Bardzo dobry film z fatalną końcówką. A nawet gorzej niż fatalną.

  • Aż korci zapytać czemu niby fatalna? 😉
    I powiem Ci, że ja się boję co zrobią z Uprowadzoną 3 😀

  • Bo raz, że naiwna. Dwa, aczkolwiek piszę to z 99% pewnością, przynajmniej dwa „zonki”:
    – dziura przy lewym tylnym wyjściu kiedy bombę „bunkrują” przy prawych drzwiach
    – w pewnym momencie, przed przyziemieniem (jak to brzmi w tej sytuacji) jest eksplozja silnika. A potem w sielskiej, anielskiej scenerii silnik jest cały. Ja wiem, że samolot musiał trzymać poziom, ale nie takim kosztem 🙂

  • O popatrz… nie zauważyłam… hmmmm… co też ja takiego robiłam pod koniec filmu… hmmm… 😉
    Natomiast co do wyjścia, to ja bym sobie dała rękę uciąć, że to było lewe tylne 🙂

  • Ja wczoraj oglądałam drugą część Naznaczonego. Lepsza niż pierwsza.

  • Muszę sprawdzić, bo nie pamiętam nawet czy oglądałam pierwszą 😀

  • Toaleta w pierwszej klasie jest nieco większa. Poza tym na potrzeby filmów kabiny siłą rzeczy są większe (Liam ma jakieś 190 cm wzrostu). Mnie znudził. Taka szklana pułapka wewnątrz samolotu.

  • Muszę przelecieć się pierwszą klasą zatem 😉

  • Ciekawe czy polecisz ;] kiedy zobaczysz różnicę w cenie biletu ;]

  • Nie. Zdecydowanie zbyt skąpa jestem na to 😀

}