Recepta na szczęście w związku

Długo miałam wątpliwości czy istnieje jakiś uniwersalny przepis na szczęście w związku. Przyglądałam się wielu parom i doszłam do wniosku, że choć każda była zupełnie inna, to jednak za każdym razem sprawdzały się i nie działały dokładnie te same rzeczy. Czyli jakiś przepis ewidentnie istnieje.

Dobrym przykładem są moi rodzice – już niedługo 40 lat po ślubie. Całkiem niezłym przykładem jest Kamila ze stażem dziesięcioletnim. Nie odmówię też pochwał swojemu związkowi z Diabłem. W tym roku będziemy jechać już na naszą 4 wspólną majówkę. Patrząc na związki, które z trudem wytrzymują rok, uważam to za całkiem niezłe osiągnięcie. Tym bardziej, że my z Diabłem wciąż czujemy się w sobie zakochani prawie tak samo jak na początku (prawie, bo teraz prócz samego zakochania towarzyszy nam miłość).

Z radami, jakie napisała u siebie Kamila w podlinkowanym wyżej tekście, zgadzam się w 100%. Bezwiednie kiwałam głową, czytając jej tekst, bo ma rację. Te same poglądy czy zachowania obserwowałam u par, które przetrwały ze sobą szczęśliwe więcej niż rok, po których widać było, że to dopiero początek. Takie samo podejście mamy razem z Diabłem. To samo staram się wam opisywać od początku powstania tego bloga.

Rozmawiajcie…

W większości swoich tekstów staram się radzić, żeby w każdej możliwej sytuacji rozmawiać z partnerem. Przydaje się to już od samego początku znajomości. Poruszając na przykład temat eks czy podejścia do życia, można sobie oszczędzić późniejszych rozczarowań. Poza tym rozmowy pomagają budować przyjaźń, która w związku jest elementem niezbędnym i pomaga utrzymywać bliskość. Częste i przede wszystkim szczere rozmowy sprawiają, że para cały czas żyje ze sobą, a nie obok siebie. W dodatku prawidłowa komunikacja niezbędna jest, gdy chcemy, aby nasze potrzeby i fantazje były realizowane. Facet nie jest jasnowidzem i dobrze, gdy o pewnych sprawach po prostu mu powiemy. Pisałam o tym TU. Sposób prowadzenia rozmowy też jest ważny. Dlatego mówcie…

…ale nie gderajcie

O tym, że czasem lepiej zamknąć się, zamiast marudzić pisałam w tekście Gdy facet nie chce rozmawiać o trudnych sprawach. Niezmiennie podtrzymuję wszystko, co tam napisałam. Mężczyźni nie lubią, jak im się zrzędzi i powtarza coś po kilkanaście razy. Nie tylko mężczyźni zresztą. Każdy tak ma, że słysząc prośbę, zapisuje sobie kolejny punkt na liście spraw do zrobienia i realizuje go w dogodnym dla siebie terminie. To nic nadzwyczajnego. Wyniesienie śmieci nie dostanie priorytetu wyższego niż na to zasługuje, bo powiedziała o tym ukochana. Trzeba się z tym pogodzić, a nie urządzać sceny, jakby chodziło o sprawy życia i śmierci. Poza tym polecenie z tym worem do kosza zmarnuje mniej czasu i energii niż gderanie nad głową faceta. Te zaoszczędzone moce i czas można z powodzeniem wykorzystać na…

…seks

Oczywiście przede wszystkim zróbcie sobie z tego prezent dla siebie. Związek na tym zyska, facet się z tego ucieszy, ale przede wszystkim uprawiajcie seks dla własnej przyjemności. Robienie tego dla kogoś, to żadne wyjście i prędzej będzie prowadzić do frustracji niż do satysfakcji. Zadowolenie z seksu będzie owocować zadowoleniem ze związku, które przełoży się na ogólne poczucie szczęścia. Tylko pamiętajcie, że przyjemność ma być obustronna. Masturbacja partnerem może być fajna tylko na krótką metę. No i łóżko nie może być waszą jedyną wspólną płaszczyzną.

Wspólne hobby

Róbcie coś razem. Wszystko jedno czy jest to taniec, bieganie, oglądanie seriali czy granie po nocach w Diablo. Spędzajcie czas wspólnie oddając się przyjemności. Poza rozmową i seksem to również doskonały sposób na to, żeby stworzyć więź, która będzie trzymać was razem, gdy inne elementy będą się sypać. Poza tym, gdy żyjesz razem z kimś, a nie obok niego, łatwiej zorientować się, gdy pojawiają się problemy. Natomiast im więcej takich łączących was spraw, tym więcej powodów, żeby dbać o związek.

