Szybcy i Wściekli 6 w 4DX

Tekst czytasz na własną odpowiedzialność, bo zawiera spoilery.

Od znajomego dowiedziałam się, że w Cinema City Arkadia można oglądać filmy w wersji 4DX. Nie jest to tania impreza, ale z ciekawości raz można się przejść i wydać te 41 zł. 3D przestało już dawno robić na mnie wrażenie i nawet drażni mnie, że czasem nie zostawiają wyboru. 4DX jednak mogło okazać się ciekawą alternatywą. Serię filmów Szybcy i Wściekli uwielbiam, więc dorzucenie do tego dodatkowych efektów wydawało się doskonałym pomysłem. (Reklamę Cinema City 4DX macie tu)

Po seansie stwierdziłam, że oglądanie filmów w 4DX to rewelacyjna sprawa. Zostało to bardzo fajnie zrobione, a do wyścigów pasowało idealnie. Wrażenie, że jedzie się razem z bohaterami to świetna sprawa. Potęguje tylko ekscytację z oglądanych scen. Mniej ciekawie, kiedy biją się na ekranie. Pociesza jednynie fakt, że efekty nie są mocne, bo siniaki trudno byłoby wytłumaczyć. „W kinie byłam” nie brzmi zbyt wiarygodnie. Podmuchy wiatru rewelacja. Przy pierwszym strzale, aż podskoczyłam na fotelu. Światła było trochę mało i nie zwracałam zbytnio na to uwagi. Pewnie jakby nie było, to bym nawet nie zauważyła. Tak samo zapach był praktycznie niezauważalny i głównie dał się słyszeć szum wypuszczanego powietrza. Chociaż może to dobrze, bo jakby mi zafundowali zapach spalin przez cały seans, to bym zwróciła zjedzony wcześniej obiad. „Morskiej bryzy” natomiast nie dało się nie zauważyć i to było ciekawe wrażenie. Nawet żałowałam, że ten efekt pojawił się tylko raz.

Przejdźmy jednak do samego filmu. Szybcy i Wściekli 6 tak samo jak poprzednie części mnie nie zawiedli. Co prawda było kilka bezsensownych motywów i ckliwych rozmówek między bohaterami, ale nie popsuło mi to przyjemności oglądania filmu. Uwielbiam wyścigi, uwielbiam przystojnych facetów, szybką akcję i specyficzny humor. To wszystko w dobrej jakości zapewniają mi Szybcy i Wściekli po raz kolejny. Chociaż mogło być więcej wyścigów. Nie mniej efekty były zrobione dobrze, akcja świetna i film bez problemów znalazł się w mojej sekcji „ulubione”.

Głupot w filmie było kilka. Pierwszą było wywożenie ważnego komponentu z pilnie strzeżonej bazy. Wiadomo przecież, że łatwiej jest napaść na konwój niż ukraść coś pod nosem małej armii. No, ale nie, oni musieli dać się podpuścić i zamiast tylko upozorować akcję, wywieźli walizeczkę z bazy. I niech mi ktoś do cholery wytłumaczy, po co oni dodatkowo do tego zapakowali czołg?!?!? Chyba tylko po to, żeby przeciwnik miał potem lepszy sprzęt, bo innego wytłumaczenia nie widzę.

Drugą głupotą było niezauważenie dwóch znikających nagle bandytów. Mieli listę podejrzanych, widzieli wszystkich, a potem przeoczyli fakt, że największy kark wraz z blondyną rozpłynęli się w powietrzu. Mieli zgarnąć wszystkich, w dodatku tamci grozili rodzinie Dominica, a oni mimo tego nie zainteresowali się, że czegoś brakuje. Fakt, że nie pomyśleli, by zapewnić bezpieczeństwo bliskim, też jest głupotą. No, ale potem bezsensownych momentów było coraz więcej. Na szczęście to nie popsuło przyjemności oglądania, bo efekty rekompensowały braki scenariusza.

Szybcy i Wściekli zawsze nastrajają mnie pozytywnie. Po każdej części mam ochotę obejrzeć całą serię jeszcze raz. Za każdym razem ekscytuję się, mimo że znam zakończenie. No i zawsze potem mam ochotę zrobić wreszcie prawko i kupić sobie jakąś furę, żeby śmigać jak bohaterzy filmu. Jest w tym coś, co sprawia, że ja też tak chcę.

Ta część pozytywnie zaskoczyła mnie na sam koniec. Dostałam zapowiedź kolejnej oraz wreszcie powiązanie z Tokio Drift. Okazało się, że niepasująca do niczego część serii powinna być po 6 części. Gość, którego w Tokio Drift uśmiercili nie ożył magicznie, żeby wrócić w Szybcy i Wściekli 3, bo on faktycznie zginął dopiero po 6 części. To był brakujący element układanki i cieszę się, że wreszcie znalazł się na odpowiednim miejscu.

No i następną część zasili kolejny przystojniak. Mam nadzieję, że nie będę mieć problemu z podzielnością uwagi między Vin Diesela i Jasona Stathama. Wyjątkowo mam też nadzieję, że będą dużo mówić, bo głosu obu mogłabym słuchać przed snem. A teraz coś dla oka:

}