Ciebie też pewnie nazwą złodziejem

Dziś zupełnym przypadkiem odkryłam, że wszyscy jesteśmy złodziejami. Stało się to przy okazji wrzucenia na facebooka pytania, czy ktoś zrzuci się ze mną na książkę pewnego autora. Wpadł on bowiem na pomysł, że będzie sprzedawał wersję elektroniczną razem z papierem, a ja kupowania tego drugiego unikam jak ognia. Niefortunnie na końcu swojego wpisu zażartowałam (mrugający emotek na końcu), że się nie obrażę, jak mi ją ktoś podeśle na maila za free i rozpętała się burza.

Chociaż, jeśli mam być zupełnie szczera, to faktycznie wcale bym się nie obraziła, gdyby ktoś rzeczywiście mi ją wysłał. No bo powiedzcie szczerze, czy Wy byście się obrazili w takiej sytuacji? Czy nikt z Was nigdy nie wziął za free jakiejś książki, płyty z filmem, muzyką, ciuchów, z których właściciel wyrósł lub przestały mu się podobać? Czy nigdy nie kupowaliście nic w second handach? Czy nie chodziliście do znajomych obejrzeć razem filmu, który ONI kupili? Nie wzięliście nigdy nic od nikogo mówiąc „wezmę, skoro Ty nie chcesz/potrzebujesz”? No i wreszcie czy nigdy nie ściągnęliście nic z sieci? Żadnej piosenki, filmu, serialu czy książki? O Torrencie i chomiku zapewne też nikt nie słyszał.  Na pewno nie bierzecie też gratisów (tak blogerzy, to głównie do Was). Za wszystkie produkty wręczane m.in. na SeeBloggers poszliście zapłacić markom, żeby ich nie okradać. Szlachetne, nie powiem. I równie nieprawdziwe.

Zakładam też, że macie mnóstwo książek w domu. Wszak nie można ich oddawać czy sprzedawać, bo się tym okrada autora. Nikt przecież nie bierze pieniążków (kocham to zdrobnienie) i nie leci oddać autorowi. W ogóle to może autorzy powinni umieszczać adnotację „gdybyś po przeczytaniu chciał oddać komuś moją książkę, musisz bezwzględnie wpłacić jej równowartość na konto (i tu numer autora) lub odesłać pod adres (i tu adres), bo ja ją potem sprzedam ponownie”. Może to jakiś pomysł? Lepszy niż liczenie na ZAiKS zapewne.

W ogóle to zakładam, że gdybym napisała na fejsie „Kupiłam książkę Kominka, interesuje mnie jednak tylko e-book, papier oddam za free”, to las chętnych rąk by się wyciągnął w moim kierunku i lajkami zaklikał. Wtedy ani oznaczenie Tomka w poście ani samo dzielenie się z innymi nie byłoby skrytykowane. Chociaż kto wie. Może znalazłby się ktoś, kto uznałby oddawanie niepotrzebnych rzeczy za niemoralne i kazał mi spalić swój egzemplarz w ogniach piekielnych (kominek to przecież za mało) razem ze mną najlepiej.

Pomijam już, że zarzucanie mi, iż okradam autora mija się totalnie z prawdą – nie mam tej książki, nikt mi jej nie wysłał i nie wyśle (przynajmniej dzisiaj), bo przecież ona nie została jeszcze wypuszczona do sprzedaży. Nic złego więc nie zrobiłam. Nie da się ukraść czegoś, czego nie ma. Ba, przecież gdyby chętny do spółki się nie znalazł, mogłabym książkę drogą kupna nabyć za pełną cenę. To znaczy nie mogłabym, bo bym nadal miała problem z nadprogramową makulaturą, ale mówię czysto teoretycznie. Nie można kogoś sądzić i krytykować za chcenie czegoś za darmo. Inaczej wszyscy byśmy byli winni temu grzechowi. Wyrażenie chęci, to jeszcze żadna zbrodnia.

