Potrzeba odmiany czyli znowu Sogo

Do Warszawy przyjechała Diabła znajoma z mężem. Ponieważ chciała sprawić, żeby jego wyjazd był niezwykły, umówiliśmy się, że pójdziemy do go-go. Dla nas to nic nadzwyczajnego, ale jej mąż nigdy nie był w takim lokalu. Po dotychczasowych doświadczeniach nie odważyliśmy się sprawdzać nowego klubu, a że do tej pory najlepsze wrażenie zrobiło na nas warszawskie Sogo, postanowiliśmy tam wrócić.

Znajomi punktualnością nie grzeszyli, więc zamiast na 22 dotarliśmy przed 23. W sumie dobrze się stało, bo tak wczesne przyjście miało tylko ten plus, że znaleźliśmy wolne miejsce blisko sceny. Niestety widok z loży i tak nie był zbyt dobry. Początkowo poza rozmową nie mieliśmy ciekawszych zajęć. Dziewczyny pochowały się po kątach i nawet na scenę wychodziły co 3-4 piosenki. Znów poczułam się rozczarowana otaczającą mnie pustką. No, ale mieliśmy zadanie do wykonania, więc siedzieliśmy dalej. W miarę jak przybywało gości, dziewczyny zaczęły się budzić ze snu. Podchodziły do mężczyzn i proponowały taniec. Do naszej czwórki też kilka podeszło, ale tak jak poprzednio odprawialiśmy je z kwitkiem. Zero rozmowy, zero wcześniejszej prezentacji – my nie kupujemy kota w worku. Dobrze, że tym razem wybór tancerki nie należał do nas. Mi brakowało rozmowy i komentarzy między mną a Diabłem, więc dziewczynom specjalnie się nie przyglądałam, a to, co widziałam nie robiło na mnie większego wrażenia. Żadna mi się jakoś specjalnie nie podobała. Razem ze znajomą udałyśmy się na obchód po klubie i wtedy odkryłam dlaczego wcześniej dziewczyny traktowały mnie i Diabła jak powietrze. To wszystko moja wina! Gdy tylko ze znajomą zniknęłyśmy z pola widzenia, panienki zaczęły napływać falami. Gdy potem oni poszli na obchód, by znajomy mógł wybrać jakieś dziewczyny, one też ciągle do nich podchodziły. Mną i znajomą nikt się nie interesował. No może poza kelnerką, ale to się przecież nie liczy.

Wciąż jednak wychodzę z założenia, że to tylko zasługa tego konkretnego lokalu. W innych, w których byliśmy, nawet do mężczyzn, którzy przychodzili sami nikt prawie nie podchodził. To Sogo więc ponownie wypada najlepiej. Nawet w kwestii wyglądu dziewczyn, bo zdecydowanie więcej atrakcyjnych ciałek kręciło się po klubie. Jakiegoś wielkiego wow nie było i sama nie zamówiłabym żadnego tańca, ale to raczej wynikało z braku prezentacji umiejętności niż wyglądu. Gołe cycki to dla mnie za mało. Tym razem miałam zdecydowanie więcej zastrzeżeń do tego, jak ruszały się dziewczyny, bo tańcem tego się nazwać nie dało.

Z drugiej strony Ci którzy się nie znają i cieszy ich widok gołych kobiet powinni być w pełni usatysfakcjonowani wyjściem do Sogo. Dziewczyny na rurkach jakoś tam się wiły i kręciły tyłkami, co większość panów wprawiała w zachwyt.

Znajoma zamówiła dla męża dwie dziewczyny. Siedzieliśmy obok, więc mogliśmy z Diabłem podziwiać ich „umiejętności”. Z przykrością stwierdzam, że prywatne tańce były mega słabe. Nadal w tej kategorii wygrywa Ania z Poznania, a drugie miejsce ma Carmen z Wrocławia. Te nie zmieściłyby się nawet w pierwszej dziesiątce. Ja nie wiem o co chodzi. Może te dziewczyny są znudzone swoją pracą i robią to tylko dla kasy. Może myślą, że jak mają cycki, to nie muszą się bardziej starać i potrzęsienie pośladkami wszystkich ucieszy. Pewnie też mają rację, bo rzesze facetów są szczęśliwe jak dzieci w fabryce zabawek. Trudno się dziwić dres vs. nagie, wijące się ciało. Nie mam pytań.

Teraz czas na klubowe ciekawostki.
1. Nie wiem czy to były urodziny czy kawalerski, ale jeden pan został posadzony na scenie w wielkim fotelu-bucie. Na nim zaczęły tańczyć dziewczyny, a potem tańczyły, gdy leżał już na scenie. Widok był dość ciekawy i pomysł również. Chociaż wykonanie mnie nie zachwyciło. Zbyt wygórowane wymagania mam, jeśli chodzi o taniec. Nie mniej jako atrakcja ciekawe, bo nie wiedziałam, że tak można. Zastanawiające też ile trzeba dopłacić w takim przypadku.
2. Diabeł miał dwie dość ciekawe sytuacje z jedną z dziewczyn. Najpierw, gdy zaczepiła ich w drodze toalety, w odpowiedzi na informację, gdzie idą, Diabeł usłyszał „toilet is here”, a ręka dziewczyny wskazywała na usta. Druga, gdy stał i gadał z mężem znajomej, ona podeszła i złapała go za krocze i spytała czy chcą taniec. Uparta i mocno bezpośrednia laska. Nie wiem czy to mentalność murzynek czy ta była wyjątkowym okazem.
3. Udało mi się pokłócić z jedną z dziewczyn, aż Diabeł skłonny był pójść po ochronę. Panna wyprowadziła mnie z równowagi chamskim zachowaniem i odzywkami. Ja rozumiem, że to niższa kategoria ludzi, ale jednak do klientów powinny odnosić się chociaż z odrobiną szacunku. Przekleństwa jakoś do tego nie pasują i ja sobie nie zamierzam na takie coś pozwalać.

Po tym wyjściu przyszło mi do głowy, że strasznie smutne muszą mieć życie panowie, których podnieca chodzenie do takich klubów. Ci, dla których koledzy uważają to za idealne miejsce na kawalerski, również nie mają ciekawie. Większość mężczyzn dość zgodnie uważa, że faceci potrzebują odmiany choćby w samym popatrzeniu się na inne nagie kobiety czy to żywe czy to na zdjęciach i filmach. Ja chyba jednak tutaj przez chwilę będę zwyczajną kobietą, bo nie do końca umiem to zrozumieć. Wiecie – oglądanie i podniecanie się innymi babkami, żeby nabrać ochoty na seks z własną. Do mnie to nie przemawia teraz, bo mimo kilkuletniego już związku nadal podnieca mnie ten sam facet i nie potrzebuję widoku innych, żeby mieć na mojego ochotę. Myślenie o innych jakoś mnie nie pobudza również. Kręci mnie mój własny facet. Czy to ja jestem dziwna? A może to kwestia, że ja po prostu jestem tak bardzo usatysfakcjonowana Diabłem i seksem z nim, że mi on wystarcza? Nie powiem, przyjemnie jest popatrzeć na panów ze zdjęć poniżej, ale i bez tego miałabym ochotę na seks.

matthew mcconaughey brad pitt ryan reynolds jason statham hot actors

No więc Panowie, wytłumaczcie mi może, o co Wam chodzi z tą potrzebą odmiany, co?

}