Uchodźcom należy się pomoc, ale nie bezwarunkowa

Przeczytałam, dość naiwny moim zdaniem, tekst Segritty o tym, że przyjęłaby rodzinę uchodźców pod swój dach. Oczywiście pięknie to brzmi – być człowiekiem. Sama zapewne na widok biednego, krzywdzonego dziecka wyciągnęłabym pomocne dłonie. Zwłaszcza gdybym była świeżo upieczoną matką. Dzieci w końcu są takim dobrym sposobem wzbudzania litości i współczucia. Myślę, że wiele osób przyklasnęłoby (i już to robi) pomysłowi pomocy pokrzywdzonym z Syrii, bo to wcale nie jest zły pomysł. Problem polega jednak na tym, że nie tylko biedne syryjskie dzieci z rodzinami przybywają do Europy. Nie tylko dobrzy ludzie oczekują pomocy. Dlatego ja bym się poważnie zastanowiła przed otworzeniem drzwi i powiedzeniem „zapraszam”.

Wystarczy popatrzeć, poczytać i posłuchać o tym, co dzieje się w innych krajach, które zgodziły się pomóc uchodźcom. Takich materiałów mamy już pewnie tysiące. Filmy pokazujące „biednych” wyposażonych w iPhone’y ludzi, którzy kręcą nosem na oferowaną im pomoc, bo jest ich zdaniem niewystarczająca. Nagrania przedstawiające takich, którzy wzniecają zamieszki. Artykuły o zniszczonych hotelach przez niezadowolonych ze zbyt małych wygód nowych mieszkańców. Doniesienia o protestach uchodźców, bo nie zostały spełnione ich (absurdalne) żądania. Historie ludzi, którzy zetknęli się z narzucaniem przez Syryjczyków swojej kultury i religii. Informacje o gwałtach, pobiciach, rozróbach, groźbach. Nie wiem jak Wam, ale mi to wszystko nie przypomina pomagania „biednym i skrzywdzonym” ofiarom wojny w Syrii. Nie wyobrażam sobie takich ludzi przyjąć pod swój dach. Nie widzę możliwości wyciągnięcia w ich stronę pomocnej dłoni.

Oczywiście nie uważam, że każdy uchodźca jest zły. Wcale nie jestem przeciwna pomocy. Uważam, że jest ona absolutnie konieczna. Po prostu jestem przeciwna udzielaniu jej bezwarunkowo wszystkim. Nie zgadzam się z przyjmowaniem każdego, kto jest spoza Europy i przyznawaniem mu od razu socjalu. Jestem przeciwna bezkarności ludzi, którzy przekroczyli granice obcych sobie krajów. Nie pojmuję bezradności władz, które powinny przecież wprowadzać zasady, pilnować ich przestrzegania i utrzymywać porządek. Jestem przeciwna pozwalaniu, by uchodźcy mogli robić co, gdzie i jak chcą. Szokuje mnie ich arogancka i roszczeniowa postawa. Oburza mnie próba narzucania przez nich swojej kultury, wartości czy religii w przyjmujących ich krajach. To nie powinno tak wyglądać.

Pomoc jest konieczna, ale dla tych, którzy jej faktycznie potrzebują. Wpuszczajmy wszystkich, którzy chcą się integrować z krajem przyjmującym, którzy chcą pracować i żyć razem z innymi w zgodzie. Oferujmy pomoc, ale niech ona nie będzie bezwarunkowa. Powinna być ściśle kontrolowana i dostępna jedynie pod jasno określonymi zasadami. Zaczynając od rejestracji przyjeżdżających, sprawdzania dokumentów aż po zatrudnienie tych, którzy są zdolni do pracy i nieudzielania im wtedy żadnych zasiłków. Mamy w końcu dużo ofert pracy i nawet ludzie bez odpowiedniego wykształcenia znajdą coś dla siebie. Uchodźcy powinni też bezwzględnie przestrzegać prawa, porządku i zwyczajów kraju, do którego przybyli. Zaś w przypadku ich nieprzestrzegania – równie bezwzględnie deportowani. Chcą być w kraju o odmiennej kulturze i religii, niech się dostosują. W innym wypadku mogą przecież szukać pomocy w innych państwach islamskich. Nic nie stoi na przeszkodzie. Nikomu nie są potrzebni problematyczni ludzie. Wśród własnych rodaków mamy zbyt dużo pasożytów, żeby przyjmować kolejnych. Skoro uchodźcy są tak potrzebujący, to powinni cieszyć się z każdej oferowanej im możliwości.

Nie jestem za skrajnymi postawami. Nie wyrzuciłabym potrzebujących, ale też nie przyjmowała wszystkich bez wyjątku. Nie patrzyłabym na wszystkich przez pryzmat potencjalnych terrorystów i gwałcicieli. Jednocześnie nie otwierałabym bezrefleksyjnie drzwi wierząc, że każdy uchodźca jest pokrzywdzonym przez wojnę biednym i niegroźnym człowiekiem. Mimo wszystko uważam, że w pierwszej kolejności bezpieczeństwo powinno być zapewnione obywatelom danego kraju, a dopiero należałoby dbać o innych. Kraje przyjmujące powinny upewnić się, że poradzą sobie ze wszelkimi konsekwencjami udzielanej pomocy, zanim zdecydują się jej udzielić. Odrobina egoizmu i instynktu samozachowawczego zrobi dobrze wszystkim. Nawet uchodźcom. Cenię ludzkie życie, ale bardziej zależy mi na własnym i moich najbliższych, dlatego nie zaryzykowałabym jego dla poczucia się bardziej człowiekiem.

Pomóżmy, ale zróbmy to z głową.

Foto

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym!
Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone
  • uchodźcy… kontrowersyjny temat rzeka. mogę uchodzić za ksenofobkę, jednak jestem przeciw i umiem to umotywować. w pełni też podzielam Twój tekst, bez znajomości opinii Segritty.

  • No właśnie ta kontrowersyjność trochę mnie bawi i jednocześnie smuci. W końcu każdy ma prawo do własnego zdania, a niechęć czy strach względem przyjęcia uchodźców jest raczej normalna – nie znamy tamtej kultury, a przedstawiane nam wszędzie obrazy nie są uspokajające. Nawet jeśli nie są do końca prawdziwe to i tak lepiej podejść ostrożniej, z dystansem niż bezrefleksyjnie rzucać się z otwartymi ramionami.

}