Poza tym, odniosę się do kilku komentarzy, w których czepiający się sugerują, że e-book jest do papieru dodawany jako gratis. Wobec tego jak mogę ukraść coś, co jest darmowe? Nie chcę papieru, który kosztował, chcę e-booka, który jest gratisem. W czym zatem problem? Ktoś w końcu nie zapłacił ze wersję elektroniczną, bo jest (wg. komentujących) darmowa, więc nie robi nic złego oddając ją za darmo, a ja biorąc ją za tą samą cenę. W dodatku nie mogę też kraść, skoro biorę tylko to, co ktoś chce mi oddać. Nabywca kupił książkę i jest jej właścicielem, może zatem robić z nią to, co zechce, czyli np. oddać komuś za darmo. Ja rozumiem, że czepiacie się kopiowania wersji elektronicznej, ale czy takie samo wzburzenie czulibyście, gdybym poprosiła o odstąpienie/pożyczenie mi papierowej wersji po jej przeczytaniu?

No i jeszcze kwestia pożyczania/oddawania e-booków. Serio, to zupełnie nie jest moja wina, że nie da się tego oddać bez tworzenia kopii. Nie mam czytnika (tzn. ja mam, ale jakbym nie miała) i dostaję ebooka. Dlaczego nie mogę go oddać komuś, kto czytnik ma. Na tej samej zasadzie jak oddałabym papierową książkę, gdyby potrzebny mi był sam e-book. Ja kupię zestaw i oddam papier, to czemu ktoś nie mający czytnika nie może oddać mi e-booka? Pokrętna logika.

Zakażmy zatem odsprzedawania wszystkiego. Niech rynek wtórny zginie śmiercią marną i bolesną. Mieszkań nie sprzedawajmy, bo przecież gardzimy pracą architekta, budowniczych i całej reszty. Nie wstawiajmy na allegro „sprzedam iPhone’a”, bo się Apple obrazi i po kasę rękę wyciągnie. W końcu to jego produkt i tylko on może go sprzedawać. Nie róbmy wymian książkowych (tak popularnych na blogach), bo to przecież skandal oddać czyjąś ciężką pracę. Kup, zapłać, chomikuj czy Ci potrzebne czy nie. Wyrzuć ostatecznie. Spal najlepiej, bo jak ktoś ze śmietnika wyciągnie, to Cię oskarżą o bezprawne udostępnianie czyjejś własności.

Oburzajcie się hipokryci, że miałam czelność zrobić coś, na co Wam nie starczyło odwagi – przyznać, że chcę zapłacić za coś mniej lub wcale. Oburzajcie się, bo miałam czelność zrobić „to” koledze po „fachu”. Obcemu to jeszcze, ale kogoś, kogo czytam? Jak śmiałam! Oburzajcie się, że mnie chwyt „coś czego nie potrzebujesz gratis” nie przekonał do wydania kasy. Tylko pamiętajcie o swoim oburzeniu, gdy ktoś da Wam kiedyś coś za darmo i nie zapomnijcie tego oddać lub zapłacić.

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym!
Share on Facebook8Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone
  • Andrzej

    Pięknie napisane. Sam bym tego lepiej nie ujął 🙂

  • Dzięki wielkie!

  • Niby gratis, ale trzeba pamiętać że w pojedynczej sztuce, chodzi o to, by nie robić dystrybucji większej liczby kopii, jeśli się ma prawo do jednej i o to pewnie nieporozumienie. Ja nie zamierzam tej książki kupić, więc Ci nie ofiaruję, ale chętnie bym to zrobił, bo ja z kolei preferuję papier 🙂

  • Ale ja przecież nie prosiłam o rozesłanie kopii mi i mojej rodzinie 😉 Chciałam jedną do przeczytania dla siebie.
    Ludzie mają dziwne podejście jak dla mnie, bo nadal to 2 egzemplarze tej samej książki. Jakby ktoś dostał 2 papierowe w cenie jednej (bo taka promocja), to też byłaby burza, że chce jedną oddać? Po co komuś 2 egzemplarze? Mi zazwyczaj po przeczytaniu nawet jeden nie jest potrzebny, ale tu afera, bo miałam odwagę napisać, że chciałabym za darmo. Wszyscy tacy nagle zwolennicy płacenia 😉

    I dzięki, jak kiedyś kupię jakiś papier w promocji do ebooka to Ci podeśle. Jakbyś czytał babskie książki, to mam nawet kilka na półce, których się chętnie pozbędę 😉

  • Akurat dzisiaj się też rozpętała dyskusja podobno w jakiejś grupie książkowej, czy czymś takim a propo tego, że jedna osoba chciała e-booki, a druga jej zaproponowała, że wyśle jej wszystkie, które ma u siebie. I znowu to samo – okradanie autora, prawo autorskie, prawo własności. Każdy zająłby się sobą i czytaniem, a nie rozmyślaniem, czy zapłacił za to odpowiednią cenę.

