Nie będziesz za mnie umierać, więc nie mów mi, jak mam żyć!

Jak zwykle, kiedy poruszam temat aborcji (Teraz poruszyłam go na Facebooku, a wcześniej na blogu tu i tu), pojawia się cały (mniejszy lub większy) tłum osób, które są jej przeciwne. Zawsze z rosnącym zainteresowaniem przyglądam się, jak dwoją się i troją, żeby podać mi, ich zdaniem, sensowne argumenty. Oczywiście prawie nigdy nie dociera do nich moje proste jak drut zdanie:

NIE OBCHODZI MNIE TO, CO MYŚLICIE!

Oczywiście daje im pełne prawo do wyznaczenia własnej granicy, kiedy płód staje się człowiekiem. Nie mam nic przeciwko, żeby nie akceptowali aborcji i nigdy nie poddali się takiemu zabiegowi. Ich wola. Ich decyzja. No i ich sumienie. Mi nic do tego, jakie zasady, wartości i poglądy wyznają. Jednak moje pełne zrozumienie i akceptacja kończy się w momencie, w którym te osoby próbują przekonać mnie do swojego zdania i wcisnąć mi swoje poglądy. Przykro mi, ale NIE. Możecie sobie gadać i pisać co chcecie. Nie ma ani jednego zdania, które mogłoby zmienić moje podejście. Wasze argumenty nigdy do mnie nie przemówią. Z jednego prostego powodu. To nie jest Wasze życie.

Nie będziesz za mnie umierać, więc nie mówi mi, jak mam żyć!

To cytat, na który natknęłam się bardzo dawno temu, a który chodzi za mną i domaga się uwagi, zwłaszcza przy takich okazjach. Moja postawa i moje poparcie dla aborcji daje kobietom wolność i prawo wyboru. Robią, co chcą i kiedy chcą. Nie ograniczam nikogo i nie zabraniam nikomu niczego. Niech każdy postępuje według własnego sumienia. Jednak przede wszystkim, niech się nie wtrąca w życie innych ludzi i w ich decyzje.

Hej Wy wszyscy, którzy krytykujecie aborcję! Czy dacie schronienie kobiecie i jej choremu dziecku, którego nie pozwalacie jej usunąć? Czy otoczycie ich opieką, dacie jedzenie, środki na życie i wychowanie w godnych warunkach nowego człowieka? Czy zapewnicie im leczenie, leki i wszystko to, czego będzie potrzebować? Czy będziecie ją wspierać, gdy upośledzone dziecko w niezrozumiałym szale zacznie walić głową w ścianę? Czy zapewnicie dokładnie to samo kobiecie, która jest zwyczajnie biedna? Albo kobiecie, która została porzucona z dzieckiem przez partnera i odepchnięta przez rodziców? Wy, którzy tak głośno krzyczycie „musisz urodzić”, „nie wolno Ci zabić”, dacie jej pokój w swoim domu, miejsce przy swoim stole i pieniądze na życie? Czy dacie jej wsparcie, ramię do wypłakania i ucho do słuchania, które potrzebne będzie w trudnych chwilach? Stać Was na coś takiego?

Jakże łatwo jest krzyczeć z wygodnego fotela, wśród rodziny i zdrowych dzieci, gdy macie na podstawy i wygody, że ktoś inny ma urodzić dziecko, którym nie Wy będziecie się zajmować. Łatwo podejmować decyzje, za które to nie Wam przyjdzie płacić. Łatwo nakazywać coś tym, za których życia odpowiedzialność nie spadnie na Was. A jeszcze łatwiej jest później innych ludzi oceniać. Z ciepłego domu wydawać sądy o kimś, kto nie ma nawet co sobie do garnka włożyć. Jakże łatwo jest wybierać decyzje, które dla Was okazały się trafne i pasują do Waszego życia. Owszem, możecie radzić, ale nie nakazywać, bo co, jeśli Wasza decyzja to życie komuś zrujnuje? Weźmiecie za to odpowiedzialność? Przyjmiecie na siebie winę za źle wydane polecenie? Jeśli tak, to i tak, co z tego? Przecież już będzie za późno. Weź szklankę, upuść ją na ziemię, a potem przeproś i zobacz czy znów będzie cała. Ot taką moc będzie potem miało poczucie winy za spieprzenie komuś życia. Dlatego, przestańcie się wtrącać.

