Zdrada to zawsze świadoma decyzja

Oglądanie Przepisu na życie to dobry sposób na zbieranie materiałów na posty. Pełen jest różnych związkowych tematów, które nadają się do opisania idealnie. Wczoraj właśnie z Diabłem nadrabialiśmy zaległe odcinki tego serialu i znów jeden z wątków mocno mnie poruszył. Jak widać po tytule, o zdradzie będzie.

Przepis na katastrofę

Jak pisałam we wcześniejszym tekście – Anka i Jerzy to główni bohaterowie, których łączy (ponoć) wielka miłość. Wiadomo, że na drodze do szczęścia stają im różne przeszkody – byli partnerzy, amnezja Jerzego, faceci podrywający Ankę, a nawet ich własne dzieci, które są zazdrosne o związek rodziców. Im jednak najwidoczniej kłopotów jest mało, bo w ostatnim odcinku Anka postanowiła zdradzić Jerzego, idąc do łóżka z byłym mężem. Głupota scenariusza, który zapewne próbuje widzowi pokazać, ile trudności potrafi pokonać miłość, mnie oczywiście przeraża. Nie kupuję tego, nawet jeśli jakimś cudem skończy się to happy endem. To znów skrzywi mniej inteligentnym ludziom obraz rzeczywistości. W zasadzie to już skrzywił, bo takie zachowania obserwuję nie tylko w serialu. Ludzie niestety próbują tego sami w domu.

Głupota to nie wymówka

Przejdę jednak do konkretów z serialu, które mam na myśli. Kiedy Anka opowiada swojej przyjaciółce o zdradzie twierdzi, że nie wie, jak do tego doszło. To nic, że wcześniej opowiadała, że obudziły się w niej uczucia do byłego, bo mieli „moment”. To nic, że była targana emocjami przez problemy, jakie robiła im była Jerzego. Nawet nic, że po pierwszym pocałunku miała chwilę opamiętania, gdy powiedziała, że nie mogą tego zrobić, że nie powinni. Mimo tego wszystkiego, po fakcie twierdzi, że nie wie, jak do tego doszło. No cholery można dostać. Tym bardziej, że to nie jest tylko wymyślone przez scenarzystów stwierdzenie. Takich głupich tłumaczeń używają miliony zdradzających na świecie. „Nie wiem, jak to się stało”, „to stało się tak nagle”, „to był przypadek”, „to było niechcący”. Słysząc takie argumenty, to ja nie wiem… czy mam do czynienia ludźmi tak naiwnymi czy tak wyrachowanymi, że wierzą, że ktoś kupi ich bajkę.

To nigdy nie jest moment

To nigdy nie staje się nagle. To nigdy nie jest moment, chwila, przypadek. Zdrada jest świadomą decyzją. Procesem, który trwa i który można zatrzymać w każdym momencie. Może ja jestem za mało spontaniczna. Może nie kierują mną tylko emocje ani żadne narządy rozrodcze. Może za dużo mózgu używam. Nie mam pojęcia. Nie wyobrażam sobie jednak, żeby (zwłaszcza w opisanym w serialu przypadku) można było nie wiedzieć, jak doszło do zdrady. Nie wyobrażam sobie tego, jak można się tak zapomnieć i po prostu z kimś przespać, że można zrobić to, będąc z kimś innym w związku. Nie pojmuję, jak można skrzywdzić w taki sposób drugiego człowieka. Tak bezmyślnie wręcz i idiotycznie, a potem równie głupio się tłumaczyć. Jak można iść prostą ścieżką do zdrady, przystawać w chwili zastanowienia, a potem kroczyć nią dalej, tak samo świadomie, jak wcześniej.

