Spędziłam weekend z innym mężczyzną…

Chyba powinnam się przyznać, że jednak jestem hipokrytką. Pisałam ostatnio krytyczne teksty o zdradzie, a jednak sama z premedytacją dopuściłam się zbrodni, ale nie mogło stać się inaczej. Czekałam na niego już do kilku miesięcy. Niecierpliwie wypatrywałam, kiedy się wreszcie pojawi i po prostu musiałam go mieć.

Na początku widywaliśmy się każdego ranka. Krótkie intensywne spotkania w drodze do pracy. Emocje i wyczekiwanie aż 8 piekielnych godzin minie, by znów spotkać się w drodze powrotnej. Potem stres, że będę musiała czekać do następnego ranka, bo wieczór spędzałam z Diabłem. Ciągle byłam rozkojarzona, bo myślałam o tym, co będzie na kolejnym spotkaniu. W piątek wieczorem, po zaledwie trzech dniach, wiedziałam, że muszę wybierać z kim spędzę weekend. To nie była prosta decyzja. W końcu postanowiłam opowiedzieć wszystko Diabłowi, niech on zdecyduje. Słuchał moich wyjaśnień z kamienną twarzą, aż zaczęłam się bać jego odpowiedzi. W końcu rozpromienił się i rzekł:
– Nie ma sprawy, ja sobie znajdę jakieś zajęcie.
– Mam najwspanialszego faceta na świecie – pomyślałam i czym prędzej rzuciłam się na łóżko.

To był bardzo emocjonujący weekend, z którego wyniosłam ogromną wiedzę. Wszystko dzięki Tomkowi Tomczykowi i jego najnowszej książce Blog. Pisz, kreuj, zarabiaj, która bardzo mi się spodobała. Czytało mi się ją zacznie lepiej niż rok temu Blogera. Choć obie książki są świetne, to druga część bardziej chwyciła mnie za serce. Poczucie humoru jest dla mnie bardzo ważne, a Blog kilka razy rozbawił mnie nawet do łez. Książkę świetnie się czyta. Jest bardzo spójnie napisana i płynnie przechodzi się z jednego rozdziału do drugiego, przez krótkie zapowiedzi robione przez autora na końcu każdego z nich. Ciężko się od nich oderwać i kiedy Diabeł dawno już spał, ja jeszcze czytałam.

Książka napisana jest w genialny sposób i krok po kroku prowadzi czytelnika drogą do sukcesu i kasy. Jednak pokazuje wyraźnie, że kasa nie jest w tym wszystkim najważniejsza, o czym wielu blogerów zapomina, naiwnie uważając bloga za łatwy sposób zarabiania. Znów płynie z niej duża dawka motywacji, ale dla mnie bardziej przebija się z niej poradnikowy charakter z ogromną ilością porad, które każdy szanujący się bloger, myślący o zarabianiu, powinien znać.

W pierwszym rozdziale Tomek pisze o mentalności blogera, motywując czytelnika do wzięcia się za siebie. Jego rady by być opiniotwórczym, nieprzewidywalnym, mieć własne zdanie i inne od reszty spojrzenie na świat, przydadzą się nie tylko do blogowania. W trakcie czytania czułam, jak rozpiera  mnie energia i chęć natychmiastowego wprowadzania jakichś zmian, choć pewnie byłoby ich niewiele. Ja już zdaje sobie sprawę z tego, że jestem ósmym cudem świata, ale miło było usłyszeć to również od Tomka 😉

Po lekturze tej części utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że dobrze mówię powtarzając krytykom Kominka, że on zna się na tym, o czym mówi. Pewnie można byłoby mu wiele zarzucić (choć nie wiem jeszcze co), ale trzeba przyznać, że mistrzostwo w graniu na emocjach osiągnął i ten pierwszy rozdział jest tego doskonałym przykładem.

Druga część książki o budowaniu wizerunku w social media była dla mnie o wiele bardziej użyteczna, bo wciąż zastanawiam się jak szybko i skutecznie wypromować swojego bloga. Dobrze jest, kiedy blog potrafi reklamować się sam, ale lepiej trzymać rękę na pulsie, żeby zrobił to dobrze. Nawet jeśli treść potrafi się sama obronić, to lepiej posłuchać rad Tomka i dzięki temu uniknąć błędów. Etykietka idioty i amatora autorowi nigdy nie jest potrzebna. W dodatku porady zawarte w tej części przydadzą się na każdym etapie rozwoju bloga.

Trzeci i czwarty rozdział mówi o współpracy z firmami i tu również otrzymałam garść bezcennych porad. Znów polecę te części każdemu, bo nawet początkujący bloger powinien mieć świadomość tego, co może go spotkać. Firmy chcące zrobić z blogera darmową siłę roboczą mogą odezwać się w każdej chwili, dlatego warto wiedzieć, jak w takich sytuacjach reagować. Lekcje z zarabiania zawsze warto zacząć wcześnie. Czas zainwestowany w czytanie tych rozdziałów zaprocentuje później dobrymi, dobrze przeprowadzonymi i przede wszystkim dobrze opłaconymi współpracami. Nie tylko dlatego, że Tomek radzi, jak współpracować z firmami, ale również dlatego, że w czwartej części zwraca się do firm ucząc ich, jak powinni traktować blogerów. Bezcenne.

Piąta część czyli Flybook to zestaw pytań, które zalewały Tomka od czasu publikacji Blogera. W tym rozdziale dostaniemy też oczywiście na nie odpowiedzi. Przydatne, kiedy masz konkretne pytania oraz wrażenie, że nie uzyskałeś na nie odpowiedzi w poprzednich rozdziałach. Jeszcze bardziej przydatne, bo daje poczucie, że możesz samemu zadać Tomkowi pytanie, kiedy nawet ten rozdział nie rozwieje Twoich wątpliwości. W dodatku masz niezły ubaw, bo tak jak cała książka, tak i ten rozdział to spora dawka dobrego humoru.

W słowie końcowym Bloga autor zachęca do uczciwości i pytania o radę znajomych. To dobre zakończenie dla tej książki i krótkie przyjemne podsumowanie. Potem mamy Epilog, a w nim kolejną porcję motywacji, która sprawia, że mam ochotę nie odrywać się od klawiatury, niezwłocznie rzucić pracę i tylko pisać, pisać i pisać. Tomek pisze „Nie pozwól sobie na zmarnowanie talentu. Kreuj, bo świat potrzebuje twórców zmieniających rzeczywistość. Bądź cierpliwy i poszukaj szczęścia w dążeniu do celu. Osiągniesz go lub nie – żyj tak, by nie miało to dla ciebie większego znaczenia, bylebyś tylko nigdy nie przestał realizować marzeń.” To chyba najlepsza rada, jakiej mógł udzielić każdemu człowiekowi, a nie tylko blogerom i najlepszy cytat na zakończenie tego tekstu.

A mnie, jak zawsze, znajdziesz TU.

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym!
Share on Facebook1Share on Google+2Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone
}