Chwila dla siebie

Oczywiście przesadzić z tą wspólnotą też nie można. Oplatanie drugiej osoby jak bluszcz, nie jest zdrowe. Zresztą i nam dobrze zrobi odrobina odpoczynku od partnera. Co prawda wszystko w tej kwestii jest indywidualną sprawą. Jednej parze wystarczy kilka godzin odpoczynku dziennie (nam z Diabłem nadmiarem wydaje się jego chodzenie do pracy), inna będzie potrzebowała dodatkowo jeszcze całego weekendu, a jeszcze inna będzie oddzielnie spędzać całe urlopy. Wypracujcie swój własny schemat i dajcie sobie czas by zatęsknić, odpocząć, nabrać siły. Gdy jednak więcej czasu będziecie chcieli spędzać oddzielnie niż razem, przyjrzyjcie się związkowi. Uciekanie od partnera nie wróży niczego dobrego.

1+1 przy 2+1

Doświadczenia w tej kwestii własnego nie mam, ale zgadzam się w 100% z Kamilą. Wielokrotnie słyszałam od mężczyzn, jak użalali się, że partnerki olewają ich od narodzin dziecka. Widziałam też pary tryskające szczęściem, mimo posiadania więcej niż jednej pociechy, bo potrafiły znaleźć też czas tylko dla dwojga. Jedna znajoma sama przyznała, że z każdym następnym dzieckiem jest łatwiej, bo dopiero z czasem nauczyła się, że malec nie musi (a wręcz nie powinien) być pępkiem jej świata. Trzeba po prostu pamiętać (i mam nadzieję, że mi też się to uda), że związek zawsze jest między dwojgiem ludzi i nawet przychodzące na świat dzieci nie mogą tego zmienić.

Oczywiście rady radami, ale poza naszym własnym podejściem, ważna jest też postawa drugiej strony. Jeśli trafimy na osobę zupełnie do nas niepasującą, to choćbyśmy mieli anielski charakter i ze spisem w ręku stosowali wszystkie niezawodne sztuczki, szczęścia nie wróżę. Przykro mi, ale każdy anioł ma granice swojej cierpliwości. Może zagryzie zęby na rok czy dwa, ale po latach dwudziestu już go może trafić szlag i całe to poświęcenie dla dobra związku bokiem mu wyjdzie. Warto pamiętać o tym, że w związku trzeba zarówno być odpowiednią osobą i być z odpowiednią osobą. Całej reszty da się nauczyć.

W razie problemów z nauką szukać mnie można na facebookutwitterze i nawet na instagramie.

Foto: flickr.com

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym!
Share on Facebook41Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone
  • Też już dobijamy 10tki powoli i jest naprawdę fajnie 🙂 wspolne wartosci, przyjemnosci i rozmowy -wiadomo to podstawa, a poza tym niezle sie uzupelniamy- jak jedno w dołku to drugie ciagnie do góry, to samo z porządkami i ‚napinaniem sie’- czesto spotykamy sie posrodku i mozemy na siebie liczyc.

  • No to gratuluję i tylko pozazdrościć. Mało par chyba teraz ma takie szczęście 🙂 Super, że się uzupełniacie i potraficie spotkać w połowie 🙂

  • Dziękujemy 😉 bywają też trudniejsze momenty oczywiście 😉 i taka moja własna obserwacja- wśrod moich najblizszych znajomych większosc jest w wieloletnich związkach (wiek do 30stki)- moze wcale nie jest tak zle w tych relacjach 🙂

  • Ja bym dodała, że warto jednak czasem rzucić talerzem. 😉

  • Rzecz gustu. Ja sobie rzucania nie wyobrażam 🙂

  • No to może masz szczęście. Ja mam znajomych 30+ i niestety trwałości związków nie zauważam 🙁

  • Mam za sobą 35 lat takiego związku. Wszystkie rady, które napisałaś są bardzo dobre, pod warunkiem, że miłość w miarę lat zmieni się w przyjaźń i wzajemne zrozumienie. Serdecznie pozdrawiam.

  • Miłość czy zauroczenie? Zamieni czy będzie istniała obok przyjaźni i zrozumienia? Bo np. mój związek zaczął się od przyjaźni, która sobie teraz razem z miłością współgra z powodzeniem 🙂

  • Masz rację, wyraziłam się zbyt ogólnikowo. Chodziło mi o zauroczenie. A miłość powinna istnieć obok przyjaźni i zrozumienia. Miłego wieczoru.

  • Dobrze prawisz 🙂

    Tylko co w przypadku kiedy chęć wygospodarowania „chwili dla siebie” jest przez faceta/kobietę odbierana jako początek końca związku i na nic się zdają tłumaczenia, że chodzi o możliwość zatęsknienia.

    Albo zwykłego wyskoczenia ze znajomymi solo, bez żadnego drugiego dna.

  • to było takie metaforyczne bardzo. kurwą czasem sobie trzeba rzucić. nie wyobrażam sobie dobrego związku bez kłótni.

  • Wiem, wiem. Chociaż ja nie przepadam za kłótniami w ogóle 😉

  • Hmmm… w przypadku kobiety – zawsze można jej podsunąć wszystkie możliwe poradniki, może w końcu zrozumie. W przypadku faceta – nie mam zielonego pojęcia.

    Nie mniej w obu przypadkach… to jednak zakrawa na odrobinę chory związek…

  • Nikt nie przepada, ale ja wolę krwawą jatkę niż wojnę podjazdową 😉

  • Chyba powinnam zostać poetką czy innym Pałlem Koelo 😀

}