Nie pojmuję tego, bo na własnym przykładzie wiem, że te tłumaczenia nie mają sensu, żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości. Przecież to nie jest tak, że przypadkiem z innym człowiekiem spotykacie się nadzy, potykacie się i tak niefortunnie upadacie na siebie. To nie jest tak! To zawsze jest jakiś krótszy lub dłuższy proces. Nawet gdy dopada was zauroczenie od pierwszego wejrzenia, mimo że jesteście w związku, to do zdrady fizycznej zawsze upływa jakiś czas. Chociaż znów, może to ja jestem jakimś wybrakowanym egzemplarzem, którego nie zalewa fala uczuć i pożądania odbierająca rozum. Nie trafiła mi się jeszcze nigdy przez moje całe życie, w zasadzie pełne sytuacji damsko-męskich różnych, okoliczność taka, w której mogłabym rzec „straciłam rozum”, „nie wiem jak to się stało”. W moim przypadku seks zawsze był świadomą, choć nie zawsze dobrą i dobrze przemyślaną, decyzją. Nie przemawiają więc do mnie tłumaczenia ludzi, którzy zgłupieli z pożądania. Tym bardziej, że samo pożądanie nie wystarcza, by po pierwszym spojrzeniu magicznie przenieść się nagim do łóżka. Zawsze trzeba gdzieś pójść, pojechać czy co gorsza, umówić się w jakimś miejscu. Zawsze musi minąć ten czas, gdy od pierwszego pocałunku spadnie ostatni fragment ubrania. Zawsze mija jakiś czas, sekundy, w których raz po raz można wycofać się z niszczycielskiej decyzji.

Alkohol to nie wymówka

Tak samo nie przekonują mnie tłumaczenia, że ktoś był pijany i nie wiedział, co robi. Wiedział, bo pił zbyt dużo. Świadomie wypił tyle, by się nie kontrolować. Świadomie wystawił siebie i swój związek na ryzyko. To nie był przypadek. To było celowe działanie. Piłam nie raz alkohol. Raz nawet wypiłam zbyt dużo. Wiem doskonale, że czuć ten moment, gdy powinno się przestać. Wie się, kiedy tekst „jeszcze ten jeden mi nie zaszkodzi” jest okłamywaniem siebie. Takie coś tym bardziej się wie, gdy jest się w związku, a pije się bez partnera, za to przy pociągającej nas osobie. To świadome, celowe kuszenie losu, dlatego alkohol nie jest żadnym wytłumaczeniem. Natomiast jest to kolejna rzecz, której chyba nigdy nie zrozumiem, bo ludzka bezmyślność zawsze była dla mnie zagadką.

Ważne są priorytety

Kiedy jestem w związku zawsze unikam sytuacji, kiedy istnieje choć cień ryzyka, że może zdarzyć się coś złego. Taki właśnie „przypadek”. Nie spotykam się sam na sam z facetami, którym wydaje się, że mają szansę zaciągnąć mnie do łóżka, żeby nie wzbudzać zazdrości w moim partnerze. Nie spotykam się w cztery oczy również z kimś, kto mi wydaje się atrakcyjny, żeby nie kusić losu i nie wystawiać swojej silnej woli na próbę. Nie przesadzam z alkoholem, a nawet nie piję go wcale, gdy mojego partnera nie ma przy mnie. Ja wiem, co jest dla mnie najważniejsze. Wiem, że mój związek jest więcej wart od akcji po alkoholu czy przypadkowego seksu z nieznajomym, choćby nie wiem jak przystojny był. Nie silę się na szukanie głupich usprawiedliwień po fakcie, bo zwyczajnie nie dopuszczam do takich sytuacji. To nie są z mojej strony żadne wyrzeczenia, bo zdrada nigdy nie jest czymś dobrym, żeby jej unikania można było żałować. W dodatku uważam, że mój związek wart byłby nawet większych niż coś takiego poświęceń, gdyby były konieczne.

A jak jest z Waszymi związkami? Kusicie los albo los kusi Was? A może już budzicie się w nocy zlani potem, bo śniło się Wam, że ktoś odkrył Waszą tajemnicę? 😉

  • „Kiedy jestem w związku zawsze unikam sytuacji, kiedy istnieje choć cień ryzyka, że może zdarzyć się coś złego. ” – W zasadzie w tym zdaniu streszcza się istota całego tematu. Podzielam Twój pogląd.

  • Nina

    chciałabym doswiadczyć dwóch rzeczy – zdradzić, i być zdradzoną. Nie ma w tym nic przyjemnego – ale cos nowego – coś czego jeszcze nie było. Ja nie porafie tego zrobić – bo wiem ze gryzło by mnie sumienie. I nigdy bym sobie tego nie wybaczyła. cyt : „jeśli jakaś kobieta może mi odbić faceta, to niech go sobie bierze, bo ja i tak bym go już nie chciała” 🙂 najlepszy komentarz. A serial? po 1 sezonie – jest do bani.