Poza tym, czy legalizacja aborcji w jakiś sposób wpłynie na tych, którzy chcą rodzić? NIE! Oczywiście, że nie. Wy nadal będziecie mogli robić to, czego chcecie. Nikt Was nie zacznie zmuszać do usuwania Waszych, chcianych lub nie, dzieci. Dla Was nic się nie zmieni. Was nadal nie będzie to w żaden sposób dotyczyć. To nadal nie będzie chodziło o Wasze życia. Przestańcie się więc wtrącać w życia innych. Nie macie do tego prawa. Nic Was nie powinno to obchodzić, bo to nie Wy będziecie ponosić odpowiedzialność. Przestańcie zgrywać tych lepszych, bo wcale tacy nie jesteście. Odbieracie innym prawo do swobodnego decydowania o sobie. Wcale nie jesteście tacy dobrzy. Wy tylko potraficie krzyczeć, gdy to nie o Wasze życia chodzi.

Swoją drogą, bo zaczęłam o aborcji, ale nie tylko tego tyczy się tytuł tekstu. Jest masa przykładów, gdy inni próbują wtrącać się w cudze życia i narzucać swoją wolę. Możecie doradzać, sugerować i podpowiadać. Przestańcie jednak narzucać swoje zdanie innym, zwłaszcza dorosłym już ludziom. Nawet jeśli jest to Wasze dziecko, gdy jest dorosłe, ma prawo do własnego życia, do własnych decyzji, do bycia samodzielną jednostką. Nie macie możliwości i nie macie prawa, by próbować żyć za kogoś innego. Zajmijcie się własnym życiem. Tym, co Wam z niego zostało. I nie krytykujcie, bo Wasze życie na pewno też idealne nie jest.

Żyjcie i dajcie żyć innym.

Zdjęcie: Opinio Juris

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym!
Share on Facebook18Share on Google+2Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone
  • kel

    Mnie najbardziej ostatnio bawi argumentacja „eutanazja to pójście na łatwiznę”. Zwłaszcza gdy takie słowa padają właśnie z wygodnego fotela.

  • Tak, ja dziś przeczytałam dokładnie to samo odnośnie aborcji. Oddanie dziecka do adopcji jest ok, aborcja to łatwizna. I mówi to ktoś, kto nigdy nie będzie stawać przed takim wyborem, bo fizycznie nie ma możliwości, żeby rodzić…

  • Dokładnie tak. Nikt nie poniesie kosztów, nie tylko tych finansowych ale fizycznych eocjonalnych. Nkt nie przeleży w szpitalu kilku miesięcy jeśli trzeba, nie straci pracy z powodu ciąży. Nie można decydować za kogoś.

  • O widzisz. Przypomniałaś mi o sprawach, które wyleciały mi z głowy. Ale to temat morze, w którym można pisać bez końca…

  • Miss Torpeda

    świetny wpis. jestem za. tzn, może nie konkretnie za aborcją, ale za tym, że kazdy ma prawo decydowac o sobie, a juz na wtrącanie się i włażenie buciorami w czyjes zycie uważam za najwiekszy objaw niewychowania i braku dobrych manier. to chamskie!!! ostatnio ksiądz nam się wpitolił po kolędzie i zaczął pouczac o niewykorzystywaniu boskiego prawa do poczęcia, którego my nie wykorzystujemy pomimo „zaawansowanego” wieku … wyobrax sobie mojego wkurwa jak musiałam tego kretyna wysłuchiwać. najgorsze, ze z tak cięzkim przypadkiem nie ma co wdawac sie w dyskusję, ponieważ jego światopogląd jest bardzo zawęzony i wydaje mu sie, że ma do przekazania światu tylko jedyna prawdę: SWOJĄ!!! choc on uważa, ze to BOSKIE słowa… nienawidzę takich proroków i powiem Ci, że nawet jesli ja nie cierpię na biedę i mam warunki do wychowania dziecka i płacenia za jego leczenie, ale jakby dowiedziała sie, że moje teoretyczne dziecko jest bardzo chore i zdeformowane to nie wiem czy zdecydowałabym sie urodzić … nie wiem … raczej nie …. na szczęście mieszkam w kraju, gdzie takie decyzje nie są piętnowane. pozdrawiam, fajny blog!

