Warsztaty dla Blogerów, Blog Roku 2012

Miałam szczęście, bo znajoma blogerka zapytała mnie czy wybieram się na warsztaty dla blogerów. O niczym nie wiedziałam, więc jej wiadomość tym bardziej mnie ucieszyła. Czym prędzej zapisałam się na listę obecności. Potem zorientowałam się czy nie koliduje to z obowiązkami służbowymi, wypisałam podanie o urlop i 28 lutego zamiast do Sądu udałam się do Multikina na Ursynowie zdobyć troszkę wiedzy.

Razem z całkiem sporą grupą wypełniliśmy jedną z sal kinowych zarezerwowanych przez Onet. Ludzi było mniej niż się spodziewałam. Może jednak nie sprzyjały poranne godziny i nie każdy dostał wolne. W końcu nie wszyscy mają luksus bycia tylko blogerem i muszą dzielić czas na pasję i pracę. Ja jednak postanowiłam odłożyć swoją na bok i zająć się tym, co sprawia mi większą przyjemność.

Pierwszy wykład dotyczył współpracy blogerów z agencją PR i uważam, że Barbara Sołtysińska dobrze go poprowadziła. Mówiła interesujące rzeczy. Wprowadziła jednak małe zamieszanie do mojej głowy. Wszędzie bowiem mówione jest, aby blogerzy sami nie żebrali o możliwość reklamowania czegoś na blogu, a tu p. Basia powiedziała nam, żeby dać się poznać i napisać do jakiegoś PR-owca. No więc pisać czy nie pisać? Jak później sprawdziłam w necie – zdania na ten temat są podzielone. Więksi blogerzy radzą, żeby nie, ale może robią to, by nie odbierać im zarobków? Na szczęście, p. Basia podała kilka innych sposobów, jak być widocznym w sieci.

Następny był Łukasz Jakóbiak. Jego wypowiedzi, sposób bycia, osobowość – wszystko zapadało w pamięć. Było bardzo dużo śmiechu podczas jego występu i nawet problemy techniczne nie zdołały go popsuć. Łukasz nie podał nam przepisu na sukces, ale zdecydowanie swoją przygodą dał ogromną motywację, by wziąć się za siebie i swojego blogaska. Jego historia to przykład, jak w bardzo krótkim czasie od zera dojść do milionera. No może przesadziłam, bo u nas jeszcze w blogosferze takimi kwotami nikt nie operuje. Doszedł jednak do takiego stopnia popularności, na jaki wielu blogerów pracuje latami. Obejrzałam potem kilka odcinków 20m2 Łukasza i choć nie zostanę fanką jego programu, bo po prostu nie interesuje mnie tematyka, to jednak rozumiem czemu stał się popularny. Ten facet umie się sprzedać! W dodatku większość ludzi interesuje się ploteczkami, a u niego są wyjątkowo ciekawie podane.

warsztaty blogerów

Gdybym miała świadomość, jak będzie wyglądał kolejny wykład, poszłabym znów napić się kawy i coś zjeść. Pani Joanna Meks z działu prawnego Grupy Onet, która miała nam opowiedzieć o prawie autorskim, była zupełnie nieprzygotowana do swojego zadania. Wyświetliła nam serię slajdów, z których czytała treść. Nie umiała jej ani rozwinąć, ani nawet odpowiedzieć na zadawane przez nas proste pytania. Drążenie tematu wprawiało ją w zakłopotanie i raz miałam wrażenie, że za chwilę się popłacze. Lepsze były już odpowiedzi osób z sali. Nie rozwiała naszych wątpliwości, a podejrzewam, że u większości zostawiła nawet więcej znaków zapytania. Ja poczułam się rozczarowana. Nie mniej jednak materiał ze slajdów jest przydatny, więc nie była to 100% strata czasu.

Na szczęście zdecydowanie poziom warsztatów podniósł Grzegorz Strzelec, ekspert od SEO, którego wykład był bardzo rzeczowy, szczegółowy i niezwykle pomocny. Opowiedział nam m.in. o tym, jak znaleźć swojego bloga w Google. Widać było, że mamy do czynienia z profesjonalistą, który w dodatku potrafi przekazać w przystępny sposób posiadaną wiedzę. Prezentacja spełniła swoją rolę – dowiedziałam się ważnych dla mnie rzeczy, które staram się wykorzystywać w codziennej pracy nad blogiem. Człowiek sobie myśli, że wystarczy pisać, pisać i pisać. Trzeba jednak wiedzieć jak pisać, na co zwracać uwagę swoją i czytelników. Pamiętać o słowach kluczach też warto. Wszystkie najważniejsze rzeczy powiedział nam Grzesiek i jeszcze podał, gdzie możemy sięgnąć, jeśli będziemy chcieli poszerzyć swoją wiedzę.

Ostatni był Mikołaj Winkiel z Brand24.pl. Jego opowieść o badaniach mediów społecznościowych w ogóle do mnie nie przemówiła. Nie mogłam się skupić na słuchaniu, a dane pokazane na slajdach wylatywały mi z głowy, zanim do niej w ogóle trafiły. Nie mój klimat po prostu. Nie będę więc nawet tego oceniać.

Poza tym organizacja warsztatów jak dla mnie była super. Kinowa sala to dobre miejsce na takie rzeczy. Jedzonko, które dostaliśmy w przerwie było pyszne i miałam ochotę zapakować je do torby. Plany popsuł laptop, bo nie chciał dzielić miejsca z pączuszkami. Pomijając jednak mało istotną kwestię wyżywienia, to mam nadzieję, że będzie więcej takich warsztatów. Przede wszystkim potrzebna jest pokarm dla umysłu, a tego nigdy za wiele.

}