  • Uwierz na słowo, że nie chciałabyś być ani zdradzoną ani zdradzającą. Obie sytuacje są mocno do bani.
    Co do serialu – im dalej tym większy dramat, ale oglądałam z przyzwyczajenia i z „miłości” do Szyca 😉

  • Pierwszym raz spotykam się z takim podejściem w tekście o zdradzie! Wszędzie tylko jest tłumaczenie zdrady, a ja kompletnie nie rozumiem jak można zdradzić. Serio. Jeśli jest Ci z kimś źle to się z nim rozstań, a nie zdradzaj go.
    Masz stuprocentową rację, że zdrada to świadoma decyzja. Nie jesteśmy pozbawionymi mózgu i zahamowań zwierzętami, którymi kieruje jedynie instynkt.

  • Heh… właśnie ludzie próbują się tłumaczyć na różne sposoby, ale ja tego nie kupuję. Nie wiem czy ktoś potrafiłby mi sensownie uargumentować, dlaczego coś takiego zrobił.

  • Boomer

    Bardzo dojrzałe, mądre podejście 🙂
    Swoją drogą byłem zaskoczony, jak moje podejście się zmienia w związku – faktycznie wtedy albo piję mniej, albo nawet po większej dawce i tak mam w głowie tę żarówkę „związek”, która nie pozwala zrobić niczego, co kwalifikowałoby się jako zdrada. A nawet wręcz przeciwnie.

  • Czyli – jesteś zakochany i szczęśliwy. A to bardzo bardzo fajnie.
    Niestety jak jednej z tych dwóch rzeczy brakuje, to ludziom lampka się nie zapala… i „ups, tak wyszło, ale to nie tak jak myślisz”…

  • Boomer

    Kominek kiedyś pisał, że tym samym wyświadczają tym zdradzanym przysługę. Może jeśli coś faktycznie nie gra w związku, a kogoś nie stać na krok pt. zerwanie, to ta zdrada w jakiś abstrakcyjny sposób jest pomocna…? Rozwiązuje problem (nie)bycia razem i tego, na ile obu stronom zależało. Przyspiesza to, co i tak by się gdzieś wykrzaczyło.

  • Wiesz, pomocna to jest szczera rozmowa. Wyjaśnienie w czym leżą problemy. Zdrada może i jest jakimś rozwiązaniem, przysługą, ale na zawsze niszczy coś w zdradzanym. Jakaś część wiary w drugiego człowieka jest na zawsze odbierana i potem cierpią na tym przyszli partnerzy i przede wszystkim zdradzany. Zaufać komuś, nawet zupełnie nowej osobie nie jest już łatwo.
    Lepiej drugiej osobie takiej przysługi nie robić. Lepiej mieć jaja i po prostu odejść.

  • PS

    Może wyjdę na dupka ale parę rzeczy przydałoby się sprostować. Od czego by tu zacząć… ach!

    Alkohol to nie wymówka.

    „Świadomie wypił tyle, by się nie kontrolować” – stwierdzenie o tyle ciekawe co półprawdziwe. Z własnego doświadczenia i obserwacji mogę powiedzieć, że ludzie zazwyczaj piją, żeby się rozluźnić, dla towarzystwa itp., a tylko co niektórzy, żeby się auto-obezwładnić. No więc człowiek przychodzi na imprezę, pije kilka „shotów”, akurat na pusty żołądek bo przed wyjściem nie było czasu nic zjeść. Cytrynówka z „Riviery” wchodzi jak woda i nie czuć jej wpływu więc nasz bohater pije dalej nieświadomy skrytobójczego uderzenia alkoholu, które za chwilę nastąpi i nagle klik. Światło zgasło. Budzi się z jakąś nieznaną dziewczyną, której imienia nie pamięta, w miejscu, którego nie zna. Nic wielkiego jeśli był singlem. Zje śniadanko napije się kawki w miłym towarzystwie. Gorzej jeśli jednak na komórce widnieje kilkanaście nieodebranych wiadomości od połówki. Na świecie nie ma czerni i bieli. Z jednej strony zdradził, ewidentnie i bezsprzecznie – opakowania po dowodach rzeczowych leżą jeszcze dookoła. Z drugiej strony nie pamięta, lub pamięta jak przez mgłę co się stało. Wina jest ale ze świadomością to bym nie przesadzał.