  • Mnie to osobiście bawi, bo jakby były 2 egzemplarze papieru w cenie jednej, to już takiego krzyku by pewnie nie było, ale eBook to nagle jakaś świętość 😉
    Rozumiem, że w tej grupie nikt się papierowymi też nie wymienia i nie odsprzedaje 😉

  • Nie wiem. Widziałyśmy tylko screen, gdzie blogerka była oburzona takim zachowaniem.

  • Matko, od kiedy niewinny żart może wywołać taką gównoburzę? O.o Zaczynam się bać ludzi.

  • Bym napisała, ze ja chętnie przygarnę babskie książki, ale teraz to strach się upominać o coś ZA DARMO 😉

  • Ja nie, bo miałam przedni ubaw z tego wszystkiego. Chociaż pewne zachowania są bardziej smutne niż śmieszne.

  • Namawiasz mnie do nielegalnych czynów, jakim jest przesyłanie e-booków! 😉
    Ale teoretycznie chyba mogę Ci pożyczyć dysk, na którym je trzymam. Chcesz? 😉

  • Hmmm… obserwuję zamieszanie, ale nic nie piszę w tym temacie.

    Niemniej w jednej kwestii chcę zabrać głos:
    „Autor bowiem wpadł na pomysł, że będzie sprzedawał wersję elektroniczną razem z papierem”

    Gwoli ścisłości-papier będzie sprzedawany razem z wersją elektroniczną- po pierwsze primo 🙂 To subtelna, acz zasadnicza różnica:)

    Po drugie primo- oczywiście będzie istniała możliwość zakupu TYLKO ebooka, co Kominek potwierdził w komentarzu 17 dni temu 😀

    Ergo: nie ma przymusu zakupu ebooka w pakiecie z papierem 🙂

    Tyle ode mnie 🙂

  • Myślę, że zwyczajnie się teraz czepiasz, bo skoro coś jest sprzedawane TYLKO razem, bo nie ma znaczenia kolejność. W chwili obecnej nie możliwości kupienia żadnej „rzeczy” oddzielnie – jedynie razem, więc ebook jest z papierem i papier z ebookiem.

    W komentarzu, 17 dni temu. No tak. To przecież oczywiste, że takie informacje umieszcza się w komentarzach i potencjalny kupujący musi przejrzeć wszystkie, żeby dogrzebać się do interesującej informacji 😀

    Chwilowo taki przymus jest. Oferta (przynajmniej w chwili, w której ją czytałam) nie zawierała informacji, że istnieje możliwość kupienia ebooka lub książki. To, że dopisane to było w komentarzu nie ma znaczenia, bo mogłam czytać ofertę, gdy jeszcze tego komentarza nie było.

  • Dalekim od czepiania się 🙂 Po prostu stwierdzam jakie są fakty.

    Życzę dużo spokoju i spojrzenia na sytuację bez emocji.

  • Połowa blogerów robi z siebie idiotów ku uciesze tłumów i to jest okey. Strach cokolwiek pisać lub komentować, bo zostanie to źle odebrane lub uznane za mało śmieszne – więc lincz!

  • Ależ ja jestem spokojna i patrzę bez emocji. Chyba, że skrajne rozbawienie też się liczy, ale nie wiem kiedy ono mi przejdzie ^_^

  • Strach pisać coś innego niż myśli większość lub przyznać się głośno do czegoś, co chce lub robi większość 😉

  • Miałaś okazję siedzieć cicho. Miałaś okazję przełknąć pigułę goryczy. Ale w końcu jesteś blogerką. Żadną Zosią, która rano jedzie tyrać do fabryki. Więc napisałaś tekst. Ok. Masz prawo. Ale tak najprościej mówiąc jeśli stać cię na daną rzecz to ją kupujesz. Ciebie stać. Teraz tłumaczysz się, że to żart, że emotikon, że w końcu KTO z nas nie ukradł. Masz rację. Jednak niesmak pozostał.

