Restauracja Sanatorium

Kiedy o dość nieludzkiej, jak na urlop, porze wychodziłam dziś z domu i w strugach deszczu szłam na przystanek autobusowy, moje myśli wróciły do nadmorskiego wyjazdu. Ponieważ wybierałam się na rutynowe badanie krwi, które robi się na czczo, moje myśli kierowane żołądkiem uleciały w kierunku jedzenia. Chociaż gdyby nie to wszystko, to i tak dziś przeczytalibyście o Sopockim Sanatorium.

Tekst nie jest sponsorowany i nie wiąże się z żadną współpracą, więc nie dostanę żadnego wynagrodzenia. Po prostu uwielbiam tą restaurację i zamierzam ją polecać, żeby mi ktoś jej przypadkiem nie pomyślał zamknąć. Dlatego, jeśli uwielbiacie makarony, musicie ją odwiedzić.

W ubiegłym roku, opisując IX Mega Bibę, poświęciłam uwagę tylko przepysznym śniadaniom serwowanym w Sanatorium. Tym razem zakwaterowani byliśmy w Gdańsku, więc kulinarne wycieczki do Sopotu odbywały jedynie w porze obiadowej.

Na pierwszy ogień pójdzie serwowany przez nich grillowany kurczak faszerowany szpinakiem i suszonymi pomidorami w sosie śmietanowo-parmezanowym z surówką i pieczonymi ziemniaczkami.

Pierwsze co mnie zaskoczyło, to wielkość porcji. Zwłaszcza jak zobaczyłam ilość makaronu, jaką dostał Diabeł. Stwierdziłam jednak, że mięso jest bardziej sycące, więc powinnam się najeść. Jakość samej potrawy mnie nie powaliła. Kurczak był zbyt wyschnięty. Szpinak w środku też. Ratowały go jedynie suszone pomidory. Surówki było jak dla mnie zdecydowanie zbyt mało, ale była za to bardzo dobra. Ziemniaczki mocno średnie.

Za to zdecydowanie ich mocną stroną są makarony, które bez zastrzeżeń polecać będę każdemu. My z Diabłem zamówiliśmy sobie Gorgonzolę i Rukolę. W smaku wyśmienite, chociaż oczywiście każde z nas po zamianie talerzy, ostatecznie zostało przy swoim wyborze.

W Gorgonzoli pyszne było wszystko. Grillowany kurczak rozpływał się w ustach, a przez ser gorgonzola i sos śmietanowy chcieliśmy wylizywać talerz. Poezja smaku.

Moja Rukola też była pyszna. Uwielbiam suszone pomidory i najchętniej dodawałabym je do wszystkiego. Tu było ich pod dostatkiem. Tworzyły dobrą kompozycję z grillowanym kurczakiem i rukolą. Tym razem odpuściłam czosnek z uwagi na późniejszą higienę tańca.

Znajomi, z którymi byliśmy zapewniają, że Trufle i Pesto też są wyśmienite. Wierzymy im na słowo, bo wyglądało bardzo apetycznie. Fotek niestety dla Was nie mam, bo wystarczająco dziwnie patrzyli jak sobie robiliśmy foodporno. Gdybyśmy bywali w Sopocie częściej lub na dłużej, na pewno skosztowalibyśmy wszystkich makaronowych propozycji z Sanatorium. Zresztą pewnie będziemy ich jeszcze odwiedzać. Chyba, że uda nam się znaleźć restaurację z równie pysznymi makaronami w Warszawie.

A w międzyczasie zapraszam TU. Lajkujcie, nie krępujcie się 🙂

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym!
Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone
}