Wszędzie dobrze, ale na #SeeBloggers najlepiej

Pierwsza edycja SeeBloggers odbywała się latem. Niestety w tym samym czasie mieliśmy z Diabłem naszą coroczną taneczną imprezę (klik), więc tylko częściowo próbowałam się rozdwoić. Udało mi się dotrzeć na fragment wieczornej integracji wystarczająco długi, by znaleźć się na filmie (klik). Od tego czasu łudziłam się nadzieją, że kolejna edycja wypadnie w bardziej dogodnym dla mnie terminie.

Kiedy więc pojawiły się zapisy na zimową odsłonę „Winter is Blogging”, od razu wypełniłam zgłoszenie i czekałam z niecierpliwością na informację zwrotną. Jednak gdy dostałam potwierdzenie udziału, dopadły mnie wątpliwości. Pogoda kiepska, podróż długa, nocleg drogi, godziny przyjazdu też jakieś nie bardzo. W dodatku nie udawało mi się zapisać na żadne warsztaty w kilku pierwszych turach. Postanowiłam, że nigdzie nie pojadę, jeśli nie uda mi się dostać na choćby jedne. To zadziałało, bo nie dość, że złapałam miejsce do Piotra Buckiego na „copywriting”, na którym mi zależało najbardziej, to jeszcze do Barbary Piasek na „bloger ekspertem” i na warsztaty z malowania się. Klamka zapadła – jadę!

Nocleg wybraliśmy najtańszy, jaki oferowało Airbnb. Nie mieliśmy w planach spędzać tam dużo czasu, a jedynie chwilami się przespać i odświeżyć przed kolejnymi fragmentami SeeBloggers. Na taki wyjazd nie było aż tak źle (tak, wiem, że to kłamstwo), ale gdy planujecie dłuższy pobyt, koniecznie upewnijcie się, że widzieliście KAŻDE pomieszczenie na zdjęciach.

Pierwszy dzień był niesamowity pod każdym względem. Piotr Bucki zrobił na mnie niesamowite wrażenie – zarówno wyglądem (jestem bardziej fanką brunetów o brązowych oczach i bez brody, więc to pewnie te mięśnie), jak również sposobem prezentacji i wiedzą. Powiedział dokładnie to, co potrzebowałam usłyszeć i w taki sposób, którego nie da się zapomnieć.

SeeBloggers-Piotr-Bucki

Po krótkiej i owocnej w rozmowy przerwie trafiłam na wykład Barbary Piasek. W ciągu zaledwie dwóch godzin zdążyła mnie przekonać do tego, żeby wydawać książki i organizować warsztaty, bo moja wiedza jest czymś, czym warto dzielić się efektywnie ze wszystkimi.

SeeBloggers-Barbara-Piasek

Potem była dłuższa przerwa, która obfitowała w rozmowy ze znajomymi, poznawanie nowych osób oraz jedzenie i picie. Brzuszki pomógł napełniać nam Lidl. Zorganizował nawet warsztaty jedzeniowo-fotograficzne i konkurs, ale tłok wraz z głodem sprawiły, że moja kanapka zamiast przed obiektyw, trafiła wprost do żołądka. Priorytety są ważne. Natomiast gaszeniem pragnienia skutecznie zajęło się Bubbleology, zapewniając nam dostęp do pysznych smakowych zielonych herbatek z kulkami, żelkami i tapioką. Zdjęcie udało mi się zrobić tylko burgero-muffinkom od jesie.pl.

SeeBloggers-muffinki

Następnie mieliśmy okazję posłuchać paneli, w których kilku blogerów (i blogerek) dzieliło się swoją wiedzą i doświadczeniem. Nie jestem fanką tego typu rozwiązań, ale tematy poruszone podczas SeeBloggers wyjątkowo mi się podobały. Porobiłam odpowiednie notatki, wyciągnęłam pewne wnioski i zamierzam wprowadzić kilka zmian. Same plusy.

SeeBloggers-panel1

SeeBloggers-panel2

Z całego sobotniego rozkładu jazdy pominęliśmy z Diabłem tylko JumpCity, bo rozsądek wziął górę nad przyjemnościami. Karty, które dostaliśmy mają ważność do stycznia 2016 roku. Wykorzystamy je zatem najprawdopodobniej latem. W weekend priorytetem było przespać się chociaż trochę przed imprezą, żeby potem jakoś kontaktować podczas prelekcji niedzielnych.

Afterparty w Coco było rewelacyjne. Dawno tyle nie tańczyłam (solo oczywiście)! Nawet puścili kilka bachat, więc mogliśmy poszaleć na parkiecie również razem z Diabłem. Do tego rozmowy, drinki od Grand’s Whisky, jeszcze więcej rozmów i jeszcze więcej drinków! Wróciłam do pokoju pijana nie od %, ale od tych wszystkich pozytywnych emocji, które wypełniały lokal.

SeeBloggers-Grands

SeeBloggers-Grands-Szkoci

SeeBloggers-Robert

SeeBloggers-Andrzej-Justyna

SeeBloggers-Andrzej-Justyna-Ewelina-Natalia

Drugi dzień był ciężki dla wszystkich. Jedni cierpieli na niewyspanie, inni na kaca, a jeszcze inni na mieszankę jednego z drugim. Jakimś cudem nasi prelegenci dali radę. Po nich (z wyjątkiem Pawła) nie było widać, żeby poprzedniej nocy imprezowali. Jestem pełna podziwu i żądna wiedzy, jak oni to zrobili!

Jeśli chodzi o same wystąpienia to mieliśmy świetną (znów) prezentację Piotra, pełnię wiedzy zaprezentowaną przez Wojtka czy interesujące prelekcje Kuby, Jacka, Artura i całej reszty panów. Wyróżnić muszę jednak i bić pokłony dla umiejętności Moniki Czaplickiej. Zachwyciła mnie już raz na Blog Experts, ale podczas SeeBloggers przeszła samą siebie. Zero stresu przez niedziałającą na początku prezentację, piękne wejście w temat i ciekawe przypadki – pojazdu po Naspidowanym i Muszkieterze warto było posłuchać. Ludzie po jej wystąpieniu pytali „po co mi to było?”, więc wyjaśnię wszystkim bardzo krótko – w sieci lepiej uczyć się na błędach cudzych niż własnych, bo internet nie zapomina. Kiedy wszyscy w koło mówią i uczą, co robić, Monia jest tą, która pokazuje nam, czego robić po prostu nigdy nie wolno.

SeeBloggers-Bucki2

SeeBloggers-Jacek

SeeBloggers-Jakub

SeeBloggers-Wojtek

SeeBloggers-Artur

SeeBloggers-Monika

SeeBloggers-Paweł

SeeBloggers

Z SeeBloggers wróciłam z głową pełną wiedzy, pomysłów, masą planów, celów i marzeń oraz nadzieją na wzięcie udziału w kolejnej, cieplejszej edycji. Takie spotkania są potrzebne i warto się na nie wybierać. To nie jest tylko mizianie się po majciochach, kółka wzajemnej adoracji czy ciągle te same gęby. To, jak każda konferencja branżowa, okazja do zdobycia wiedzy i nowych znajomości.

Nie ważne czy jesteś blogerem, korpoludkiem, gospodynią domową czy informatykiem – szukaj konferencji, szkoleń czy zwykłych spotkań z ludźmi, którzy dzielą Twoją pasję. Naprawdę warto!

Natomiast mnie znajdziesz tutaj: Facebook, Instagram i Twitter.

}