  • Alkyonea

    Ja jestem całkowicie za aborcją i eutanazją, ale trudno mi przebić argument „trzeba było się zabezpieczać i wypić szklankę wody zamiast” 😉 Czasem tabletki bądź prezerwatywy nas nie ochronią przed niechcianą ciążą, a seks rzecz ludzka i potrzebna, ale wiadomo – seks to i świadome planowanie rodziny. W sumie to prawda. Ech.

  • rockinandrollin

    Ciąża jest konsekwencją podjęcia decyzji o współżyciu i w dodatku taką, którą każda z takich osób powinna mieć zawsze w głowie. W ogromnej większości przypadków, wpadki to kwestia wygody, nieuwagi lub oszczędności. Straszne jest, że ludziom łatwiej oszczędzać na środkach antykoncepcyjnych, niż oszczędzić życie. Koniec końców uważam, że decyzja o „zachowaniu” dziecka a i owszem, przypada w udziale kobiecie, jednak powinna być podejmowana w momencie wpuszczania gościa do łóżka, a nie już po wszystkim.

  • Ja tam się nie umiem zgodzić z tym „zamiast”. Są tabletki, gumki, spirale i cholera wie, co jeszcze, żeby w ciąże nie zajść. Są tabletki 72po. Niestety czasem wszystkie, nawet razem wzięte metody zawodzą i jak kobieta nie chce mieć dziecka, powinna móc go nie używać.
    To takie argumenty z cyklu „używaj tylko łyżki do krojenia, bo nożem możesz się zaciąć, więc żeby tego uniknąć nawet jak będziesz ostrożny, lepiej nie używaj go wcale”.

  • A co z sytuacją, gdy ktoś bardzo bardzo nie chce i stosuje wszystkie metody, żeby ciąży zapobiec, nawet kilka na raz, i one zawodzą? Może właśnie ktoś myślał wcześniej, zabezpieczał się, wydawał krocie na tabletki, gumki, spirale i plastry, ale to jakimś cudem nie zadziałało?
    Chodzi o prawo do wyboru dla każdego według jego sumienia, bo każdy takie powinien dostać. Nie chcesz, nie usuwaj, ale nie zmuszaj do swoich poglądów innych. Tylko o to mi chodzi. Nie namawiam do poddawania się aborcji.

    Wiesz – gość tak samo do tego łóżka wchodzi, więc każdy facet, który nie chce mieć dzieci, nie powinien uprawiać seksu. Rozłóżmy to po równo. Zakażmy uprawiać seksu każdemu facetowi, który nie chce spłodzić potomka. Będzie sprawiedliwie.

  • Współczuje rozmowy z księdzem 🙁 Niestety niektórych kultury nie nauczysz i możesz tylko zaciskać zęby. Nie rozumiem tego, że ludzie próbują innym narzucać swoją wolę i pomysły. Owszem, można doradzić, jeśli ktoś zapyta, ale nie pchać się tam, gdzie nie zostało się zaproszonym.
    Co to za kraj? Ja też chcę! 😉

  • Prawnik na macierzyńskim

    Chica co to za argument? Jeszcze zrozumiałabym, gdybyś podała przykład ciąży z gwałtu, czy też matki, której ciąża lub poród mogłaby odebrałać życie (bo takie przypadki też się zdarzają) – tu się można jeszcze zastanawiać, które dobro chronić.

    Ale taki przypadek jak w Twoim komentarzu? To jak bym czytała zafascynowaną seksem 13 latkę! Piszesz ludziom o seksie, to pisz im że wiąże się z tym ODPOWIEDZIALNOŚĆ, a nie tylko przyjemność!

    Każdy, kto chodzi z kimś do łóżka musi się liczyć z tym, że nie ma 100 % antykoncepcji. Seks to zabawa dla dorosłych, a dorosły powinien brać odpowiedzialność za to co robi. Nie może się tłumaczyć, że nie wiedział, albo, że próbował uniknąć ciąży, ale mu nie wyszło. To nie jest też tak, że jest to sprawa TYLKO jego sumienia. Wyobraż sobie, że wpadam do twojego domu z nożem i śmiertelnie ranię twojego Diabła. Czy uważasz, że byłaby to sprawa tylko mojego sumienia?

    „No nie no co ty, przecież to co innego, on jest żywym człowiekiem, w dodatku przez mnie kochanym.” Zakładam, ze tak właśnie myślisz.