    Ważne są priorytety

    Załóżmy, że nasz Bohater nie jest wyrachowanym recydywistą, że wcześniej nie zdradził. Nie nastawia się na zdradę. Idzie na imprezę gdzie zagaduje go śliczna dziewczyna, rozmawiają i piją piwo. STOP! On wstaje i odchodzi, dziewczyna zdziwiona pyta, co się stało. Bohater odpowiada, że „sorry ale podobasz mi się, a jestem w związku”. Chora sytuacja, żeby nie móc porozmawiać, czy spotkać się z kimś interesującym tylko dlatego, że ta osoba jest atrakcyjna? No więc wracamy do stolika, Bohater nie powiedział niczego tak głupiego i dalej rozmawiają. Bohater po przeczytaniu mojego poprzedniego akapitu zrezygnował z cytrynówki. Po pół godzinie wymieniają się numerami, rozchodzą do domów. Bohater ma problem. Z jednej strony może opowiedzieć „połówce” o spotkaniu ale naraża się na niechybną falę zazdrości. Z drugiej strony przecież to tylko rozmowa była, po co stresować swoją dziewczynę? Pisze ze ślicznotką smsy, postanawiają spotkać się na kawę, ot tak, pogadać znowu. Dalej facet nie dąży do zdrady ale po prostu zaprzyjaźnia się z dziewczyną.
    Przeskoczmy teraz kilka tygodni. Dziewczyna zaprasza naszego bohatera do siebie na kawę, bo bliżej, wygodniej i nie trzeba płacić. Nie pierwszy raz. W tym czasie „połówka” jak to czasami bywa ma gorszy okres i robi co i rusz awantury o nieistotne rzeczy, a do tego łóżko podzieliła murem berlińskim więc z seksu nici. Nie układa się jednym słowem. Bohater siedzi, pije kawkę i oglądając film śliczna dziewczyna przytula się do niego (już widzę jak w niektórych budzi się oburzenie! Jak on śmie! Powinien zdzirę odepchnąć, przypomnieć, że jest w związku). Znowu nie stało się nic złego. Teraz ta ciekawa część – dochodzi do „chwili”. „Połówka” przegięła z awanturą, pokłócili się, Bohater ma problemy w pracy, do tego akurat oglądał w pubie mecz z kumplami wieczorem (oczywiście kilka piwek), na mieście wpadł na Ślicznotkę, która mieszka niedaleko, odprowadził ją do domu i powstała ta chwila, poczuł, że serce bije mu mocniej, że poprzedni związek nie ma przyszłości etc etc. Prawda jest taka, że ludzie są bardzo podatni na emocje. Nasz Bohater też im ulega. Pytanie teraz co zrobi gdy Ślicznotka spróbuje go pocałować ? I tutaj wchodzi tak zwana silna wola. Bohater uśmiechając się przypomina ślicznotce, że jest w związku i wychodzi.

    Och jak pięknie i wspaniale, co? A, gdyby został i uległ? Prawda jest taka, że ludzie są różni ale jeśli nie ma się wystarczająco silnej woli, żeby nie zdradzić w ciężkiej sytuacji i nawet po alkoholu to co to za związek?

    Ja osobiście lubię spotykać się z pięknymi kobietami, a jednocześnie nigdy nie zdradziłem swojej. Piłem, upijałem się, robiłem głupie rzeczy ale nie zdradziłem, z zasady. Czy jednak związek ma ograniczać? Czy ma odcinać nas od ludzi bo są przystojni/piękne?

