Przed nami majówka…

Niecierpliwie odliczam czas do wyjazdu. Po raz nie wiem który sprawdzam pogodę na najbliższy tydzień, bowiem z dnia na dzień ulega ona zmianie. Udało mi się odchudzić torbę (tak, jedną… jestem kobietą, która na tygodniowy wyjazd zabiera zaledwie jedną torbę, którą w dodatku jest w stanie unieść ;-)), ale wciąż mam wrażenie, że spakowałam zbyt dużo. Odczuwam już lekki przedwyjazdowy stresik, bo chciałabym, żeby wszystko było przynajmniej idealnie.

Tegorocznej majówce postawiłam wysoko poprzeczkę i nie jestem pewna czy da radę sprostać wyzwaniu. W zasadzie to „wina” Diabła (na kogoś ją zrzucić trzeba ;-)), który na naszą pierwszą zabrał mnie do Wrocławia i sprawił, że magia „pierwszego razu” jest nie do przebicia. Do dziś, jak sobie przypomnę tamten wyjazd, szybciej bije mi serce. Wszystko było tak niesamowicie bajeczne, że gdyby mnie tam nie było – to bym nie uwierzyła. Na szczęście zbierałam dowody, żeby mi potem nikt nie wmówił, że mi się to przyśniło 😉 (To mały muzyczny klucz do moich wspomnień). Dzięki Diabłowi Wrocław został moją wielką miłością, a kolejne tam wizyty tylko wzmacniały moje uczucie.

Kraków nie ma szans pobić tamtego wyjazdu, ale sądząc po naszych planach, również czekają nas niezapomniane przeżycia…

Was natomiast zapraszam na facebookatwittera lub instagram.

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym!
Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone
}