    Nie odpowiadaj mi, tylko się głęboko zastanów – czym się różni odebranie życia dorosłemu człowiekowi od odebrania życia takiemu,któremu życie się właśnie zaczęło.

  • Dlaczego uważasz, że usunięcie ciąży nie jest wzięciem na siebie odpowiedzialności? Myślisz, że kobiety, które decydują się poddać zabiegowi, wychodzą jak po bułki i traktują to lekko? Myślisz, że dla nich to jest prosta decyzja, której nie przeżywają przed i po? Decyzja o aborcji to też wzięcie odpowiedzialności za przyjemność i życie z konsekwencjami tej decyzji.

    Jednak Ci odpowiem. Przychodząc i zabijając Diabła, zabijasz człowieka, samodzielną i dorosłą jednostkę, życie, które nie jest z Tobą związane i w ŻADEN absolutnie sposób nie jest od Ciebie zależne. To nie jest to samo co aborcja, bo aborcja jest decyzją o WŁASNYM ciele i tym, co się w nim znajduje. Jesteś matką, więc wiesz, czym jest ciąża i poród dla kobiety i jej ciała. Dziwię się więc, że podajesz takie bzdurne argumenty i porównania. Sama powinnaś bowiem wiedzieć, że to są nieporównywalnie różne sprawy.

    Hmmm… a jakbym napisała o kobiecie, którą opuścił facet i rodzina, bo zaszła w ciążę i chce się poddać aborcji, bo nie będzie w stanie utrzymać siebie i dziecka, to byłby dla Ciebie lepszy przykład? Nie wiesz, w którym momencie i której kobiecie przez ciążę świat się zawali. Nie ograniczaj się do dwóch skrajnych przypadków. Ja natomiast nie muszę w jednym komentarzu wypisywać wszystkich sytuacji, które uważam za zasadne do przeprowadzenia zabiegu. A już na pewno nie muszę tego robić, bo Ty mi piszesz o czym powinnam pisać.

  • Prawnik na macierzyńskim

    Chica,

    1. Przyjęłam, że dopuszczasz aborcję za coś akceptowalnego. Ja zresztą w niektórych przypadkach też. Jednak to właśnie przykład, który wybrałaś sprowokował mnie do reakcji, bo dowodzi, że za uzasadnioną aborcję uważasz przypadek ciąży zagrożonej lub ciąży z gwałtu, na równi z przypadkiem ciąży z „radosnego”, a przynajmniej świadomego seksu. Tutaj zdecydowanie się różnimy w poglądach i chyba nie dam rady Cię przekonać.

    2. Z Twojej odpowiedzi wynika,że Twoim kluczem jest „samodzielność” i „zależność”. Z góry przepraszam za przykład, ale wydaje mi się,że tylko tak jestem w stanie Ci to zobrazować. Zależna od ciebie i zupełnie niesamodzielna jest twoja świnka morska. Czy to daje ci prawo żeby jej ukręcić łepek? Teraz pewnie myślisz, ale ona głupoty pisze, przecież moja świnka jest ruda, jest zwierzęciem, mieszka w klatce, kupiłam ją za swoje pieniądze, itd. Ok, ale te róznice nie mają w ogóle znaczenia. Odrzuć na bok wszystkie poboczne kwestie i zadaj sobie podstawowe pytanie, co daje ci prawo do decydowania o innej istocie? Czy właśnie to, że istota ta nie może się jeszcze wypowiedzieć, że jest niesamodzielna i w pełni zależna od Ciebie?

    2.Nie można – i to z obiektywnych powodów – zgodzić się ze stosowanym uproszczeniem pt. to moje ciało, więc to moja sprawa, bo ja ponoszę konsekwencję aborcji.
    Takie rozumowanie może być dobre dla innych przykładów np. odetnę sobie rękę, albo zrobię tatuaż – w końcu to też jest odpowiedzialna decyzja, bo konsekwwencje będą mi towarzyszyły do końca życia. Ale my tu mówimy o odebraniu innej istocie życia. Więc w tym przypadku konsekwencje ponoszą przynajmniej dwie osoby – ja i ten komu to życie odebram. A nie tylko ja.

