XI Mega Biba czyli taneczne szaleństwo w Trójmieście

Mega Biba to niesamowita impreza, która 11 lat temu powstała z miłości do tańca. Z roku na rok grono chętnych do wspólnej zabawy rozrasta się i zmienia. Tych pierwszych kilka osób zamieniło się w setki w kolejnych latach, a Biba z kameralnej imprezy stała się ogólnopolskim wydarzeniem. Trudno się dziwić, bo drugiego takiego po prostu nie ma.

Czym wyróżnia się Biba na tle innych tanecznych imprez? To kilka dni niekończącej się zabawy. Nie ma warsztatów, nie ma pokazów, jest tylko taniec, który trwa znacznie dłużej niż tylko do rana. W tym roku muzyka zaczęła grać w czwartkowy wieczór i leciała aż do poniedziałkowego poranka. Jedyne co się zmieniało, to lokalizacja i Dj-e. Wieczory i noce spędzaliśmy w Pick&Roll’u, a za dnia byliśmy na plaży w Brzeźnie.

Swoją drogą to nic dziwnego, że Biba zyskała dopisek Mega. To maraton dla prawdziwych hardcorów, bo imprezy wieczorne trwają od 21:00 do 7:00, a dzienne zaczynają się o 7:00 i kończą o 21:00. Ci, którzy mają siły, mogą tańczyć dosłownie bez przerwy. Wystarczy przemieścić się z jednej lokalizacji do drugiej. W tym roku zabawa zaczęła się dopiero w czwartek wieczorem, bo ilość tanecznych dni jest zazwyczaj ograniczona umiejscowieniem 15 sierpnia w ciągu tygodnia.

mega-biba-kizomba

Jeśli chodzi o mnie i Diabła, to nie przesadzaliśmy. Imprezy kończyliśmy między 3 a 5. Spać chodziliśmy koło 8 rano, a na plaże docieraliśmy prawie w samo południe. O ile nie padało, bo sobota niestety przywitała nas taką pogodą, że postanowiliśmy zostać w łóżku. Chociaż nie mogę powiedzieć, że cokolwiek dzięki temu odespaliśmy.

mega-biba-deszcz

Diabłowi bardzo spodobał się sobotni seans filmu La Epoca, na który ja nie dotarłam, bo byłam na See Bloggers. Za to urzekł mnie pomysł na sobotnie Dark Party i zabawę w trakcie imprezy, polegającą na zakryciu panom oczu. Ludzie zaczęli trochę bardziej uważać na siebie i partnerki. Oczywiście nie wszyscy, ale rozumu po każdym oczekiwać nie ma sensu.

mega-biba-chica-nocamega-biba-dark-party

Kolejny raz jestem niewyobrażalnie szczęśliwa, że miałam okazję pojechać i uczestniczyć w Mega Bibie. Niesamowicie wdzięczna Pawłowi, że nie dotrzymał „obietnicy” i zorganizował imprezę ponownie. Od kilku lat pod koniec grozi nam słowami „to była ostatnia Biba”. Powoli przestajemy mu wierzyć, bo gołym okiem widać, że jest od nas uzależniony tak samo, jak my od jego imprez.

mega-biba-last-party

Chciałam też gorąco podziękować moim wyjątkowym tanecznym partnerom – Diabłowi za najwspanialsze bachaty na świecie (bez niego te imprezy nie miałby dla mnie żadnego sensu) oraz Łukaszowi za niezwykle emocjonujące kizomby i wykańczające salsy on2. Dzięki nim wróciłam do Warszawy wytańczona, wymęczona i niesamowicie szczęśliwa.

Moje zdjęcia zostały zrobione telefonem i jest ich mało, bo wolałam bawić się niż pstrykać. Spragnionych większej ilości i lepszej jakości fotek zapraszam na fanpage poświęcony Bibie na FB -> klik.

Ja zaś po raz kolejny przypominam o ankiecie do wypełnienia.

Foto: Grzegorz

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym!
Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone
}