  • Stać Cię na paluszki/cukierki/ciastka, ale jak kumpel przyniesie paczkę do pracy, to weźmiesz. A przecież to (zdaniem większości) kradzież, bo za produkt nie zapłaciłeś.

    Szkoda, że jesteście tak zaślepieni, że nie umiecie zrozumieć, że dostanie prezentu nie jest kradzieżą. Sugestia, że się człowiek nie obrazi za prezent, też nie jest kradzieżą.

    Nie będę siedzieć cicho, gdy ktoś rzuca pod moim adresem fałszywe oskarżenia. I nie smak to ja akurat mam do Was.

  • Masz prawo. Ale nie zdziw się, jeśli marki nie zechcą z Tobą współpracować. Osobiście nie polecałbym Cię teraz, jako blogerki którą mogę polecić do współpracy. Więc skoro rozdzierasz suknię, pomyśl co Ci się bardziej opłaca.

    Nie jest kradzieżą, ale jest przychodem. Wiesz o tym i co się z tym wiąże?

  • Cieszę się, że zmieniłeś komentarz z groźby nasłania Skarbówki na zwykły 🙂

    „Wolna od podatku dochodowego od osób fizycznych jest wartość nieodpłatnych świadczeń, otrzymanych od świadczeniodawcy w związku z jego promocją lub reklamą – jeżeli jednorazowa wartość tych świadczeń nie przekracza kwoty 200 zł” – to jako odpowiedź na rozliczenie mnie z prezentów otrzymanych jako blogerka.

    W przypadku tych od znajomych musiałby przekroczyć 4902 zł. Zdaje się, że książka Tomka tyle nie kosztuje ^_^

  • Jednorazowo tak. Ale sumując przychody z prezentów może okazać się, że jednak podlegają opodatkowaniu. To nie była groźba tylko wyzwanie. Skoro nie stać Cię na książkę, pewnie nie zarobiłaś nic na współpracy i jesteś czysta jak łza…

  • Sumuje się wartość prezentu od jednej osoby, a nie od wszystkich. To po pierwsze. Po drugie co ma wspólnego zarobienie na współpracy z prezentami? Mogę się przecież rozliczać za współpracę fakturą lub na podstawie umowy. Chyba, że Ty za współpracę bierzesz prezenty i stąd ten zarzut. No i po trzecie to, że chcę odkupić od kogoś tylko eBook, bo nie potrzebuję papierowej książki, nie znaczy, że mnie nie stać.

  • Wchodzisz na grząski grunt prawa podatkowego, poważnie jesteś pewna, że Cię nie wciągnie?
    Więc było ją kupić a nie strzelać focha na fejsie. Trzeba było to zrobić cichutko, a nie walić wpisem jaka ja jestem biedna blogerka. O to mam żal i uważam, że cynicznie pograłaś tematem. Czemu daję wyraz.

  • Ty masz żal? A kim Ty jesteś, żeby mieć do mnie o coś żal? O cichutkim załatwianiu nie wspomnę, bo jakoś wszystko co robicie, nie wygląda na ciche „zwrócenie mi uwagi”.
    To ja jak już bym mogła mieć (nie żebym go miała) żal i pretensje za wtrącenie się w sprawę, która nikogo z Was nie dotyczyła. W dodatku w tak chamski i prostacki (w niektórych przypadkach) sposób.

    W dodatku nie wiesz nawet na czym polega strzelanie focha.