    3. Byc może mój sprzeciw jest tym większy że – jak słusznie zauważyłaś – jestem matką. Jak kobieta ma słabą wyobraźnię (a ja kiedyś taką miałam), to właśnie ciąża i poród pozwala jej się przekonać o tym, że „to” co w sobie nosi kobieta , to nie jest tylko jej ciało. W tym ciele jest człowiek. Drugi człowiek. Dlatego wbrew pozorom mój przykład ze śmiertelnym ugodzeniem nożem drugiej osoby, który dla Ciebie na pierwszy rzut oka wydaje się ” bzdurny ” jest co najmniej adekwatny. Będzie jeszcze bardziej, jesli dodam mianowniki wspólne pt. „przyjemność” i „konsekwencje”.
    Innymi słowy: załóżmy, że tak jak Ty uwielbiasz seks, tak ja uwielbiam zabawy z nożami. Koszty uboczne Twojej przyjemności (tj. konsekwencja) to niechciana ciąża jesli pęknie ci prezerwatywa, albo nie zadziała tabletka, którą to ciążę w razie czego usuniesz, a mojej – zgon drugiego człowieka, jeśli mimo, moich usilnych starań żeby nikogo nie ugodzić, nie wyjdzie mi i przypadkowo w kogoś trafię w serce.
    Łapiesz o co mi chodzi?
    (oczywiście nie twierdzę że Ty rzeczywiście ciążę usuniesz, to tylko przykład)

    3. Wywołujesz na blogu bardzo wrażliwy temat i robiąc to musisz liczyć się z innymi opiniami. Szkoda, że reagujesz w taki sposób (mam na mysli Twoje ostatnie zdanie).

  • 1. Ja nie próbuję przekonać Ciebie, więc Ty nie próbuj przekonać mnie.

    2.1. Widzisz moja świnka wypuszczona na wolność z mojego domu przeżyłaby beze mnie i mojej pomocy. Ona przecież nie żyje tylko dlatego, że trzymam ją w klatce. Wypuszczona z klatki nadal oddycha i jej serce bije.
    Dziecko wyjęte ze mnie do np. 9 tygodnia nawet nie ma pracującego mózgu i poza moim ciałem nie ma szansy na przeżycie. Woęc Twój argument jest zupełnie nietrafiony.
    Dalej – gdyby nie było mnie stać, nie miałabym warunków, żeby wychować świnkę, to bym jej zwyczajnie nie kupiła. Dlatego uważam, że nie urodzenie dziecka jest rozsądne. Porównam to Twoim sposobem. Nie kupię psa (lub świnki) po to, żeby następnego dnia pójść i zostawić go w schronisku. Wolę nie kupować wcale. To samo tyczy się dziecka. Wolę go nie urodzić niż przejść ciążę ze świadomością, że oddam dziecko. Tym bardziej, że o ile pies może sobie nie zdawać sprawy, że następnego dnia został oddany (nie spyta przecież o biologicznych rodziców), to dziecko z taką świadomością będzie żyło przez całe życie.

    2.2. Widzisz. Kwestia podejścia do tego, czym jest dla mnie niechciany płód. Dla mnie to kilka lub kilkadziesiąt komórek, które nie przeżyją poza moim ciałem, a nie inne życie. Nie próbuj więc mnie przekonać, żebym widziała to Twoimi oczami. To się Ci nie uda.

    3.1. Nie Twój przykład nie jest odpowiedni w żadnym wypadku. W pełni dorosły i samodzielny człowiek nie jest tym samym, czym zbiór komórek. Poza tym, jest też kolejny absurd w Twoim przykładzie. Bo ja chce (teoretycznie oczywiście) dokonać aborcji na swoim ciele, a nie przyjść i usunąć Twoje dziecko. Więc przykład, że przyjdziesz zabić mojego partnera jest mocno nietrafiony.
    Poza tym, nadal chodzi o kwestie spojrzenia na sprawę – dla mnie nadal zarodek to nie jest człowiek. Więc kolejne argumenty o zabijaniu ludzi możesz sobie darować.

    3.2. Moja reakcja (ostatnie zdanie) nie była związana z Twoją odmienną opinią, a z Twoim atakiem na mnie (porównanie do 13-latki) i, a właściwie przede wszystkim, z nakazem, żebym pisała to, co uważasz za właściwe. Nie mam nic przeciwko odmiennym opiniom, ale nie pozwolę się obrażać i sobie rozkazywać.