    Co do „momentu” to zdarzało mi się być tym kolesiem, dupkiem na którego psioczą faceci. Wyjazd, ognisko, ja jestem sam, wiem, że ona ma kogoś gdzieś daleko. Gra muzyka, drinki, rozgwieżdżone niebo, idę z nią pogadać, trochę flirtu, delikatny dotyk na jej ramieniu i tak. MOMENTY SIĘ ZDARZAJĄ. One zazwyczaj miały potem potworne wyrzuty sumienia itp., ale naoglądane telewizyjnych romansów, komedii itp. poczuły się jak w jednej z nich. Nieznajomy, wspaniała atmosfera, daleko od codzienności, nowość, ekscytacja. To jest moment, który oczywiście trwa parę chwil ale nie jest to kilka odcinków, ani nawet odcinek, to jest jedna scena, kilkunastominutowa albo i kilkugodzinna ale w umyśle jest to jeden konkretny ciąg zdarzeń stanowiący całość.

    Chętnie podyskutuję na ten temat. Boomer, Ciebie też zapraszam 🙂

  • Boomer

    Skoro już zostałem wywołany do dyskusji… 😉

    Co do alko trochę przyznam racji, że czasem nie do końca można się skontrolować, kiedy jest ten „o jeden drink za dużo”. Natomiast tu zawsze zależy od osoby – ja np. znam siebie i nawet po dużej dawce i przy zaćmionym umyśle w tej kwestii postępowałem dobrze i zgodnie z własnym sumieniem, o dziwo. No cóż, widocznie taką mam supermoc 😉

    A w sytuacji, w której ładna dziewczyna zaprasza do siebie na kawę, a Ty jesteś w związku (i zależy Ci, aby być fair w stosunku do partnera)… to sorry, tu zasada, o której mówiła Chica: NIE IDZIESZ. Nie doprowadzasz do sytuacji zbyt intymnych.
    Poza tym, jeśli jest się naprawdę szczęśliwym w związku, to to naprawdę nie grozi, bo człowiek nie wchodzi w zbyt bliskie relacje z innymi kobietami, nie potrzebuje tego w aż takim stopniu.

  • PS

    Dlaczego miałbym nie iść, jeśli wiem, że nie zrobię nic złego? Jeśli siadam piję kawę, rozmawiam na ciekawe tematy, gram w jakąś planszówkę i wychodzę? Mam rezygnować z przyjaźni?

  • PS

    Dlaczego mam zrezygnować ze spotkania, skoro nie dzieje się nic złego? Kawa, ciastka, rozmowa, jakaś planszówka może. Dlaczego mam rezygnować ze znajomości?

  • Jak ktoś pije na pusty żołądek to jest idiotą. I to nadal nie jest wytłumaczenie.
    Jak pije bez opamiętania, bo „nie czuje, że wchodzi” to też jest idiotą. I to nadal nie jest wytłumaczenie.
    Skoro się nawalił i bzyknął z inną laską – to była to jego decyzja, bo 1. wiedział, że pije na pusty żołądek, 2. nie użył mózgu, żeby zdać sobie sprawę, że czasem „nie czuć jak wchodzi”. W obu przypadkach był ŚWIADOMY tego, że pije. Jak nie umie trzymać ptaka na uwięzi to nadal jest to jego wina.

    Po pierwsze to dupa jest a nie bohater. Po drugie nikt nie mówi, że jemu nie wolno gadać z kimś atrakcyjnym. Tylko dlaczego nie mówi o tym swojej połówce? Obawa przed falą zazdrości tylko potwierdza, że to pizda jest nie bohater, bo nie ma jaj, żeby się przyznać, a poza tym to nie jest niewinna znajomość, bo jakby taka była, nie miałby obaw, żeby powiedzieć swojej kobiecie. Ukrywanie takiej znajomości jest słabe i nie jest niewinne. Jeśli bierze numer, pisze smsy i utrzymuje kontakt w tajemnicy, to nigdy nie uwierzę, że facet jest niewinny i myśli jedynie o zaprzyjaźnieniu się z piękną koleżanką (chyba, że jest gejem). Bzdura totalna. Jakby to było niewinne, to by się nie bał, bo nie miałby czego. Nie ukrywałby się, tylko zaprosił swoją dziewczynę na spotkanie we trójkę, żeby swoją partnerkę uspokoić i pokazać, że to tylko koleżeństwo. Proste.