  • Kim ja jestem… No właśnie, KIM? Kim TY jesteś? To nie ja zacząłem to przedstawienie. Ja nie strzeliłem wpisu, po którym byłoby mi wstyd. Tak mnie byłoby wstyd przed moimi czytelnikami. Ludźmi, którzy wcale nie muszą Cię czytać. Ale chcą. Chociaż po tym co pokazałaś, część już nie będzie chciała. I mogę ich zrozumieć. Nie jestem w stanie zrozumieć jak wielki jest Twój egotyzm, że musisz wylać z siebie to wszystko, co wystarczyło zamknąć jednym słowem. Przepraszam.
    EOT.

  • Nie Ty, ale inni Tobie podobni je zaczęli, rozdmuchując błahą sprawę, która ICH nie dotyczyła. Ty tylko dołożyłeś swój palec.

    Nie będę tęsknić za tymi, którzy z powodu rozdmuchanej przez Was pseudoafery o nic przestaną mnie czytać.

  • iza.pzn

    OMG. Przemku, nie wiem kim jesteś i skąd się wziąłeś, ale wyraźnie chcesz zaistnieć i to jeszcze w tonie mentora. Ty też mogłeś siedzieć cicho, a jednak tego nie zrobiłeś. Może teraz to ja powinnam Tobie zasugerować, że powinieneś przeprosić, bo się odezwałeś a to co mówisz mi się nie podoba?!
    Chica Mała- wiesz, że Twoja prośba była bardzo proekologiczna? 🙂 Extra!

  • Małgorzata Bojarun

    Hmmm… bronisz się, bo wiesz, że Ci atakujący mają rację. Co więcej – jesteś rozżalona bo ktoś miał czelność powiedzieć Ci prawdę w oczy. Dziwię się, że dokonałaś takiego wpisu na blogu. Ja po całej sytuacji siedziałabym Cicho. Nie potępiałam Cię do chwili w której przeczytałam powyższy wpis. Po lekturze uważam, że twój żal jest zupełnie niezrozumiały, a obrażając innych blogerów po prostu przesadzasz.

  • Łukasz Tudzierz

    Dyskusja raczej pomija bardzo ważna kwestię: czy w ogóle rozważyłabyś kupno książki, PO tym jak ktoś wysłałby Ci za darmo wersję elektroniczną? Problem z finansowaniem kultury jest następujący – jak mam wynagrodzić autora po tym, jak przeczytałem pożyczoną od kogoś książkę (oczywiste w takim przypadku jest, że nikogo nie okradam)?

    Ja za książkę Kominka nie dałbym złamanego grosza. Ale na książki ulubionych autorów nie szczędzę pieniędzy, bo wiem, że z czegoś żyć przecież muszą.

  • :-*

  • Jakiś czas temu przeczytałam pożyczoną od siostry książkę Emily Giffin – Coś pożyczonego (papier). Książka tak mi się spodobała, że kupiłam ją sama razem z jej kontynuacją, bo wiem, że wrócę do tej treści nie raz. Obecnie mam 3 książki tej autorki na półce. Tak samo było z Harrym Potterem, którego kilka części czytałam w nieoficjalnym tłumaczeniu jeszcze przed wydaniem w Polsce. Mam kupione wszystkie części, do których sama robiłam okładki, żeby mi się nie zniszczyły. Mam prawie całą serię książek Camilli Lackberg (brakuje mi ostatniej, najnowszej). Też doceniam autorów, których lubię. Jeśli książka Tomka byłaby dobra, nie wykluczam, że kupiłabym nawet papier i zrobiła miejsce na półce, bo ponoć lepiej wygląda w tej formie niż na czytniku.

  • Nie chcę Cię wyprowadzać z błędu, ale jakbym uważała, że atakujący mają rację, to bym się nie broniła, tylko im ją przyznała. To tak działa, jak się z kimś zgadzasz.
    Poza tym, ja nie mam żalu i to nie ja obrażam innych blogerów, ale oni mnie.

  • Radek

    Kupowanie w second handzie to nie pożyczanie czy branie sobie towaru za darmo. Tych, co biorą za darmo towary ze sklepu powinno się łapać i karać. W niektórych kulturach ucina się za to łapy.

  • Ale chodzi o kupowanie z drugiej ręki, o kupowanie czegoś, czego pierwszy (lub kolejny) kupujący już nie chce/potrzebuje. To nie jest to samo, co branie ze sklepu za darmo.

