social-media-start-top

Weekendowy romans z Jasonem Huntem

Niestety muszę Was rozczarować, bo to nie będzie gorąca historia mojej nikczemnej zdrady. Na mój romans Diabeł wyraził pełną zgodę. Poświęcił się dla Waszego (i mojego) dobra. W zasadzie dla własnego też, bo zyskał dzięki temu dobrych kilka godzin spokoju w ostatni weekend. Przejdźmy jednak do rzeczy.

Długo wahałam się nad zakupem kolejnej książki Kominka (obecnie Jason Hunt). Jestem w posiadaniu każdej poprzedniej i wydawało mi się, że następna będzie jednak przesadą. Co nowego w temacie blogowania niby Tomek mógł jeszcze wymyślić? Czy dotrzyma słowa i nie będzie powielał treści z wcześniejszych poradników? Poczytałam jednak recenzje osób piszących już od jakiegoś czasu, weszłam do sklepu i z ciężkim sercem (bo wciąż książka jest dostępna tylko w pakiecie z papierem) zamówiłam swój egzemplarz.

Ku mojej wielkiej radości wersje elektroniczne dostałam na maila od razu, więc nie musiałam niecierpliwie wyczekiwać kuriera. Zdążyłam pochłonąć lekturę zanim w ogóle dostałam informację, że przesyłka została do mnie wysłana. Książkę bowiem czyta się bardzo szybko. Garść porad Tomek opakował dobrze napisaną historią, przyozdobił rysunkami i kolorową czcionką. Całość nie tylko przyjemnie się czyta, ale również miło na nią popatrzeć. W zasadzie to książka wygląda po prostu ślicznie i nawet kolorowa wersja w epub nie oddaje urody druku. Widać dopieszczenie. Grafiki prezentują się doskonale. Normalnie aż chce się ją przytulić, a potem postawić w najlepiej widocznej części regału. Nie mniej nie zmniejsza to mojej miłości do wersji w mobi, bo najważniejsza w książkach jest dla mnie treść. No właśnie…

Nie da się ukryć, że Social Media: Start to przede wszystkim książka dla początkujących twórców, którzy swoją przygodę w sieci dopiero planują lub nieśmiało stawiają pierwsze kroki. Są w niej absolutne podstawy, które czytelnik powinien sobie wziąć do serca i sumiennie się do nich zastosować. W ogóle ten poradnik powinien powstać przed wszystkimi poprzednimi książkami Tomka. Są w niej bowiem opisane takie rzeczy jak wybór platformy blogowej, szablonu, konfiguracja wtyczki od SEO, a nawet wygląd strony głównej. Autor prowadzi też czytelnika za rączkę przy ustawianiu poczty, tłumaczy czemu potrzebne jest dodatkowe konto w banku czy miejsce (najlepiej w chmurze) na kopie zapasowe.

social-media-start-wybicie

Jednak nawet nieco bardziej doświadczony twórca może nabyć Social Media: Start bez obaw. Nie dostanie takiej ilości porad, jak jego początkujący kolega (może nawet wcale), ale będzie mógł przeczytać, czy i ile błędów popełnia na drodze do sławy. Ja swojego bloga prowadzę już ponad cztery lata, przeczytałam poprzednie książki Tomka, a i tak w tym poradniku znalazłam trochę rzeczy do wykorzystania. Niestety nie wynikają one z braku wiedzy w tym temacie (ją akurat mam), a raczej z problemów z wprowadzaniem rad Tomka z poprzednich książek w życie.

Jason w swojej książce m.in. po raz kolejny radzi, żeby w początkowej fazie blogowania skupić się przede wszystkim na ilości publikowanych tekstów, a nie na ich jakości.

„jeśli zapytałbyś czytelników, czy wolą, abyś publikował rzadziej, ale coś bardziej dopracowanego, czy może częściej, ale krótsze formy, to masz jak w banku, że większość opowie się za jakością. Ta sama większość z radością pójdzie śledzić kolejne artykuliki na portalach, memy i inne śmieszne obrazki. Choć każdy z nas chce dostawać jak najlepszą jakość, to wszyscy garniemy się do gównianych treści. To nic złego.”

Ciężko mi się do tego przekonać i z tym pogodzić. Po swoim blogu jednak widzę, że faktycznie więcej czytelników pojawia się, gdy częstotliwość publikacji wzrasta. Tak samo widać to po zainteresowaniu blogami o bardzo wątpliwej jakości – krótkie teksty, błędy, kiepska treść, ale lajków i komentarzy cała masa.

social-media-start-publikacja

Tak samo mam problem z przekonaniem się do Snapchata (skoro sama tam prawie nikogo nie obserwuję) czy zastosowaniem do rady „wrzucaj cokolwiek” odnośnie pozostałych społecznościówek. Newsletter też jakoś wzbudza we mnie opór, bo sama się do żadnych nie zapisuję lub wypisuję, gdy tylko otrzymam oferowanego za zapisanie gratisa. Mam feedly i dobrze mi z tym. Jednakże czytanie książki Tomka, w której zamieszczone są również wypowiedzi innych blogerów, boleśnie uświadomiło mi, że nie powinnam patrzeć na siebie i swoje upodobania, a na to jak reaguje większość odwiedzających blogi.

Wracając jednak do książki, to poza samym słodzeniem, mam kilka uwag. Po pierwsze korekta, która troszkę mnie rozczarowała. Nie robię tego specjalnie. Nie szukam błędów na siłę. One po prostu same wpadają mi w oczy. Nie wiem, jak wyglądała książka, zanim trafiła do korekty, ale nie wyłapano wszystkiego i można zauważyć literówki czy błędy w odmianie. Drugą sprawą jest ilość porad (za mało) w stosunku do opowieści (za dużo). Wydaje mi się, że poprzednie publikacje zawierały więcej, że tak powiem, mięsa. Tutaj zaś mamy więcej lania wody oraz obrazków. Rozumiem, że Tomek przygotował się już na całe 3 tomy, ale czytelnik ma prawo czuć się trochę rozczarowany.

social-media-start-ego

Mimo wszystko książkę z czystym sumieniem polecam. Jakby ktoś takową chciał nabyć może poszukać u Jasona w sklepiku lub zgłosić się do mnie. Mam do odsprzedania (już sprzedany) egzemplarz wciąż pachnący nowością i macany jedynie do zrobienia zdjęć, bo całość przeczytałam na Kindle zanim druk zdążył dojść.

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym!
Share on Facebook9Share on Google+2Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone
}