X Jubileuszowa Mega Biba

Postanowiłam zrobić małe podsumowanie wyjazdu do Gdańska na X Jubileuszową Mega Bibę. Była to moja druga impreza taneczna nad morzem z zabawą od rana do nocy i od nocy do rana. Rok temu całość odbywała się w Sopocie, co jak dla mnie było zdecydowanie lepszym pomysłem i nie tylko dlatego, że Sopot wydawał mi się ciekawszy i bardziej klimatyczny. Plusem ogromnym było też to, że zarówno imprezy dzienne, jak i nocne odbywały się w tym samym miejscu (poza jedną) i jeśli ktoś nie chciał się przebierać, mógł nie ruszać się z plaży, a po imprezie nad ranem obejrzeć wschód słońca i w ostateczności nawet tam zdrzemnąć. W dodatku poprzednio zdecydowanie wygodniej nam się podróżowało między noclegiem a imprezami, bo starczał porządny spacer. Nie mieliśmy na zbyciu kilku tysięcy na „tani” nocleg blisko imprez, więc w Gdańsku bez komunikacji miejskiej nie dało rady się poruszać. No dobra, ale od początku.

O mojej miłości do tańca już kiedyś pisałam i to się nie zmienia, a takie wyjazdy tylko ją pogłębiają. Urlop, święty spokój, inne miasto, rewelacyjny pokój, różne atrakcje i przede wszystkim duuuuużo tańca, to bardzo skrótowy opis, ale mówi wszystko. No i to wszystko z razem Diabłem, więc od razu mówię, że byłam w raju. Mój raj w tym roku nazywał się Gdańskiem.

Idea Biby jest prosta i od 10 lat taka sama, chociaż jej wygląd stale się zmienia. Kiedyś w dawnych czasach spotkali się tancerze w Trójmieście i z okazji dużej ilości wolnego czasu w okolicach 15 sierpnia postanowili bawić się i imprezować na plaży za dnia i nocą. Tak im się to spodobało, że postanowili powtórzyć to za rok, zabierając ze sobą swoich znajomych. Tak przez 10 lat zebrała się potężna grupa ludzi, która pod bacznym okiem Pawła imprezowała w nadmorskim klimacie. Były nawet imprezy na promie. Mnie niestety ominęła większość z nich, bo pierwsza, na którą dotarłam, to właśnie zeszłoroczna IX Mega Biba.

Na początek odebraliśmy fullpassy upoważniające do wchodzenia na imprezy. Swoje kupiliśmy już w zeszłym roku.

Potem zakwaterowaliśmy się w Jaśkowym Dworze w Jaśkowej Dolinie. Mówienie o tym ludziom, sprawiało nam dużo radości. Jeszcze więcej, gdy słyszeliśmy, że inni mają gorsze warunki od naszych. My mieliśmy tak:

Pierwsza wieczorna impreza odbyła się na plaży w klubie Wyspa Piratów. Było bardzo klimatycznie, muzyka zachęcała do tańca, a duża ilość tańczących sprawiała, że nie czuć było chłodu. Pod namiotem chwilami było wręcz gorąco.

Przez chwilę bałam się, że będziemy mieć tylko ten mały parkiet pod namiotem. Na szczęście przygotowali więcej miejsca. Na dzienne imprezy było idealnie.

W ciągu dnia to wszystko było bardziej zachęcające do zabawy. Zwłaszcza, że również pogoda się poprawiła, bo pierwszego dnia przywitał nas deszcz i ciemne chmury.

x-mega-biba-wyspa-piratow3

Po krótkiej wizycie na plaży postanowiliśmy pojechać na obiad do Sanatorium w Sopocie, ale przed tą wyprawą zdecydowaliśmy się jeszcze na coś słodkiego. Pyszne gofry z bitą śmietaną, borówkami i polewą truskawkową.

Na dobry pomysł wpadło KFC, które ustawiło się tuż przy knajpie, w której mieliśmy imprezy. Zapach frytek i kurczaka zachęcał do korzystania z ich oferty, chociaż my z Diabłem skusiliśmy się tylko na puszeczkę pepsi.

Wyspa Piratów Gofry Wyspa Piratów KFCWyspa Piratów KFC2

Wieczorne imprezy odbywały się w klubie piłkarskim T29 mieszczącym się na stadionie PGE Arena Gdańsk. Początkowo sceptycznie do tego podchodziłam, głównie ze względu na kiepski dojazd. Okazało się, że klub był bardzo fajny, obszerny i nawet dało się go podzielić na dwie części tak, żeby salsa i parkiet bachatowo-kizombowy się nie zagłuszały.

X Mega Biba T29 2X Mega Biba T29

Mieliśmy nawet koncerty na żywo. Obawiałam się, że będą tylko przeszkadzać w tańcu, ale było super. Imprezy były na najwyższym poziomie…

X Mega Biba T29 3

… poza momentami, gdy jeden z dj-ów pozwalał zabawiać się muzykowi z gitarą. Wtedy miałam ochotę związać ich i zamknąć w toalecie (chciałam napisać w kiblu, ale Diabeł stwierdził, że to niekulturalnie brzmi, cóż… moje zamiary kulturalne też nie były). Co prawda ponoć pod koniec sobotniej imprezy dali czadu, że aż wszyscy bili brawa, ale mnie przy tym nie było, więc pozostaję przy swojej ogromnej niechęci do jego pseudo zdolności, które przeszkadzały tańczącym.

Przed ostatnią dla nas sobotnią imprezą postanowiliśmy wybrać się na masaż. Akurat trafił nam się salon z tajskim masażem blisko Jaśkowego Dworku. Swoje wrażenia opisałam we wcześniejszym tekście. Na ostatniej imprezie poza świetną zabawą i koncertami był również catering.

Jedzenie było całkiem smaczne. Przepyszna była zupa pomidorowa, kanapki oraz „ptysie” z pastą z łososia. Sałatki były dobre, reszta dość przeciętna, ale wszystko zjadliwe. Nawet chyba za bardzo, bo troszkę ciężko było się potem ruszać na parkiecie.

Na niedzielne imprezy już nie dotarliśmy, bo do Warszawy zabrał nas znajomy samochodem. Diabeł narzekał, że się nie wytańczył na tym wyjeździe. Ja, że nie udało mi się opalić, bo na plaże docieraliśmy razem z chmurami. Nie mniej jednak wyjazd był bardzo udany i już nie mogę doczekać się kolejnej XI Mega Biby.

Oczywiście można mnie też znaleźć TU, bo nie zawsze tańczę na plaży.

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym!
Share on Facebook0Share on Google+1Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone
}