  • Bawisz mnie Ty i inni Tobie podobni tekstami w stylu ‚mogłeś/mogłaś siedzieć cicho’. Jasne, po to jest swoboda wypowiedzi i poglądów, żeby wsadzić komuś szmatę w gardło i powiedzieć SIEDŹ CICHO.

    Poza tym serio, przyszedłeś na tego bloga, żeby robić wycieczkę osobistą autorce? Za takiego mężczyznę się uważasz?

    Odpowiem na to sam: po prostu w niektórych ludziach, raz na jakiś czas rodzi się chęć DOJEBANIA innym i taką przypadkową ofiarą jest tutaj Chica Mala. A gdybyś to był Ty Przemku bo wyraził byś lekko odmienny pogląd niż inni?

    Ludzie obudźcie się. Fakt, że wpis autorki rozpoczął się żartem – a nie musiał. ALE! Streszczę Wam to na szybkiego: autorka i tak jest czytelniczką Kominka więc i tak dałaby mu zarobić. Tacy wszyscy nagle mistrzowie marketingu jesteście, że twierdzicie, że „CHICA MALA TO ZŁODZIEJKA O JEJ OBURZENIE. JESTEM SZERYFEM 2015 ROKU WIĘC JĄ ZLINCZUJĘ”.

    Śmiech na sali. Oddajcie wszystkie prezenty, które dostaliście w życiu bo Wam głupio.

    A ja powiem więcej. Zastanawiam się dlaczego w ogóle jest możliwe i nikt nie kontroluje tego, że na Facebooku istnieje tak obraźliwy fanpage jak Gardzę Polską Blogosferą. W co drugim poście obrażanie jest jawne i wskazane jest kto jest przedmiotem obelg. Nie wierzę, że ktoś poświęca swoje życie na tworzenie strony szkalującej innych.

  • Wskaż proszę Sebastianie, gdzie użyłem słowa złodziejka na określenie działań Chici? To pierwsza sprawa, druga… Co robi? To oczywiste, komentuje tekst, który jest efektem pewnej sytuacji. Czy robię wycieczki osobiste autorce? Być może. Jednak w tym przypadku sama prowokuje swoją postawą. Skoro już powiedziała a, niech ją nie dziwi, że znajdują się ludzie którzy odmiennie postrzegają efekt jej działań.
    Wiesz Sebastianie, nie pamiętam już, ale mniej więcej wiem, ile zarabia Chica na swoim blogu. Więc patrząc na to z tego punktu, sądzę że tą sytuację będąca wynikiem nieszczęśliwego doboru słów można było rozwiązać w inny sposób. Zamiast pisać pełen świętego oburzenia tekst, kupić książkę z ebookiem, dogadać się z autorem, że zachowa ebooka, a książkę np. wystawi na charytatywnej aukcji z której dochód przeznaczy na dowolny cel wskazany jej przez czytelników. Jednak wybrała inną drogę. Ma do tego pełne prawo. Podobnie jak ja mam prawo napisać, że nie podoba mi się jej zachowanie. Czy weźmie sobie to do serca? Wątpię. Jednak nadal wierzę w ludzi:)

  • Nie przetłumaczysz im. Oni wszyscy wiedzą lepiej ^_^

    Co do fanpage – jest jeszcze Rada Etyki Social Media – ten sam poziom. A swoją drogą to Gardzę ostatnio upomina się o promki, więc nie wiem czy tak wypada publicznie prosić o przesłanie czegoś za darmo zaraz po tym, jak się pisało, że otrzymywanie prezentów to kradzież ^_^

  • Po pierwsze, nie powinieneś robić wycieczek osobistych nikomu. Chyba, że jest to ktoś bliski – ale to i tak raczej niestosowne.

    Jej tekst nie był pełen świętego oburzenia, była to pewnego rodzaju sugestia. Coś, co sprytny marketer wykorzystał by w 10 minut. Tomek Tomczyk powinien napisać do niej – „słuchaj, nie do końca Cię rozumiem – co miałaś na myśli?” I by się dogadali. Wierzę, że Chica to światła kobieta. Tomek tak samo tylko go poniosło z tym komentarzem.