  • Najważniejsze, że nikt za mnie nie urodzi. A to nie jest tak ot, jak pstryknięcie palcem.
    Ja mam to szczęście, że chciałam ieć dwoje dzieci i mam. hoć drugie było okupione dwuletnim wyczekiwaniem a to powodowało ogromny stres. Mam to szczęście, że obie ciąże iałam piękne, figurę po nich odzyskałam też. Ale nieszczęścia też były. Już będąc w ciąży zaproponowano mi zwolnienie za porozumieniem stron. Przeszłam na l4 żeby pozbyć się stresu i obawy przed zwolnieniem dyscyplinarnym, bo kradzież czy inne przewinienie można przecież upozorować. I teraz sobie myślę, że w naszym kraju lepiej nie mieć dzieci.

  • Prawnik na macierzyńskim

    Chica,

    W żadnym wypadku nie próbuję Cię przekonać. Usiłowałam tylko przedstawić inny punkt widzenia (na tym chyba polega dyskusja?)
    Wkrótce zajdziesz w ciążę (bo podobno takie masz plany) i życzę Ci powodzenia w odróżnieniu momentu od którego przestają to być komórki, a zaczyna dziecko.

    Uśmiecham się teraz ironicznie pod nosem, bo mam przeczucie, że ponieważ będzie to dziecko planowane uznasz zapewne, że to od początku „mały diabeł”, a gdyby nie było? No cóż….”niechciany płód” oczywiście. Taki relatywizm moim zdaniem jest nie dopuszczalny. Dlatego to co i jak piszesz o płodzie, komórkach itd. jest po prostu …smutne.
    Niemniej, kończę swój udział w tej wymianie zdań, bo nie chiałam Cie zdenerwować, ani tym bardziej wchodzić w sprzeczkę.
    Mam nadzieję, że wkrótce (oby to był właściwy czas w Twoim życiu) doświadczysz tych „komórek” wewnątrz swojego ciała i wtedy pewnie zrozumiesz o co mi chodzi 😉

  • No niestety, niby namawiają, żeby dzieci robić, ale potem nie pomagają ludziom, żeby móc je wychować. Smutne…

  • Agnieszka

    Hmmm, czasy kiedy seks służył tylko i wyłącznie do prokreacji minęły już dosyć dawno temu… Teraz chodzi się do łóżka dla zabawy, dla rozładowania stresu, dla sportu i z nudów- dokładnie tak samo jak z miłości. I każdy ma prawo to robić. I każdy ma prawo usunąć niechcianą ciążę, jeśli mimo zabezpieczeń (tudzież z powodu braku zabezpieczeń) taka ciąża mu się przytrafi. Nikt nie ma prawa zmuszać kobiety do urodzenia dziecka. I to nie musi być gwałt czy choroba genetyczna. Jest XXI wiek- wpadłam, nie chcę mieć dziecka, mam prawo go nie rodzić. Koniec, kropka.

    Chica, podziwiam, że chce Ci się wałkować ten temat. To znaczy- ja po prostu już mam naprawdę dość tego otaczającego nas fanatyzmu i zaślepienia. I -przepraszam za to określenie-katopropagandy. Szacun, dziewczyno, prawdziwy z Ciebie El Quijote, ale ja osobiście mam już dość…

  • wuwuwuw

    Decyduję tylko o sobie to argument inwalida. Decyzja tyczy się również organizmu w Twoim ciele. Czy zatem różniłaby się aborcja od uduszenia dziecka po porodzie np. Ani jedno, ani drugie nie poradzi sobie bez „opieki”, a wątpię byś była za możliwością zabójstwa dziecka np do 6 r.ż (generalnie do tego wieku, kiedy zacznie być w miarę samodzielne).

  • Widzisz, ale jest różnica „nie poradzi sobie bez opieki” (czyjejkolwiek), a NIE PRZEŻYJE poza MOIM ciałem. Dziecko po urodzeniu możesz oddać komukolwiek i będzie mogło żyć dalej. Miesięcznego płodu nie oddasz „pod opiekę” innej osobie.
    Czy teraz zaczynasz dostrzegać zasadniczą różnicę?

    Wiesz, kobieta nie musi chcieć przechodzić przez wszystko z czym wiąże się ciąża i poród tylko po to, żeby jakaś inna rodzina mogła cieszyć się z jej dziecka.

}