    Tu po raz kolejny dochodzę do wniosku, że nasz bohater jest zwykłym palantem i miękką cipką. Zamiast pogadać ze swoją kobietą, wyjaśnić sprawy, dowiedzieć się czemu ona ma zły humor i powiedzieć o pracy, czyli zwyczajnie spróbować to ułożyć, idzie na łatwiznę – znajduje sobie zastępstwo (bo teraz możemy skończyć bzdurną historyjkę o szukaniu przyjaźni, każdy od początku wie, że to ściema). Skoro „nie widzi przyszłości”, to powinien pogadać ze swoją kobietą, a nie szukać pocieszenia i przyjaźni w ramionach innej. To nie jest wyjście.

    Nikt nie mówi o tym, żeby związek ograniczał. Widać nie rozumiesz, o co chodzi. Skoro decydujesz się być w związku, to znaczy, że decydujesz się nie zdradzać. To jest proste. Jak w wielu sytuacjach – coś za coś. Jeśli chcesz zarabiać kasę i idziesz do pracy, to też burzysz się, że nie możesz w tym czasie spać, grać w gry czy latać po mieście? Oświadczasz, że praca cię ogranicza, a Ty się na to nie pisałeś?
    Jak nie chcesz ograniczeń wynikających z bycia w związku, to nie wchodź w związki.

    Nikt nie mówi, że nie można rozmawiać, spotykać się czy przyjaźnić z atrakcyjnymi ludźmi będąc w związku. Wszystko zależy od tego, jakie granice ustalasz z partnerem. I tyle. Ale nie próbuj wciskać kitu, że związek ogranicza, bo to człowiek sam siebie ogranicza. Nikt mu tego nie robi za niego.

    Momenty nigdy się nie zdarzają. Momenty się tworzy i na momenty się pozwala. Zawsze to jest świadoma decyzja obu stron.

  • A ja zapytam o coś innego. Twoja partnerka wie, że idziesz do mieszkania innej na kawkę we dwoje? Nie przeszkadza jej to? Czy może robisz to w tajemnicy? I jeśli tak, to dlaczego, skoro nie dzieje się nic złego, trzymasz to w tajemnicy?

    Jeśli spotykasz się z inną w tajemnicy, to zrezygnuj ze związku, bo się do niego nie nadajesz i zapewne okłamujesz partnerkę czyli w zasadzie nie jesteś w związku tylko w bzdurnej farsie, w której nie ma sprawiedliwości i jako facet jesteś ofermą, która nawet nie ma odwagi powiedzieć swojej kobiecie, że ma koleżankę.

    Nikt Ci nie każe rezygnować ze znajomości. Wiele par ma mieszanych znajomych i nie spotyka się zawsze pod okiem partnera, ale są to związki szczere, w których nie ma tajemnic.
    A swoją drogą – jeśli spokój partnerki i jej szczęście nie jest wystarczającym powodem, żeby nie pakować się w dwuznaczne sytuacje… to kiepski związek.
    Co Ty byś sobie myślał, gdyby Twoja kobieta potajemnie umawiała się na spotkania w mieszkaniu swojego „przyjaciela”?

  • PS

    Po co ta agresja…?! Oczywiście, że moja partnerka wie. Mówię jej o każdym spotkaniu, dlaczego miałbym nie mówić, skoro to czysto platoniczne spotkania? Ech, same osobiste wycieczki oparte na niczym nie popartych przypuszczeniach. Pozdrawiam, do niewidzenia.

    P.S. Bohaterem zwyczajowo nazywa się podmiot liryczny, nie ma to nic wspólnego w heroizmem, a bohater może być zarówno pozytywny jak i negatywny.

  • Ale jaka agresja? Bo nie wiem, o czym mówisz. Sam pisałeś, że bohater nie mówi partnerce o nowopoznanej koleżance, dlatego zapytałam jak jest u Ciebie.
    Wycieczek żadnych nie ma, bo napisałam specjalnie w osobnym akapicie, z podkreśleniem „JEŚLI się spotkasz w tajemnicy” i dotyczy to mojego zdania o osobach, które kłamią, a nie o Tobie (skoro Ty tak nie robisz). Niepotrzebnie bierzesz to do siebie.