    Jeśli nie podoba Ci się jej zachowanie to mogłeś po prostu olać temat – przecież nie uderza to bezp. w Ciebie.

    Skoro wierzysz w ludzi to dlaczego w zupełnie innym tonie był Twój pierwszy komentarz pod artykułem? Jeśli „Miałaś okazję siedzieć cicho.” to Twój wyraz wiary to kończę temat naszej rozmowy.

    PS. Wiesz ile zarabia, serio? Zaglądanie komuś do portfela jest co najmniej nie na miejscu.

    PPS. Poza tym, hah, i tu się uśmiejesz najbardziej – JH wprowadził sprzedaż samego ebooka. Czyli tak, jak powinno być od początku. Proste?

  • Przemek, serio piszesz: „Jednak w tym przypadku sama prowokuje swoją postawą”, bo to mi brzmi jak „zgwałciłem, bo mnie sprowokowała”. Już dawno zostało ustalone, że ofiary nie są winne atakom. To ludzie atakujący podejmują decyzję – zaatakuje czy nie. Więc nie zrzucaj na mnie odpowiedzialności za swoje decyzje, bo równie dobrze mogliście zostawić moją wypowiedź i tekst bez odpowiedzi.

    I to takie słabe nawiązywać do zarobków, które nie mają tu żadnego znaczenia. Nawet jeśli przepowiadasz koniec współprac, to nadal nie ma żadnego uzasadnienia, żebyś mi zaglądał do kieszeni, bo to nie jest Twoja sprawa. O aukcji charytatywnej i dogadywaniu się w tej kwestii z autorem (jakby miał jakiekolwiek prawo decydować o tym, co mogę zrobić ze swoją własnością) już nawet nie wspomnę, bo zwyczajnie śmieszne.
    Może Tobie pieniądze zamykają usta, ale nie każdy musi być materialistą i z tego powodu skakać jak kukiełka.

  • Jesteśmy tylko ludźmi… Czasem ponoszą nas emocje. Znów, jeśli była to sugestia dotycząca możliwego rozwiązania problemu stworzonemu przez siebie by uzyskać gratyfikację… To chyba żaden komentarz nie jest tu potrzebny…

    Wyraziłem swoją opinię. Dałem wyraz mojemu zdaniu i podobnie jak autorka tego bloga. Polemika jest istotną częścią blogosfery, chyba że spijamy sobie mleczko z dzióbków i słodzimy sobie jacy jesteśmy wspaniali…

    Kwoty dotyczące akcji marketingowych są znane osobom zajmującym się współpracą między markami, a blogerami. Dlatego nie widzę problemu by o tym pisać.

    Skąd wiesz jak powinno być na początku? Znasz jego strategię sprzedażową? Dlaczego uważasz, że jest to wpływ działań pewnej blogerki?

    Nie, wcale nie jest to proste.

  • Pjona. Też się z tego śmiałam, bo w końcu regularnie odwiedzam bibliotekę. To tak, jakby jakiś autor zarzucał mi złodziejstwo z tego powodu.
    Moim zdaniem w czasach wydań elektronicznych trzeba się z niektórymi zjawiskami pogodzić. Ebooka nie da się „klasycznie” pożyczyć. Może pozostać dalej zapisany na dysku. Teoretycznie nie musi, ale po co uciekać się do takich zabiegów? Idąc do biblioteki mogę wypożyczyć książkę jeden raz, a potem drugi a nawet i dziesiąty, jeśli będę miała na to ochotę, bez kupowania jej. Wychodzi na to samo.
    Co oczywiście nie zmienia faktu, że są pozycje, których nie wyobrażam sobie nie mieć na półce.

  • Sama mam takie książki, których za nic w świecie nie oddam, nie sprzedam i nie wyrzucę. W dodatku mam w każdej możliwej formie – na papierze, w ebooku i w audiobooku.

  • No jasne, jeśli są dobre, to wiadomo, ale coś niepewnego wole najpierw sprawdzić 😀

  • Właśnie! W ciemno tylko przy bardzo dobrej promocji 😉 Bo na co mi dwie wersje bardzo marnej książki 😉

}