    Ps. Jakbyś zamiast bohater napisał facet, to bym skomentowała, że to dupa nie facet jest. Wyluzuj.

  • Widzę dwa problemy z tym tekstem:
    1. Zakładasz, że zdrada jest jednoznacznie zła. Kwestia dyskusyjna.
    2. Zdrada zawsze jest dobrowolna, jednak nie zawsze świadoma. Ludzie popełniają błędy. Nie zawsze wiedzą kiedy przestać pić (do przykładu z alkoholem), nie zawsze widzą do czego dana sytuacja prowadzi, jakie zamiary ma druga osoba i czy mogą zaufać, że nie wykorzysta chwili słabości. Jedyny wyjątek: zdrada, która nie jest dobrowolna – wtedy technicznie rzecz ujmując jest to gwałt, niezależnie od płci.

    Dodatkowo, co dawno temu pisał Kominek, gorsze od zdrady jest przyznanie się – bo dopiero wtedy osoba zdradzona poczuje się zraniona. A o czym nie wie, to nie zaboli. 🙂

  • Hmmm…
    1. Zdrada jest JEDNOZNACZNIE ZŁA! Nie ma dyskusji, nie ma wyjątków. Ever.
    2. Mam wrażenie, że piszesz o jakichś nastoletnich idiotach, którzy nie mają zielonego pojęcia o życiu, mają nadmiar zaufania do ludzi.
    Twój wyjątek zaś jest mega głupi – gwałt to nie zdrada. Gwałt to gwałt.

    W dodatku, nie zgadzam się z Kominkiem w tym względzie. Przyznanie się nie jest gorsze. Przyznanie się jest dokładnie na tym samym poziomie. W obu przypadkach trzeba po prostu nie mieć mózgu i serca.

  • Arek

    Ja zostałem zdradzony przez dziewczynę, dowiedziałem się po roku od osoby trzeciej, kiedy moja dziewczyna była już ze mną w ciąży… Ciężka sytuacja…

  • Bardzo ciężka. Nie zazdroszczę. Pogadaliście o tym? Wyjaśniliście? Powiedziała Ci, dlaczego Cię zdradziła? Jakie podjąłeś decyzje? Zostałeś dla dobra dziecka?

  • Arek

    Tak, pogadaliśmy, usłyszałem szereg wymówek… „Nie układało się nam”, „Byłam pijana, on to wykorzystał”, „Nie chciałam, ale nie potrafiłam przerwać(problem z odmawianiem)”, „Nie wiem”. Wszystkie te wymówki jakoś do mnie nie trafiają… Po prostu miała ochotę się zabawić i tyle…

    Jest jeszcze kwestia winy… Według mnie nie leży ona po środku… Może leżeć w przypadku obojętności, oddalenia się od siebie… Ale wtedy można się po prostu rozstać… Zdrada jest kwestią charakteru, a nie relacji między dwoma osobami… Jest to decyzja jednostronna… Tak uważałem jeszcze zanim mnie to dotknęło…

    Zostałem ze względu na dziecko, mimo że kłuci się to z moim zdaniem na temat zdrady… Takiego czegoś nie powinno się wybaczać… Zostanie w związku z taką osobą jest bez sensu… Niestety dziecko dużo zmienia.

    Nie wiem czy będę w stanie jej to być z nią, wybaczyć, zaufać… Zobaczymy.

    http://www.youtube.com/watch?v=v8ESR8Hi5-4

  • Fajnie było poznać Twój punkt widzenia, ale w 100% zgadzam się z Bogumiłem.
    1. Związki są różne i czasem zdrada może np. uświadomić ile dla nas znaczy aktualny partner, albo czegoś nauczyć.
    2. Tu nie trzeba nic dodawać.

    Nie lubię Kominka, ale wyznaję tę samą zasadę. I to również nie wymaga tłumaczenia.

  • 1. To, że zdrada może pomóc niektórym zrozumieć pewne rzeczy, nie zmienia faktu, że nadal jest zła i ludzie nie powinni do niej nigdy dopuszczać. Są lepsze metody od niej.

    Dla mnie oba są równe, bo i jedno i drugie jest zwykłym znęcaniem się i krzywdzeniem ponoć ukochanej osoby.

}